A
alaks
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2011
- Odpowiedzi
- 1
Witam serdecznie,
Wiem, że takowych tematów powstało już sporo, lecz w żadnym nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi.
W 2004 roku moi dwaj synowie oraz ja wypożyczyliśmy książki z biblioteki publicznej. W tym samym roku przeprowadziliśmy się oraz mieliśmy powódź i totalnie zapomnieliśmy o książkach - mamy zbiór ponad 10 000 książek a więc nie łatwo tu trafić na książkę i przypomnieć sobie, iż jest ona z biblioteki. Nie będę rozpisywał się, jak to mi głupio itd, albowiem w mojej ocenie nie zrobiliśmy nic aż tak złego. Rozumiem, książki są własnością biblioteki a my to przetrzymujemy, lecz jesteśmy tylko ludźmi i takie rzeczy się zdarzają. W mojej ocenie, jeżeli człowiek zagraża życiu na drodze za wariacką jazdę i dostaję karę 500 złotych to kara 1000 złotych za brak zwrotu książki jest po prostu śmieszna.
Zmiana adresu spowodowała, iż nie dochodziły do nas listy polecone z biblioteki które do nich wracały. Co za tym idzie, nie wiedzieliśmy nic o tym, że zalegamy z jakimiś książkami.
Wczoraj dostaliśmy pismo z firmy intrum justitia z 9 grudnia w którym w sumie do zapłaty jest ponad 1100 złotych za 3 książki. Ostateczna data wpłaty - 16 grudnia. Czyli list dostaliśmy 3 dni po terminie.
Nie będę tutaj tłumaczył, że nie mam jak tego opłacić, albowiem pieniądzmi dysponuję, lecz sytuacja w której za książki warte razem 40 złotych kara jest 27 razy większa wydaje nam się absurdalna. Rozumiem, iż jest taka ustawa, lecz czy jest to całkowicie normalne, iż za zaległości kwota wzrasta w nieskończoność? Czy nie powinna ona się przy pewnym progu zatrzymać? Albowiem biblioteka może specjalnie nie dawać oznak przez 50 lat i nagle podpisać z firmą windykacyjną umowę i ściągać kokosy z ludzi?
Oczywiście od razu gdy dostaliśmy list, odszukaliśmy książki i je dzisiaj zwracamy.
Teraz jednak pozostaje kwestia kary. Dyrektor który jest osobą decyzyjną wraca w przyszłym tygodniu i się z nim umówiłem aby przedyskutować całe zadłużenie. Ze swojej strony firma windykacyjna mi wczoraj w dość niemiły sposób dała do zrozumienia, iż nie ma możliwości umożenia kary ani upustu, że mamy zapłacić i tyle, albowiem to oni tu decydują. Z drugiej strony dyrektor jest osobą decyzyjną, o czym dziś mnie poinformował sekretariat a więc firma windykacyjna przekazała mi sprzeczną informację.
Powstają teraz pytania do tej sprawy:
Czy jest w ogóle jakakolwiek szansa by się z tej sytuacji wybronić?
Czy dyrektor może umożyć karę?
Dziękuję z góry za pomoc,
Z wyrazami szacunku
Wiem, że takowych tematów powstało już sporo, lecz w żadnym nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi.
W 2004 roku moi dwaj synowie oraz ja wypożyczyliśmy książki z biblioteki publicznej. W tym samym roku przeprowadziliśmy się oraz mieliśmy powódź i totalnie zapomnieliśmy o książkach - mamy zbiór ponad 10 000 książek a więc nie łatwo tu trafić na książkę i przypomnieć sobie, iż jest ona z biblioteki. Nie będę rozpisywał się, jak to mi głupio itd, albowiem w mojej ocenie nie zrobiliśmy nic aż tak złego. Rozumiem, książki są własnością biblioteki a my to przetrzymujemy, lecz jesteśmy tylko ludźmi i takie rzeczy się zdarzają. W mojej ocenie, jeżeli człowiek zagraża życiu na drodze za wariacką jazdę i dostaję karę 500 złotych to kara 1000 złotych za brak zwrotu książki jest po prostu śmieszna.
Zmiana adresu spowodowała, iż nie dochodziły do nas listy polecone z biblioteki które do nich wracały. Co za tym idzie, nie wiedzieliśmy nic o tym, że zalegamy z jakimiś książkami.
Wczoraj dostaliśmy pismo z firmy intrum justitia z 9 grudnia w którym w sumie do zapłaty jest ponad 1100 złotych za 3 książki. Ostateczna data wpłaty - 16 grudnia. Czyli list dostaliśmy 3 dni po terminie.
Nie będę tutaj tłumaczył, że nie mam jak tego opłacić, albowiem pieniądzmi dysponuję, lecz sytuacja w której za książki warte razem 40 złotych kara jest 27 razy większa wydaje nam się absurdalna. Rozumiem, iż jest taka ustawa, lecz czy jest to całkowicie normalne, iż za zaległości kwota wzrasta w nieskończoność? Czy nie powinna ona się przy pewnym progu zatrzymać? Albowiem biblioteka może specjalnie nie dawać oznak przez 50 lat i nagle podpisać z firmą windykacyjną umowę i ściągać kokosy z ludzi?
Oczywiście od razu gdy dostaliśmy list, odszukaliśmy książki i je dzisiaj zwracamy.
Teraz jednak pozostaje kwestia kary. Dyrektor który jest osobą decyzyjną wraca w przyszłym tygodniu i się z nim umówiłem aby przedyskutować całe zadłużenie. Ze swojej strony firma windykacyjna mi wczoraj w dość niemiły sposób dała do zrozumienia, iż nie ma możliwości umożenia kary ani upustu, że mamy zapłacić i tyle, albowiem to oni tu decydują. Z drugiej strony dyrektor jest osobą decyzyjną, o czym dziś mnie poinformował sekretariat a więc firma windykacyjna przekazała mi sprzeczną informację.
Powstają teraz pytania do tej sprawy:
Czy jest w ogóle jakakolwiek szansa by się z tej sytuacji wybronić?
Czy dyrektor może umożyć karę?
Dziękuję z góry za pomoc,
Z wyrazami szacunku