W
weeccu
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2023
- Odpowiedzi
- 6
Hej, mam ostatnio problem z ZTMem.
Wszystko zaczęło się około 10 lat temu, jak dostałem pierwsze wezwanie do zapłaty za przejazd bez biletu.
Zignorowałem temat, bo nie byłem spisywany przez kanara i myślałem, że to błąd, wiem głupie, ale miałem wtedy z 16 czy 17 lat i też byłem głupi (choć raczej dalej jestem).
W ciągu roku dostałem pozew z nakazem zapłaty, ale nawet nie miałem takich pieniędzy, a rodzice mi nie dawali, to zrobiłem jedyne co mogłem, czyli znowu to zignorowałem.
Kilka miesięcy temu dostałem po raz kolejny (pierwszy raz od 2014 roku, o ile mnie pamięć nie myli) wezwanie do zapłaty, tym razem przedegzekucyjne, więc tym razem postanowiłem coś z tym zrobić.
Po wejściu na stronę ZTM zauważyłem, że wszystkie sposoby kontaktu zostały zamienione na formularz, w którym nie było odpowiednich opcji dla mojej reklamacji, więc wypełniłem tak jak się dało,
w treści napisałem, że nie pamiętam żeby mnie ktoś spisywał, napisałem, że zdarzało się zapomnieć plecaka z tramwaju, w którym był pełen zestaw danych i legitymacja szkolna, więc możliwa była kradzież tych danych,
albo możliwy był błąd ze strony ZTM, zauważyłem też, że nałożona kara była za brak biletu normalnego, nie ulgowego, więc coś tu jest nie tak. Dorzuciłem też, że nigdy nie miałem problemów z ZTMem, a nawet tego dnia nie miałem celu w podróży tym tramwajem, bo jeździłem nim tylko do szkoły, a był to dzień poza rokiem szkolnym.
Zaoferowałem pokrycie kosztów sądowych, bo stwierdziłem, że te są winą moich zaniechań i dodałem, że reszta zobowiązania jest wg mnie bezzasadna.
Odpowiedź dostałem po ponad 30 dniach, a w treści było o braku podstaw do umorzenia roszczenia, oraz o tym, że "bezsprzecznie" podróżowałem środkami
transportu publicznego bez ważnego biletu. W dalszej części napisali, że nie mają instrumentów dochodzeniowych aby sprawdzić kto posługiwał się moimi danymi i nie będą weryfikować zasadności należności. Ani słowa dlaczego ta "opłata dodatkowa" była jak za bilet normalny. Dorzucili też z góry kilka formułek, że dług się nie przedawnił, choć nic o tym nie pisałem.
Jak się dowiedziałem z ustawy, którą podlinkował automat po wysłaniu pierwszego pisma, (Dz.U. 2006 nr 38 poz. 266) mieli 30 dni na odpowiedź (p6 ustęp 1), po których w teorii reklamacja powinna zostać uznana (p10),
więc im to wytknąłem w odpowiedzi na ich maila.
W kontrze dostałem długawy tekst, z którego wynikało, że moje "wystąpienie" zostało przez nich zakwalifikowane jako wniosek, a nie reklamacja, więc nie musieli odpowiedzieć w terminie, a reklamację mogłem złożyć tylko w terminie 3 miesięcy od daty otrzymania pierwszego wezwania do zapłaty i spóźniłem się z tym 9 lat. Pod koniec wezwali mnie do spłaty w ciągu 7 dni.
Ostatnią moją wiadomość do nich zamieszczę niemal w całości:
"Moja reklamacja spełnia wszystkie ustawowe wymogi do bycia reklamacją, została złożona w najlepszy możliwy sposób, na jaki pozwala formularz zgłoszeń na oficjalnej stronie ZTM, który jest oficjalną drogą dla tego typu spraw, w czasie jej składania. Na żadnym etapie pisania ani wysyłania reklamacji nie napisałem, zaznaczyłem ani nie wybrałem opcji pozwalającej stwierdzić, że był to "wniosek". Nie ponoszę odpowiedzialności za wady funkcjonowania systemów informatycznych przewoźnika, ani za brak możliwości składania pism w formie elektronicznej w sposób bardziej przejrzysty dla pracowników je obsługujących.
Powtórzę też jeszcze raz cytowany przez Pana/Panią fragment:
„Reklamację dotyczącą sporządzonego wezwania do zapłaty z tytułu przewozu osób lub przesyłek składa się nie później niż w terminie 3 miesięcy od dnia otrzymania wezwania do zapłaty.”
Ustawa (Dz.U. 2006 nr 38 poz. 266) w żadnym miejscu nie wskazuje, że reklamację można złożyć tylko przy pierwszym wezwaniu do zapłaty, a wręcz przeciwnie, a stwierdzając nieprawdę próbuje Pan/Pani wprowadzić mnie w błąd.
Reklamacja została złożona w zgodzie z treścią ww. ustawy."
Jak nie trudno się domyślić, po raz kolejny dostałem odmowę i po raz kolejny napisali, że zaklasyfikowali to jako wniosek i nic już z tym nie zrobią, a termin do reklamacji minął 9 lat temu. Znowu 7 dni na spłatę i numer konta. Dodali też, że już nie będą rozpatrywać kolejnych wiadomości ode mnie i odesłali mnie do sądu
Czy warto bawić się w sądy? Ja lubię takie rzeczy, dlatego dla mnie to lepsze niż płacenie im te pare stów, ale chce wiedzieć, czy mam szanse, czy jest w tym sens.
Pozdrawiam wszystkich, którzy dotarli do końca ;D
Wszystko zaczęło się około 10 lat temu, jak dostałem pierwsze wezwanie do zapłaty za przejazd bez biletu.
Zignorowałem temat, bo nie byłem spisywany przez kanara i myślałem, że to błąd, wiem głupie, ale miałem wtedy z 16 czy 17 lat i też byłem głupi (choć raczej dalej jestem).
W ciągu roku dostałem pozew z nakazem zapłaty, ale nawet nie miałem takich pieniędzy, a rodzice mi nie dawali, to zrobiłem jedyne co mogłem, czyli znowu to zignorowałem.
Kilka miesięcy temu dostałem po raz kolejny (pierwszy raz od 2014 roku, o ile mnie pamięć nie myli) wezwanie do zapłaty, tym razem przedegzekucyjne, więc tym razem postanowiłem coś z tym zrobić.
Po wejściu na stronę ZTM zauważyłem, że wszystkie sposoby kontaktu zostały zamienione na formularz, w którym nie było odpowiednich opcji dla mojej reklamacji, więc wypełniłem tak jak się dało,
w treści napisałem, że nie pamiętam żeby mnie ktoś spisywał, napisałem, że zdarzało się zapomnieć plecaka z tramwaju, w którym był pełen zestaw danych i legitymacja szkolna, więc możliwa była kradzież tych danych,
albo możliwy był błąd ze strony ZTM, zauważyłem też, że nałożona kara była za brak biletu normalnego, nie ulgowego, więc coś tu jest nie tak. Dorzuciłem też, że nigdy nie miałem problemów z ZTMem, a nawet tego dnia nie miałem celu w podróży tym tramwajem, bo jeździłem nim tylko do szkoły, a był to dzień poza rokiem szkolnym.
Zaoferowałem pokrycie kosztów sądowych, bo stwierdziłem, że te są winą moich zaniechań i dodałem, że reszta zobowiązania jest wg mnie bezzasadna.
Odpowiedź dostałem po ponad 30 dniach, a w treści było o braku podstaw do umorzenia roszczenia, oraz o tym, że "bezsprzecznie" podróżowałem środkami
transportu publicznego bez ważnego biletu. W dalszej części napisali, że nie mają instrumentów dochodzeniowych aby sprawdzić kto posługiwał się moimi danymi i nie będą weryfikować zasadności należności. Ani słowa dlaczego ta "opłata dodatkowa" była jak za bilet normalny. Dorzucili też z góry kilka formułek, że dług się nie przedawnił, choć nic o tym nie pisałem.
Jak się dowiedziałem z ustawy, którą podlinkował automat po wysłaniu pierwszego pisma, (Dz.U. 2006 nr 38 poz. 266) mieli 30 dni na odpowiedź (p6 ustęp 1), po których w teorii reklamacja powinna zostać uznana (p10),
więc im to wytknąłem w odpowiedzi na ich maila.
W kontrze dostałem długawy tekst, z którego wynikało, że moje "wystąpienie" zostało przez nich zakwalifikowane jako wniosek, a nie reklamacja, więc nie musieli odpowiedzieć w terminie, a reklamację mogłem złożyć tylko w terminie 3 miesięcy od daty otrzymania pierwszego wezwania do zapłaty i spóźniłem się z tym 9 lat. Pod koniec wezwali mnie do spłaty w ciągu 7 dni.
Ostatnią moją wiadomość do nich zamieszczę niemal w całości:
"Moja reklamacja spełnia wszystkie ustawowe wymogi do bycia reklamacją, została złożona w najlepszy możliwy sposób, na jaki pozwala formularz zgłoszeń na oficjalnej stronie ZTM, który jest oficjalną drogą dla tego typu spraw, w czasie jej składania. Na żadnym etapie pisania ani wysyłania reklamacji nie napisałem, zaznaczyłem ani nie wybrałem opcji pozwalającej stwierdzić, że był to "wniosek". Nie ponoszę odpowiedzialności za wady funkcjonowania systemów informatycznych przewoźnika, ani za brak możliwości składania pism w formie elektronicznej w sposób bardziej przejrzysty dla pracowników je obsługujących.
Powtórzę też jeszcze raz cytowany przez Pana/Panią fragment:
„Reklamację dotyczącą sporządzonego wezwania do zapłaty z tytułu przewozu osób lub przesyłek składa się nie później niż w terminie 3 miesięcy od dnia otrzymania wezwania do zapłaty.”
Ustawa (Dz.U. 2006 nr 38 poz. 266) w żadnym miejscu nie wskazuje, że reklamację można złożyć tylko przy pierwszym wezwaniu do zapłaty, a wręcz przeciwnie, a stwierdzając nieprawdę próbuje Pan/Pani wprowadzić mnie w błąd.
Reklamacja została złożona w zgodzie z treścią ww. ustawy."
Jak nie trudno się domyślić, po raz kolejny dostałem odmowę i po raz kolejny napisali, że zaklasyfikowali to jako wniosek i nic już z tym nie zrobią, a termin do reklamacji minął 9 lat temu. Znowu 7 dni na spłatę i numer konta. Dodali też, że już nie będą rozpatrywać kolejnych wiadomości ode mnie i odesłali mnie do sądu
Czy warto bawić się w sądy? Ja lubię takie rzeczy, dlatego dla mnie to lepsze niż płacenie im te pare stów, ale chce wiedzieć, czy mam szanse, czy jest w tym sens.
Pozdrawiam wszystkich, którzy dotarli do końca ;D