D
dave56
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2015
- Odpowiedzi
- 1
Witam
Chciałbym prosić o pomoc w pewnej sprawie. Opis będzie dosyć długi, aby przedstawić sytuację. Jestem sprzedawcą w sklepie z telefonami. Klientka kupiła telefon 23 grudnia. Przyszła do sklepu 5 stycznia z koleżanką z zamiarem odzyskania pieniędzy i zwrotu towaru.
To może jak to było... Na początku twierdziła, że była w sklepie na drugi dzień bo już miała z nim problem. Stwierdziłem że nie mogła być na drugi dzień ponieważ w wigilię ja byłem w pracy. Zaczęły się ostre słowa z jej strony, a ja sobie nie pozwolę żeby klient na mnie krzyczał lub obrażał. W odpowiedzi, może niepotrzebnie, sam się zacząłem unosić i emocje wzięły górę. Chlapnąłem dosłownie jedno złe słowo, ale nie bezpośrednio do klientki. W porównaniu z jej doborem słów i wyzwisk, bezpośrednio w moją stronę, to była kropla w morzu. W końcu przypomniała sobie że jednak była po świętach. Kolega ustawił jej telefon, wszystko było podobno w porządku. Powiedziałem że skoro sama pomyliła dni to niech się nie dziwi że się zdenerwowałem. Ale to nic nie dało, bo później cały czas słuchałem że jaki to jestem niewychowany i chamski.
Dalej zapytałem co się dzieje z telefonem. Stwierdziła że wyłącza się przy niekorzystaniu, szybko wyładowuje, ogólnie jeśli już działa to trzyma pół dnia. Powiedziałem że mogę przyjąć telefon na gwarancję i wysłać do producenta. No i znowu awantura i krzyki że ona nie chce, mam jej oddać pieniądze itp. Ja jako pracownik nie mogę tego zrobić z powodu zakazu z góry. Po kolejnych krzykach i obelgach powiedziałem że jeśli myśli że oddam jej z własnej kieszeni pieniądze za telefon to jest nienormalna. Po kolejnej serii krzyków wytłumaczyłem że ma się udać do rzecznika praw konsumenta aby wyjaśnił jej jak to działa. Pożegnałem się grzecznie i zacząłem obsługiwać innych klientów. Kolejka była już długa i nie mogłem dłużej zwlekać, a niektórzy stali już pół godziny. O to panie też mi zrobiły awanturę jaki jestem chamski że nie chce ich obsłużyć. Powiedziałem co miałem powiedzieć wcześniej i tyle, nic więcej nie mogłem zrobić.
Odbiegając na chwile od tematu to poziom stresu i wysokie ciśnienie zeszły mi dopiero po trzech godzinach. Na takie zachowanie ludzi też powinna być stosowna ustawa, a dla sprzedawców dodatek zdrowotny i bezpłatne badania serca.
Panie wróciły wieczorem o godzinie 20. Tym razem była ich trójka. Klientka miała pismo "Zgłoszenie niezgodności towaru z umową". W opisie podała problem który opisałem powyżej, a co nowego to nie żądała zwrotu gotówki tylko wymiany na nowy. Jako datę niezgodności podała 25 grudnia. Ile w tym prawdy nie wiem, ale patrząc na listę połączeń i smsów to normalnie go używała do 3 stycznia włącznie. Szefostwo przekazało mi że mam nie przyjmować pisma (swoją drogą oni to są mądrzy przekazując mi wszystko na odległość...). Klientka ma wysłać pismo i telefon do naszej siedziby. Było to ukierunkowane tym, że nie mamy na miejscu punktu serwisowego i reklamacyjnego. Na tym piśmie nawet pisze, że do zachowania terminu wystarczy wysłanie zawiadomienia przesyłką poleconą.
Awantura była taka, że mało co bym sam nie wytrzymał. Na dodatek panie wyrzucały klientów ze sklepu, mówiąc że tutaj sprzedaje zepsute telefony, jestem chamski, nie obsługuje klientów itp. Zwracałem im uwagę żeby tak nie robiły, ale nie słuchały. Pani która przyszła jako trzecia to była chyba najgorsza, krzyczała najbardziej, moje dane chciała, gdzieś tam dzwoniła do znajomych, normalnie masakra. Akurat jej to wcale nie musiałem słuchać, bo po pierwsze nie była klientką która kupiła telefon a po drugie nie mam obowiązku podawać moich danych na prawo i lewo. Druga pani z czasem się uspokoiła, a trzecia w końcu zadzwoniła na policje. Stwierdziłem że proszę bardzo, ja chętnie panów policjantów przyjmę. Jednak policja nie chciała przyjechać, no bo co im do tego. W końcu zbliżała się godzina zamknięcia i nie chciałem żeby ta pani jechała za mną do domu, więc przyjąłem to pismo i telefon...
Obecnie testuje telefon, bo z powodu święta i tak bym go nie wysłał. Po ośmiu godzinach ładowania telefon normalnie funkcjonuje. Wszystko działa, łączy się z internetem, nie resetuje się, dzwoni, gry działają. Od ładowania minęło ponad sześć godzin, a bateria wskazuje 70%. Pewnie to samo stwierdzi serwis i nasza siedziba odpowie, że odmawia wymiany i podepnie potwierdzenie serwisu.
Pytań mam kilka.
Czy klientka ma rację? Bowiem co do zasady prawo polskie (ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego) nie przewiduje możliwości dokonywania zwrotów zakupionych rzeczy albo ich wymiany na inne.
Czy ja z mojej strony mogę dochodzić swoich praw wobec zachowania tych pań, pomimo że nie mam świadków całego zajścia?
Czy klientka może pozwać mnie za to że nie chciałem przyjąć tego telefonu?
Jak mogę się wybronić następnym razem, w przypadku odmowy zgłoszenia niezgodności? Chodzi mi tutaj o jakieś rady lub podstawy prawne.
Z góry dziękuje za przeczytanie całości i odpowiedzi.
Chciałbym prosić o pomoc w pewnej sprawie. Opis będzie dosyć długi, aby przedstawić sytuację. Jestem sprzedawcą w sklepie z telefonami. Klientka kupiła telefon 23 grudnia. Przyszła do sklepu 5 stycznia z koleżanką z zamiarem odzyskania pieniędzy i zwrotu towaru.
To może jak to było... Na początku twierdziła, że była w sklepie na drugi dzień bo już miała z nim problem. Stwierdziłem że nie mogła być na drugi dzień ponieważ w wigilię ja byłem w pracy. Zaczęły się ostre słowa z jej strony, a ja sobie nie pozwolę żeby klient na mnie krzyczał lub obrażał. W odpowiedzi, może niepotrzebnie, sam się zacząłem unosić i emocje wzięły górę. Chlapnąłem dosłownie jedno złe słowo, ale nie bezpośrednio do klientki. W porównaniu z jej doborem słów i wyzwisk, bezpośrednio w moją stronę, to była kropla w morzu. W końcu przypomniała sobie że jednak była po świętach. Kolega ustawił jej telefon, wszystko było podobno w porządku. Powiedziałem że skoro sama pomyliła dni to niech się nie dziwi że się zdenerwowałem. Ale to nic nie dało, bo później cały czas słuchałem że jaki to jestem niewychowany i chamski.
Dalej zapytałem co się dzieje z telefonem. Stwierdziła że wyłącza się przy niekorzystaniu, szybko wyładowuje, ogólnie jeśli już działa to trzyma pół dnia. Powiedziałem że mogę przyjąć telefon na gwarancję i wysłać do producenta. No i znowu awantura i krzyki że ona nie chce, mam jej oddać pieniądze itp. Ja jako pracownik nie mogę tego zrobić z powodu zakazu z góry. Po kolejnych krzykach i obelgach powiedziałem że jeśli myśli że oddam jej z własnej kieszeni pieniądze za telefon to jest nienormalna. Po kolejnej serii krzyków wytłumaczyłem że ma się udać do rzecznika praw konsumenta aby wyjaśnił jej jak to działa. Pożegnałem się grzecznie i zacząłem obsługiwać innych klientów. Kolejka była już długa i nie mogłem dłużej zwlekać, a niektórzy stali już pół godziny. O to panie też mi zrobiły awanturę jaki jestem chamski że nie chce ich obsłużyć. Powiedziałem co miałem powiedzieć wcześniej i tyle, nic więcej nie mogłem zrobić.
Odbiegając na chwile od tematu to poziom stresu i wysokie ciśnienie zeszły mi dopiero po trzech godzinach. Na takie zachowanie ludzi też powinna być stosowna ustawa, a dla sprzedawców dodatek zdrowotny i bezpłatne badania serca.
Panie wróciły wieczorem o godzinie 20. Tym razem była ich trójka. Klientka miała pismo "Zgłoszenie niezgodności towaru z umową". W opisie podała problem który opisałem powyżej, a co nowego to nie żądała zwrotu gotówki tylko wymiany na nowy. Jako datę niezgodności podała 25 grudnia. Ile w tym prawdy nie wiem, ale patrząc na listę połączeń i smsów to normalnie go używała do 3 stycznia włącznie. Szefostwo przekazało mi że mam nie przyjmować pisma (swoją drogą oni to są mądrzy przekazując mi wszystko na odległość...). Klientka ma wysłać pismo i telefon do naszej siedziby. Było to ukierunkowane tym, że nie mamy na miejscu punktu serwisowego i reklamacyjnego. Na tym piśmie nawet pisze, że do zachowania terminu wystarczy wysłanie zawiadomienia przesyłką poleconą.
Awantura była taka, że mało co bym sam nie wytrzymał. Na dodatek panie wyrzucały klientów ze sklepu, mówiąc że tutaj sprzedaje zepsute telefony, jestem chamski, nie obsługuje klientów itp. Zwracałem im uwagę żeby tak nie robiły, ale nie słuchały. Pani która przyszła jako trzecia to była chyba najgorsza, krzyczała najbardziej, moje dane chciała, gdzieś tam dzwoniła do znajomych, normalnie masakra. Akurat jej to wcale nie musiałem słuchać, bo po pierwsze nie była klientką która kupiła telefon a po drugie nie mam obowiązku podawać moich danych na prawo i lewo. Druga pani z czasem się uspokoiła, a trzecia w końcu zadzwoniła na policje. Stwierdziłem że proszę bardzo, ja chętnie panów policjantów przyjmę. Jednak policja nie chciała przyjechać, no bo co im do tego. W końcu zbliżała się godzina zamknięcia i nie chciałem żeby ta pani jechała za mną do domu, więc przyjąłem to pismo i telefon...
Obecnie testuje telefon, bo z powodu święta i tak bym go nie wysłał. Po ośmiu godzinach ładowania telefon normalnie funkcjonuje. Wszystko działa, łączy się z internetem, nie resetuje się, dzwoni, gry działają. Od ładowania minęło ponad sześć godzin, a bateria wskazuje 70%. Pewnie to samo stwierdzi serwis i nasza siedziba odpowie, że odmawia wymiany i podepnie potwierdzenie serwisu.
Pytań mam kilka.
Czy klientka ma rację? Bowiem co do zasady prawo polskie (ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego) nie przewiduje możliwości dokonywania zwrotów zakupionych rzeczy albo ich wymiany na inne.
Czy ja z mojej strony mogę dochodzić swoich praw wobec zachowania tych pań, pomimo że nie mam świadków całego zajścia?
Czy klientka może pozwać mnie za to że nie chciałem przyjąć tego telefonu?
Jak mogę się wybronić następnym razem, w przypadku odmowy zgłoszenia niezgodności? Chodzi mi tutaj o jakieś rady lub podstawy prawne.
Z góry dziękuje za przeczytanie całości i odpowiedzi.