X
Xern
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2023
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
Ponad rok temu zakupiłem samochód od osoby prywatnej, sam też jestem os prywatną. Po 2 miesiącach zaczęły się lekkie problemy, ostateczna diagnoza zapadła dopiero w tym tygodniu bo każdy warsztat miał swoją teorię + klasyczne "jeździć obserwować"(uszczelka pod głowicą + możliwe pęknięcia w cylindrach, głowicy, bloku) - generalnie remont za połowę wartości pojazdu. Przez rok samodzielnie wykonywałem tylko rutynowe inspekcje czyli poziomy płynów, klocki itp czyli rzeczy, które leżą w gestii użytkownika pojazdu. W ubiegłym tygodniu pierwszy raz odkręciłem osłony i pokrywy pod autem i generalnie dramat - większość elementów nosi ślady spawania, przeróbek: rury od powietrza, silnik, brak chłodniczki oleju (zaślepiona) i wiele innych. No nie są to rzeczy widoczne bezpośrednio po otworzeniu maski tym bardziej dla osoby o zwykłej przeciętnej znajomości tematu.
Generalnie jedyną możliwością abym to ja spowodował uszkodzenie uszczelki jest przegrzanie auta. Według instrukcji samochodu, po osiągnięciu wysokiej temperatury aktywuje się fail safe mode, który ogranicza moc, zapewnia dodatkowe chłodzenie a jeśli i to nie pomoże - wyłącza silnik chroniąc przed uszkodzeniami.
Podczas oglądania auta byłem informowany jedynie o pracach blacharskich (uderzony przód, wymiana w zakresie pasa przedniego i maski, reszta nietknięta), w umowie kupna znajduje się zapis "Auto sprowadzone uszkodzone po naprawach BLACHARSKO LAKIERNICZYCH bez rękojmi i gwaracji". Sprzedający po naprawie przejechał samochodem ok 4tyś km. Po dotarciu do zdjęć sprzed naprawy widzę, że było zmasakrowane z przodu.
Czy te wszystkie naprawy mechaniczne też mogą być podciągnięte pod ten zapis umowy czy są to wady utajone/podstępnie ukryte? Czy po takim czasie w ogóle mogę dochodzić swoich praw czy to z góry przegrana sprawa?
Z góry dziękuję za odpowiedzi
Ponad rok temu zakupiłem samochód od osoby prywatnej, sam też jestem os prywatną. Po 2 miesiącach zaczęły się lekkie problemy, ostateczna diagnoza zapadła dopiero w tym tygodniu bo każdy warsztat miał swoją teorię + klasyczne "jeździć obserwować"(uszczelka pod głowicą + możliwe pęknięcia w cylindrach, głowicy, bloku) - generalnie remont za połowę wartości pojazdu. Przez rok samodzielnie wykonywałem tylko rutynowe inspekcje czyli poziomy płynów, klocki itp czyli rzeczy, które leżą w gestii użytkownika pojazdu. W ubiegłym tygodniu pierwszy raz odkręciłem osłony i pokrywy pod autem i generalnie dramat - większość elementów nosi ślady spawania, przeróbek: rury od powietrza, silnik, brak chłodniczki oleju (zaślepiona) i wiele innych. No nie są to rzeczy widoczne bezpośrednio po otworzeniu maski tym bardziej dla osoby o zwykłej przeciętnej znajomości tematu.
Generalnie jedyną możliwością abym to ja spowodował uszkodzenie uszczelki jest przegrzanie auta. Według instrukcji samochodu, po osiągnięciu wysokiej temperatury aktywuje się fail safe mode, który ogranicza moc, zapewnia dodatkowe chłodzenie a jeśli i to nie pomoże - wyłącza silnik chroniąc przed uszkodzeniami.
Podczas oglądania auta byłem informowany jedynie o pracach blacharskich (uderzony przód, wymiana w zakresie pasa przedniego i maski, reszta nietknięta), w umowie kupna znajduje się zapis "Auto sprowadzone uszkodzone po naprawach BLACHARSKO LAKIERNICZYCH bez rękojmi i gwaracji". Sprzedający po naprawie przejechał samochodem ok 4tyś km. Po dotarciu do zdjęć sprzed naprawy widzę, że było zmasakrowane z przodu.
Czy te wszystkie naprawy mechaniczne też mogą być podciągnięte pod ten zapis umowy czy są to wady utajone/podstępnie ukryte? Czy po takim czasie w ogóle mogę dochodzić swoich praw czy to z góry przegrana sprawa?
Z góry dziękuję za odpowiedzi