P
Pulemiot
Użytkownik
- Dołączył
- 11.2025
- Odpowiedzi
- 64
Zostałem skazany w czerwcu 2025 roku przez sądy w Brzesku i Tarnowie na 1 rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata za popełnienie czynów kwalifikowanych z art. 190a § 1 k.k., art. 190 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. i art. 12 k.k tj. "uporczywe nękanie". Zarzut został skonstruowany jako jeden ciąg zachowań obejmujący zarówno publikowanie komentarzy internetowych (ok. 150 komentarzy w latach 2019-2023), jak i rzekome wykonywanie telefonów z groźbami i treściami tożsamymi do komentarzy.
Problem polega na tym, że w zakresie telefonów i gróźb nie przedstawiono żadnych obiektywnych dowodów. Nie zabezpieczono billingów, nie ustalono właściciela numeru telefonu wskazywanego przez pokrzywdzonego, pokrzywdzony nie rozpoznał mojego głosu, nie było nagrań rozmów ani innych dowodów potwierdzających, że to ja wykonywałem te połączenia.
Sąd I instancji oparł rozstrzygnięcie przede wszystkim na uznaniu zeznań pokrzywdzonego za wiarygodne, a moich wyjaśnień za niewiarygodne, nie wyjaśniając w żaden sposób, dlaczego przyjął taką ocenę.
Prokurator w akcie oskarżenia napisał, że materiał dowodowy opiera się głównie na spójnych i konsekwentnych zeznaniach pokrzywdzonego, nie wyjaśniając jednak, jakie inne dowody – poza tymi zeznaniami – miały potwierdzać wykonywanie przeze mnie telefonów.
W apelacji podnosiłem m.in. brak dowodów na telefony oraz brak przeprowadzenia podstawowych czynności dowodowych. Sąd II instancji utrzymał jednak wyrok w mocy i nie odniósł się merytorycznie do tych zarzutów, przyjmując w istocie, że skoro pisałem komentarze w Internecie to musiałem także wykonywać połączenia telefoniczne.
Zwracałem się do Rzecznika Praw Obywatelskich i Prokuratora Generalnego o wniesienie kasacji. Oba organy odmówiły, wskazując, że nie zachodzą przesłanki do wniesienia kasacji, powołując się m.in. na art. 439 k.p.k., jednak nie wyjaśniły szczegółowo, dlaczego podnoszone przeze mnie zarzuty nie uzasadniają skierowania sprawy do Sądu Najwyższego.
Równolegle prowadzę postępowanie ułaskawieniowe. Prezydent RP przekazywał moje kolejne wnioski do właściwych organów, jednak sąd wydawał negatywne rozstrzygnięcia uzasadniając to brakiem autorefleksji albo wniesieniem wniosku przed upływem roku od poprzedniego.
Moje pytania są następujące:
Czy w sytuacji, gdy zarzut został skonstruowany jako jeden czyn obejmujący komentarze internetowe oraz rzekome telefony i groźby, brak dowodów na drugą część tego zarzutu może podważać prawidłowość całego skazania? Czy po prawomocnym wyroku można "odłączyć" element telefonów i pozostawić skazanie wyłącznie za komentarze, skoro wyrok dotyczył jednego czynu w przyjętej przez sąd kwalifikacji prawnej?
Dodatkowo sąd orzekł nawiązkę 10 000 zł i koszty zastępstwa procesowego (~2,5K), mimo że pokrzywdzony nie przedstawił dokumentów potwierdzających konkretną szkodę majątkową swojej firmy. Czy przy takim stanie faktycznym uzasadnienie wyroku powinno szczegółowo wyjaśniać podstawy ustalenia wysokości nawiązki?
Mam również pytanie o charakterze ustrojowym dotyczące postępowania ułaskawieniowego. Kancelaria Prezydenta RP kilkukrotnie przekazywała moje kolejne wnioski o ułaskawienie do właściwego sądu, mimo że wiedziała, iż poprzedni wniosek był rozpoznawany stosunkowo niedawno. Sąd natomiast pozostawiał je bez rozpoznania lub wydawał rozstrzygnięcia negatywne, powołując się na upływ rocznego terminu i traktując tę okoliczność jako bezwzględną przeszkodę procesową.
Zastanawia mnie, czy taka praktyka nie prowadzi w istocie do ograniczenia wykonywania prerogatywy Prezydenta RP wynikającej z art. 139 Konstytucji. Skoro Kancelaria Prezydenta, znając daty wcześniejszych rozstrzygnięć, mimo to przekazuje kolejne wnioski do dalszego procedowania, to czy sąd powinien samodzielnie eliminować je z obrotu z przyczyn formalnych?
Mam również wątpliwości co do wykładni art. 566 k.p.k. Czy przepis ten rzeczywiście nakazuje automatyczne pozostawienie wniosku bez rozpoznania wyłącznie z powodu braku upływu rocznego terminu, czy też sąd powinien uwzględnić także cel postępowania ułaskawieniowego oraz konstytucyjny charakter prawa łaski? Innymi słowy – gdzie przebiega granica pomiędzy procesową kontrolą dopuszczalności wniosku a ingerencją w wykonywanie prerogatywy Prezydenta RP?
Problem polega na tym, że w zakresie telefonów i gróźb nie przedstawiono żadnych obiektywnych dowodów. Nie zabezpieczono billingów, nie ustalono właściciela numeru telefonu wskazywanego przez pokrzywdzonego, pokrzywdzony nie rozpoznał mojego głosu, nie było nagrań rozmów ani innych dowodów potwierdzających, że to ja wykonywałem te połączenia.
Sąd I instancji oparł rozstrzygnięcie przede wszystkim na uznaniu zeznań pokrzywdzonego za wiarygodne, a moich wyjaśnień za niewiarygodne, nie wyjaśniając w żaden sposób, dlaczego przyjął taką ocenę.
Prokurator w akcie oskarżenia napisał, że materiał dowodowy opiera się głównie na spójnych i konsekwentnych zeznaniach pokrzywdzonego, nie wyjaśniając jednak, jakie inne dowody – poza tymi zeznaniami – miały potwierdzać wykonywanie przeze mnie telefonów.
W apelacji podnosiłem m.in. brak dowodów na telefony oraz brak przeprowadzenia podstawowych czynności dowodowych. Sąd II instancji utrzymał jednak wyrok w mocy i nie odniósł się merytorycznie do tych zarzutów, przyjmując w istocie, że skoro pisałem komentarze w Internecie to musiałem także wykonywać połączenia telefoniczne.
Zwracałem się do Rzecznika Praw Obywatelskich i Prokuratora Generalnego o wniesienie kasacji. Oba organy odmówiły, wskazując, że nie zachodzą przesłanki do wniesienia kasacji, powołując się m.in. na art. 439 k.p.k., jednak nie wyjaśniły szczegółowo, dlaczego podnoszone przeze mnie zarzuty nie uzasadniają skierowania sprawy do Sądu Najwyższego.
Równolegle prowadzę postępowanie ułaskawieniowe. Prezydent RP przekazywał moje kolejne wnioski do właściwych organów, jednak sąd wydawał negatywne rozstrzygnięcia uzasadniając to brakiem autorefleksji albo wniesieniem wniosku przed upływem roku od poprzedniego.
Moje pytania są następujące:
Czy w sytuacji, gdy zarzut został skonstruowany jako jeden czyn obejmujący komentarze internetowe oraz rzekome telefony i groźby, brak dowodów na drugą część tego zarzutu może podważać prawidłowość całego skazania? Czy po prawomocnym wyroku można "odłączyć" element telefonów i pozostawić skazanie wyłącznie za komentarze, skoro wyrok dotyczył jednego czynu w przyjętej przez sąd kwalifikacji prawnej?
Dodatkowo sąd orzekł nawiązkę 10 000 zł i koszty zastępstwa procesowego (~2,5K), mimo że pokrzywdzony nie przedstawił dokumentów potwierdzających konkretną szkodę majątkową swojej firmy. Czy przy takim stanie faktycznym uzasadnienie wyroku powinno szczegółowo wyjaśniać podstawy ustalenia wysokości nawiązki?
Mam również pytanie o charakterze ustrojowym dotyczące postępowania ułaskawieniowego. Kancelaria Prezydenta RP kilkukrotnie przekazywała moje kolejne wnioski o ułaskawienie do właściwego sądu, mimo że wiedziała, iż poprzedni wniosek był rozpoznawany stosunkowo niedawno. Sąd natomiast pozostawiał je bez rozpoznania lub wydawał rozstrzygnięcia negatywne, powołując się na upływ rocznego terminu i traktując tę okoliczność jako bezwzględną przeszkodę procesową.
Zastanawia mnie, czy taka praktyka nie prowadzi w istocie do ograniczenia wykonywania prerogatywy Prezydenta RP wynikającej z art. 139 Konstytucji. Skoro Kancelaria Prezydenta, znając daty wcześniejszych rozstrzygnięć, mimo to przekazuje kolejne wnioski do dalszego procedowania, to czy sąd powinien samodzielnie eliminować je z obrotu z przyczyn formalnych?
Mam również wątpliwości co do wykładni art. 566 k.p.k. Czy przepis ten rzeczywiście nakazuje automatyczne pozostawienie wniosku bez rozpoznania wyłącznie z powodu braku upływu rocznego terminu, czy też sąd powinien uwzględnić także cel postępowania ułaskawieniowego oraz konstytucyjny charakter prawa łaski? Innymi słowy – gdzie przebiega granica pomiędzy procesową kontrolą dopuszczalności wniosku a ingerencją w wykonywanie prerogatywy Prezydenta RP?
Ostatnia edycja: