P
PiotrekOsw
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2010
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
wygląda na to, że dałem się zrobić jak gówniarz. Dwa miesiące temu za namową kolegi współpracującego z firmą X również nawiązałem współpracę, której celem miało być tworzenie aplikacji internetowych (serwisów internetowych). Po krótkiej rozmowie z programistą z firmy i szefem zostałem przyjęty jako współpracownik na umowę o dzieło podpisywaną na koniec zlecenia.
Zgodziłem się na ten sposób współpracy, ponieważ miałem już za sobą wiele udanych projektów z umową podpisywaną w ten sposób. Niestety szybko okazało się, że zleceniodawca jest zwykłym wyzyskiwaczem, który na dodatek nie potrafi prowadzić projektów programistycznych. System CMS, na którym operowałem nie posiadał dokumentacji, a projekty specyfikacji. Współpraca polegała na tworzeniu dodatkowych modułów i funkcjonalności oraz wdrażaniu ich w serwisach tworzonych dla klientów firmy.
Dla firmy X wykonałem jedną pełną realizację oraz połowę funkcjonalności drugiej. Tak więc jestem autorem sporego fragmentu kodu. Wiadomo mi, że oba serwisy, w których brałem udział funkcjonują już w sieci i zostały oddane do użytku klientom. Z wiadomości, które dostałem od zleceniodawcy wynika, że za pierwszy serwis zleceniodawca rozliczył się już z klientem. Niestety sposób w jaki zleceniodawca traktuje mnie po tym jak zdecydowałem się zakończyć współpracę wskazuje na to, że mogę w ogóle nie dostać swojego wynagrodzenia. Można powiedzieć, że jestem cały czas zbywany.
W związku z powyższym mam następujące pytania:
wygląda na to, że dałem się zrobić jak gówniarz. Dwa miesiące temu za namową kolegi współpracującego z firmą X również nawiązałem współpracę, której celem miało być tworzenie aplikacji internetowych (serwisów internetowych). Po krótkiej rozmowie z programistą z firmy i szefem zostałem przyjęty jako współpracownik na umowę o dzieło podpisywaną na koniec zlecenia.
Zgodziłem się na ten sposób współpracy, ponieważ miałem już za sobą wiele udanych projektów z umową podpisywaną w ten sposób. Niestety szybko okazało się, że zleceniodawca jest zwykłym wyzyskiwaczem, który na dodatek nie potrafi prowadzić projektów programistycznych. System CMS, na którym operowałem nie posiadał dokumentacji, a projekty specyfikacji. Współpraca polegała na tworzeniu dodatkowych modułów i funkcjonalności oraz wdrażaniu ich w serwisach tworzonych dla klientów firmy.
Dla firmy X wykonałem jedną pełną realizację oraz połowę funkcjonalności drugiej. Tak więc jestem autorem sporego fragmentu kodu. Wiadomo mi, że oba serwisy, w których brałem udział funkcjonują już w sieci i zostały oddane do użytku klientom. Z wiadomości, które dostałem od zleceniodawcy wynika, że za pierwszy serwis zleceniodawca rozliczył się już z klientem. Niestety sposób w jaki zleceniodawca traktuje mnie po tym jak zdecydowałem się zakończyć współpracę wskazuje na to, że mogę w ogóle nie dostać swojego wynagrodzenia. Można powiedzieć, że jestem cały czas zbywany.
W związku z powyższym mam następujące pytania:
- Czy zleceniodawca może oddać klientowi do użytku serwis, którego autorem jestem, ja przed podpisaniem ze mną umowy o dzieło?
- Z kim najpierw zleceniodawca powinien zawrzeć umowę? Ze mną, czy z klientem, który kupuje utworzony przeze mnie serwis?
- By móc wykonywać serwisy dla firmy X musiałem wejść w posiadanie aplikacji CMS, do której prawa majątkowe posiada zleceniodawca. Aplikacja została do mnie przesłana e-mailem przez pracownika firmy. Nie posiadam żadnego dokumentu, który wprost mówi o tym, że mogę przechowywać na twardym dysku kod tej aplikacji oraz instalować ją na swoim osobistym serwerze produkcyjnym (było to konieczne do pracy). Czy w takim wypadku zleceniodawca może mieć jakiekolwiek roszczenia związane z naruszeniem praw majątkowych do aplikacji?
Ostatnia edycja: