S
safira_e
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2015
- Odpowiedzi
- 2
Witam,
z powodu własnej głupoty wmieszałam się w taką sytuację i nie wiem czy mam problem czy jeszcze nie... Mój były chłopak wziął pożyczkę gotówkową na siebie, gdy byliśmy jeszcze w związku. Połowę pożyczonej kwoty przelał na moje konto bez żadnej adnotacji. Co miesiąc oddawałam mu połowę raty, czasami na konto czasami do ręki. Ponad rok temu nasz związek się zakończył w dość burzliwych okolicznościach. Umówiliśmy się (ustnie), ze będę wpłacać mu raty na konto do 16 każdego miesiąca. Od rozstania wykonuję te przelewy, ale z powodu swojej niefrasobliwości trzy z nich trafiły na konto z jednodniowym opóźnieniem. Jednak w tym miesiącu dostałam od niego informację, że nie dostał przelewu. Z potwierdzenia przelewu wynika, że kwota została zaksięgowana, on jednak uważa, że nie ma tych pieniędzy i straszy mnie sądem. Poprosiłam go o przesłanie rozpiski pozostałych rat kredytu (stopy procentowe wciąż spadają, a ja płacę jednakową ratę).
Zaczął się wykręcać i po naciskach z mojej strony dowiedziałam się, że tuż po rozstaniu, czyli ponad rok temu, przeniósł bez mojej wiedzy kredyt do innego banku, zmieniając oprocentowanie na stałe i z powodu tej operacji, kwota kredytu, nieznacznie ale się zwiększyła. Mnie o tym fakcie nie poinformował aż do dzisiaj, "bo to nie moja sprawa".
Poinformował mnie także, że będzie domagał się ode mnie jednorazowej spłaty mojej części długu z powodu mojej nieterminowości i mogę spodziewać się pisma od prawnika. Czy to ma sens? Czy ma prawo domagać się jednorazowej spłaty? Czy to zwykłe strasznie? Ja pomimo zmiany warunków i kwoty kredytu, nie uchylam się od spłaty, ale w ratach, tak jak się umówiliśmy. Bardzo proszę o opinię
z powodu własnej głupoty wmieszałam się w taką sytuację i nie wiem czy mam problem czy jeszcze nie... Mój były chłopak wziął pożyczkę gotówkową na siebie, gdy byliśmy jeszcze w związku. Połowę pożyczonej kwoty przelał na moje konto bez żadnej adnotacji. Co miesiąc oddawałam mu połowę raty, czasami na konto czasami do ręki. Ponad rok temu nasz związek się zakończył w dość burzliwych okolicznościach. Umówiliśmy się (ustnie), ze będę wpłacać mu raty na konto do 16 każdego miesiąca. Od rozstania wykonuję te przelewy, ale z powodu swojej niefrasobliwości trzy z nich trafiły na konto z jednodniowym opóźnieniem. Jednak w tym miesiącu dostałam od niego informację, że nie dostał przelewu. Z potwierdzenia przelewu wynika, że kwota została zaksięgowana, on jednak uważa, że nie ma tych pieniędzy i straszy mnie sądem. Poprosiłam go o przesłanie rozpiski pozostałych rat kredytu (stopy procentowe wciąż spadają, a ja płacę jednakową ratę).
Zaczął się wykręcać i po naciskach z mojej strony dowiedziałam się, że tuż po rozstaniu, czyli ponad rok temu, przeniósł bez mojej wiedzy kredyt do innego banku, zmieniając oprocentowanie na stałe i z powodu tej operacji, kwota kredytu, nieznacznie ale się zwiększyła. Mnie o tym fakcie nie poinformował aż do dzisiaj, "bo to nie moja sprawa".
Poinformował mnie także, że będzie domagał się ode mnie jednorazowej spłaty mojej części długu z powodu mojej nieterminowości i mogę spodziewać się pisma od prawnika. Czy to ma sens? Czy ma prawo domagać się jednorazowej spłaty? Czy to zwykłe strasznie? Ja pomimo zmiany warunków i kwoty kredytu, nie uchylam się od spłaty, ale w ratach, tak jak się umówiliśmy. Bardzo proszę o opinię
Ostatnia edycja: