Sprawa wygląda tak:
moja działka sąsiaduje ze żwirownią (która jeszcze niedawno- jakieś 1,5 roku temu - była polem uprawnym) .Sąsiad, który zawsze maksymalnie wykorzystuje przestrzeń uprawną zostawił w zeszłym roku na wiosnę pas ziemi (jakieś 3-4 metry) wzdłuż naszego płotu. Do tej pory pole uprawiane było praktycznie do samej granicy czyli praktycznie jakieś 20-30 cm od naszego płotu. Chodziły jakieś słuchy po wsi, że chce na owym polu żwirownię otworzyć a wzdłuż naszego płotu (działkę mamy wąską 30m i długą jakieś 170m) zrobić sobie drogę wyjazdową na asfalt biegnący przez wieś. Byliśmy w urzędzie żeby dowiedzieć się jak się sprawy mają i dowiedzieliśmy się tyle, ze sąsiad ma wszystkie pozwolenia na otwarcie żwirowni i że nie miał obowiązku zawiadamiać sąsiadów i pytać ich o pozwolenie bo sprawę załatwił przez jakieś "studium"... Z kolei w sprawie drogi wyjazdowej ze żwirowni nie było nic wiadomo. Jedynie osoba z ochrony środowiska sprawdziła w papierach, że jest ustalony pas ochronny dzielący żwirownię od mojej działki i że ten pas to 10m i na tym pasie raczej nic nie powinno się dziać. Już na jesień koparki wjechały i zaczęło się wydobywanie i usypywanie wielkich gór piachu. Sortownik do żwiru ustawiono w odległości jakiś 50m od mojej działki. Hałas i smród po kilka dobrych godzin dziennie... Do tego piach , pył i kurz lecący przy nawet lekkim podmuchu wiatru. No ale to jakoś przełknęłam. Krajobraz księżycowy przeleżał zimę i na wiosnę zaczęło się wywożenie piachu. Góry poznikały i jakiś czas był spokój. Niestety po wakacjach wykopaliska znów się zaczęły. Długie tygodnie bez deszczu spowodowały wysuszenie terenu więc wanny, które wjeżdżały i wyjeżdżały wytwarzały tumany kurzu a że najczęściej wiatr wieje od sąsiada strony to na mojej działce nie szło oddychać. Przejście całej długości działki bez zakrywania twarzy graniczyło z cudem... Hałas od rana do wieczora. Na dodatek kierowcy podjeżdżali sobie coraz bliżej płotu. Na samym początku trzymali się tych 10m ale teraz co niektórzy jeżdżą w odległości nawet 1m a wyjeżdżone koleiny są w odległości jakiś 3-4 metrów gdzie jeżdżą już praktycznie wszyscy.
W urzędzie powiedziano mi, że mam skontaktować się w Okręgowym Wydziałem Górniczym w Poznaniu jeśli uważam, że są jakieś nieprawidłowości w działaniu tej "firmy". Poza tym w urzędzie panuje spychologia nikt nic nie wie i odsyłają z ochrony środowiska do zarządu dróg i tak w kółko. Nie chcę zamykać gościowi żwirowni (zresztą i tak pewnie nic bym nie wskórała bo nie mam pleców jak sąsiad i jego wspólnik), niech sobie kopie tylko niech nie zatruwa mi życia. Niech te cholerne wanny nie zapierdzielają ile fabryka dała wzdłuż mojego płotu. Skoro chcą jeździć to nich jeżdżą ale jak najdalej od mojej działki. Ciężko się żyje jak już przed 7" rano dudni wszystko aż do wieczora. W urzędzie powiedziano mi, że jedyne co mogę teraz zrobić to pozwać sąsiada cywilnie o obniżenie wartości działki... Ja po sądach włóczyć się nie chcę i nikomu życia utrudniać ale chciałabym, żeby tak było w drugą stronę również. Nie wiem jak mam to rozegrać bo gościu ma cholerne plecy w urzędzie... Załatwił sobie nawet pozwolenie na korzystanie z naszej wiejskiej drogi asfaltowej a jest to droga gdzie generalnie jest zakaz poruszania się samochodów ciężarowych. Nikt nie umie mi odpowiedzieć czy jeśli jest wyznaczony ten pas ochronny 10m to czy mogą po nim jeździć ciężarówki czy jednak im nie wolno się poruszać po tym pasie. A może mogą zrobić sobie na nim taką umowną drogę wewnętrzną na dojazd do wykopalisk... Nie wiem, szukałam trochę po necie ale nie znalazłam przydatnych informacji. :-( . Nie wiem też czy mogę wnioskować o poszerzenie tego pasa ochronnego. Mogę narysować odręcznie jak wygląda sytuacja jeśli chodzi o rozmieszczenie działki, żwirowni, wagi i wyjazdu na asfalt jeśli to coś pomoże. Z góry dziękuję za zainteresowanie. Mam nadzieję, że dość względnie i zrozumiale naświetliłam sprawę.