K
kociekocie
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2021
- Odpowiedzi
- 1
Hej wszystkim, mam taki problem, trochę skomplikowany:
W 2017 skończyłam studia (jednolite magisterskie) - cały rok był zaliczony ale nie podeszłam do egzaminu magisterskiego.
W tym czasie jak kończyłam studia, regulamin stwierdzał, że mam 5 lat od dnia skreślenia, na wznowienie studiów, a tym samym zdanie egzaminu. I tak nas informował dziekanat.
W 2018 roku wznowiłam studia ale nie mogłam ukończyć pracy dyplomowej (u mnie są dwie prace - praktyczna i pisemna). Tak, złożyłam podanie o wznowienie, ale nie dostałam odp. pisemnej na to podanie, ani nie dostałam żadnej wiadomości gdy nie podeszłam do egzaminu.
W 2019 roku doszło do zmiany regulaminu. Wg. nowego rozporządzenia z 5 lat na wznowienie robiło się 3 lata. Spowodowało to że 2020 rok był ostatnim by się obronić. Poinformowano mnie o tym mailem - tylko kilka zdań, żadne oficjalne pismo. Wspomniano, że doszło do zmiany, i że mam te 3 lata, chyba że w mojej decyzji o skreśleniu był podany inny termin. W decyzji nie było podanego żadnego terminu czy jakiejkolwiek wzmianki o tym czy ewentualnych zmianach w przyszłości.
Po otrzymaniu maila ponownie siadłam nad dyplomem, który był bardzo czasochłonny.
Kiedy próbowałam się czegoś dowiedzieć z dziekanatu, bo wiadomo czas leciał a ja próbowałam ugrać więcej czasu, to tam ciągle słyszałam: " nie wiem", "trudno mi powiedzieć", "proszę pytać pani prodziekan", "proszę jak najszybciej wszystko złożyć."
Panie w dziekanacie miały zero pojęcia co do regulaminu i jakie prawa obowiązują ludzi ze wznowieniem studiów. Kiedy się dowiedziałam o moich prawach z biura obsługi studentów, te nie wierzyły mi co im mówię, że one jak i pani dziekan musiały być wyedukowane przez ludzi z biura studentów.
Wiedząc już wszystko złożyłam podanie o wznowienie (mailowo bo tak preferował dziekanat w czasie lokdownu). Określiłam tam czas jakich chcę na złożenie kompletu dokumentów, do 30 listopada 2020, i zapłaciłam za godziny konsultacji.
Od znajomej w tej samej sytuacji dowiedziałam się, że nikomu dziekanat nie wyznaczył terminu składania dokumentów jak i obrony. Nie dostałam, żadnej pisemnej odpowiedzi na moje podanie, a jak zadzwoniłam to powiedziano mi, że składać dokumenty mogę kiedy chcę, nie ma terminu, a obronić się to proszę przed świętami w grudniu.
Niestety mimo dodatkowego czasu nie wyrabiałam się z dyplomem to w grudniu dzwoniłam do dziekanatu czy mogę złożyć podanie o przesunięcie terminu. Tam mi odpowiedziano, że mogę spróbować.
No to napisałam podanie, a termin wpisałam "styczeń 2021". Dostałam odpowiedź mailem (dnia 6.05.2021) i nie było to oficjalne pismo tylko zdania: "Pani dziekan wyraziła zgodę. Proszę zatem w przyszłym tygodniu złożyć komplet dokumentów do obrony." Ja odpowiedziałam czy mogę złożyć później bo w podaniu napisałam "styczeń 2021". Nie dostałam odpowiedzi zwrotnej.
Niestety dalej nie mogłam dokończyć dyplomu. Na ten moment praca pisemna była w antyplagiacie, a praktyczna była tylko zaczęta. Nie miałam nawet czasu skontaktować się z promotorami by pokazać/porozmawiać o pracy.
Napisałam kolejne podanie o przesunięcie terminu na 31.03.2021. Wysłałam je mailem dnia 29.01.2021. Jak nie dostawałam odp. przez następne 2 tygodnie , zrezygnowałam z czekania i uznałam, że wszystko przepadło. Dopiero pod koniec marca weszłam na tego maila i zobaczyłam że odpowiedzieli mi 02.03.2021. wyrażając zgodę na przedłużenie. Odpowiedź brzmiała tak: "Pani dziekan wydłuża czas składania pracy dyplomowej do dnia 31.03.2021. Jest to termin ostateczny." To były tylko dwa zdania, a nie żadne oficjalne pismo.
Złożyłam kolejne podanie, o przesunięcie terminu o chociaż kilka dni, bo wtedy straciłam pracę i miałam czas na ukończenie wszystkiego.
Podanie wysłałam mailem bezpośrednio do Pani prodziekan. Próbowałam ją przekonać do wyrażenia zgody stosując różne argumenty, ale ta nie zgodziła się. Była to rozmowa wyłącznie mailowa. I w żadnym momencie pani prodziekan nie wysłała mi oficjalnego pisma z odmową. Również żadne inne pismo nie przyszło do dnia dzisiejszego.
Oczywiście później kontaktowałam się z moimi promotorami by się wstawili ale nic to nie dało.
Czy w całej tej historii widzicie szansę na uzyskania zgody od uczelni na wznowienie studiów i dostanie tego mgr. przed nazwiskiem czy to jest przegrana sprawa?
W 2017 skończyłam studia (jednolite magisterskie) - cały rok był zaliczony ale nie podeszłam do egzaminu magisterskiego.
W tym czasie jak kończyłam studia, regulamin stwierdzał, że mam 5 lat od dnia skreślenia, na wznowienie studiów, a tym samym zdanie egzaminu. I tak nas informował dziekanat.
W 2018 roku wznowiłam studia ale nie mogłam ukończyć pracy dyplomowej (u mnie są dwie prace - praktyczna i pisemna). Tak, złożyłam podanie o wznowienie, ale nie dostałam odp. pisemnej na to podanie, ani nie dostałam żadnej wiadomości gdy nie podeszłam do egzaminu.
W 2019 roku doszło do zmiany regulaminu. Wg. nowego rozporządzenia z 5 lat na wznowienie robiło się 3 lata. Spowodowało to że 2020 rok był ostatnim by się obronić. Poinformowano mnie o tym mailem - tylko kilka zdań, żadne oficjalne pismo. Wspomniano, że doszło do zmiany, i że mam te 3 lata, chyba że w mojej decyzji o skreśleniu był podany inny termin. W decyzji nie było podanego żadnego terminu czy jakiejkolwiek wzmianki o tym czy ewentualnych zmianach w przyszłości.
Po otrzymaniu maila ponownie siadłam nad dyplomem, który był bardzo czasochłonny.
Kiedy próbowałam się czegoś dowiedzieć z dziekanatu, bo wiadomo czas leciał a ja próbowałam ugrać więcej czasu, to tam ciągle słyszałam: " nie wiem", "trudno mi powiedzieć", "proszę pytać pani prodziekan", "proszę jak najszybciej wszystko złożyć."
Panie w dziekanacie miały zero pojęcia co do regulaminu i jakie prawa obowiązują ludzi ze wznowieniem studiów. Kiedy się dowiedziałam o moich prawach z biura obsługi studentów, te nie wierzyły mi co im mówię, że one jak i pani dziekan musiały być wyedukowane przez ludzi z biura studentów.
Wiedząc już wszystko złożyłam podanie o wznowienie (mailowo bo tak preferował dziekanat w czasie lokdownu). Określiłam tam czas jakich chcę na złożenie kompletu dokumentów, do 30 listopada 2020, i zapłaciłam za godziny konsultacji.
Od znajomej w tej samej sytuacji dowiedziałam się, że nikomu dziekanat nie wyznaczył terminu składania dokumentów jak i obrony. Nie dostałam, żadnej pisemnej odpowiedzi na moje podanie, a jak zadzwoniłam to powiedziano mi, że składać dokumenty mogę kiedy chcę, nie ma terminu, a obronić się to proszę przed świętami w grudniu.
Niestety mimo dodatkowego czasu nie wyrabiałam się z dyplomem to w grudniu dzwoniłam do dziekanatu czy mogę złożyć podanie o przesunięcie terminu. Tam mi odpowiedziano, że mogę spróbować.
No to napisałam podanie, a termin wpisałam "styczeń 2021". Dostałam odpowiedź mailem (dnia 6.05.2021) i nie było to oficjalne pismo tylko zdania: "Pani dziekan wyraziła zgodę. Proszę zatem w przyszłym tygodniu złożyć komplet dokumentów do obrony." Ja odpowiedziałam czy mogę złożyć później bo w podaniu napisałam "styczeń 2021". Nie dostałam odpowiedzi zwrotnej.
Niestety dalej nie mogłam dokończyć dyplomu. Na ten moment praca pisemna była w antyplagiacie, a praktyczna była tylko zaczęta. Nie miałam nawet czasu skontaktować się z promotorami by pokazać/porozmawiać o pracy.
Napisałam kolejne podanie o przesunięcie terminu na 31.03.2021. Wysłałam je mailem dnia 29.01.2021. Jak nie dostawałam odp. przez następne 2 tygodnie , zrezygnowałam z czekania i uznałam, że wszystko przepadło. Dopiero pod koniec marca weszłam na tego maila i zobaczyłam że odpowiedzieli mi 02.03.2021. wyrażając zgodę na przedłużenie. Odpowiedź brzmiała tak: "Pani dziekan wydłuża czas składania pracy dyplomowej do dnia 31.03.2021. Jest to termin ostateczny." To były tylko dwa zdania, a nie żadne oficjalne pismo.
Złożyłam kolejne podanie, o przesunięcie terminu o chociaż kilka dni, bo wtedy straciłam pracę i miałam czas na ukończenie wszystkiego.
Podanie wysłałam mailem bezpośrednio do Pani prodziekan. Próbowałam ją przekonać do wyrażenia zgody stosując różne argumenty, ale ta nie zgodziła się. Była to rozmowa wyłącznie mailowa. I w żadnym momencie pani prodziekan nie wysłała mi oficjalnego pisma z odmową. Również żadne inne pismo nie przyszło do dnia dzisiejszego.
Oczywiście później kontaktowałam się z moimi promotorami by się wstawili ale nic to nie dało.
Czy w całej tej historii widzicie szansę na uzyskania zgody od uczelni na wznowienie studiów i dostanie tego mgr. przed nazwiskiem czy to jest przegrana sprawa?