I
ilonalukasz
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 05.2013
- Odpowiedzi
- 3
Szanowni Państwo,
Mam bardzo poważny problem, z którym nie wiem jak sobie poradzić. Chodzi o moją 16-letnią córkę, mieszkamy od 14 lat w Niemczech, obydwie mamy obywatelstwo polskie i ja tylko posiadam prawa rodzicielskie (Ojcu sądownie zostały odebrane). Córka obecnie znajduje się od lipca 2012 r w ośrodku tzw. „Erziehungshilfe heime” w mieście w którym mieszkamy. Zdecydowałam się na ten krok, bo miało to pomóc w wyprowadzeniu jej na dobra drogę, ukończeniu szkoły zdobyciu zawodu i zapewnieniu przyszłości. Problemy z córka zaczęły się w 2010 roku, gdzie silnie związała się z towarzystwem z tzw „ Bahnofscene” –papierosy, alkohol i narkotyki. Jako samotnie wychowująca matka dostałam z Jungendamtu pomoc tzw. Erziehungsbeistand” która przez 2,5 roku nie przyniosła w zasadzie żadnych efektów. Problemy nasilały się z czasem, córka rzuciła szkołę, zaczęła nie wracać na noce. Próby terapii u psychologów kończyły się fiaskiem – córka nie chodziła na nie. Zaczęły się też wykroczenia przeciwko prawu , jazda na czarno koleją za co były mandaty, drobna kradzież, wynoszenie z domu wszelakich rzeczy i sprzedawanie ich. Zaczęła również sprowadzać towarzystwo do domu na noce gdzie ja nie pozwalałam a w momencie kiedy się stawiałam córce potrafiła podnieść na mnie rękę i pobić. W okresie od marca do lipca 2012 roku nie było tygodnia gdzie nie zgłaszałam na policji jej zaginiecia tzn ( ucieczki z towarzystwem ). Nie skutkowały prośby , groźby, zakazy- trzaskała drzwiami i wychodziła. W końcu zdecydowałam się na ten krok za namowa Jungendamntu i oddałam córkę do ośrodka. Mija 10 miesięcy jak córka jest w ośrodku i nie ma żadnych zmian. Brak szacunku do matki i kogokolwiek innego nawet do Policji . W 2012 roku będąc w ośrodku rozpoczęła ponownie szkołę którą rzuciła w listopadzie, ucieczki z ośrodka nawet na 2 tygodnie, w rozmowie z wychowawcą powiedziała ze zażywała narkotyki ma łatwy dostęp do nich –brak reakcji ze strony ośrodka . Moje prośby współpracy z ośrodkiem nie przynosiły żadnych efektów. Brak komunikacji , niedopilnowania z ich strony, metody z którymi się nie zgadzałam i nie zgadzam. Podam kilka przykładów reakcji ośrodka na moje interwencje:
- Pierwszy raz jak córka uciekła z ośrodka po 2 dniach przyszła pod dom w opłakanym stanie, o czym poinformowałam ośrodek , z prośbą o zwrócenie uwagi na jej zachowanie wskazujące na zażycie uprzednio środków odurzających, brak jakiej kol wiek reakcji ośrodka.
- po powrocie do ośrodka z 2 tygodniowej ucieczki wymagano ode mnie abym wysłała do córki smsa o treści „Cieszę się że wróciłaś”
- opiekunka córki z ośrodka była w szoku , gdy otrzymała e-maila od nauczycielki ze szkoły , że córka od 3 tyg (w listopadzie 2012)nie chodzi do szkoły. Opiekunka nie mogła tego zrozumieć, przecież córka codziennie wychodziła rano do szkoły.
- w listopadzie córka uciekła z przyjaciółką z Bahnofu pojechały na czarno do miasta oddalonego 500 km . Zakazałam im obu kontaktu ze sobą. 05.12 były mojej córki urodziny opiekunka dzwoni i chce wywrzeć na mnie presje żebym zezwoliła na kontakt i nocowanie u przyjaciółki z bahnofu, bo jeśli nie to córka i tak ucieknie spędzi noc gdzieś na parkingach lub dworcu a jest zimno i chyba by pani nie chciała tego - to są słowa opiekunki z środka.
- na ostatnim HPG w ośrodku rozmowa na temat ostatniej ucieczki na noc córki, gdzie policja po interwencji na ulicy znalazła jej plecak z dokumentami i butelka piwa odwiozła do ośrodka gdzie przekazano opiekunowi . Na drugi dzień po powrocie córki do ośrodka opiekunka to piwo oddala i stwierdziła że nie widzi problemu że oddała 16 letniej wychowance piwo i ironicznie powiedziała ze takie tanie pije Oetinnger.
Jest jeszcze masa innych przykładów . Z czystym sumieniem mogę stwierdzić że w ośrodku są masywne zaniedbania, brak kontroli, pójście po najłatwiejszej linii oporu. Ośrodek mi mówi ze na wyprowadzenie córki z tej złej drogi potrzeba czasu i małymi kroczkami, ale ja szczerze mówiąc nie widzę szansy tymi metodami na wyprowadzenie mojej córki na dobrą drogę.
Ośrodek nadal wymaga ode mnie współpracy na która nie chcę się zgodzić, bo przyklaskiwanie, głaskanie i pozwalanie na wszystko córce, nie jest dla mnie żadną metoda wychowawczą, tylko pozwoli jej się dalej stoczyć. Od lutego tego roku ograniczyłam do minimum kontakt z ośrodkiem i z córka się nie widuję. Powiedziałam w ośrodku ze nie ma żadnej poprawy i przykro mi ale nie chce kontaktów z córka i ośrodkiem. Ośrodek ostatnio zarzucił mi że oddałam córkę żeby pozbyć się jej. Czy ośrodek lub Jungendamt może mi postawić w tej sytuacji jakieś zarzuty prawne jeżeli całkowicie zerwie kontakt z córka i ośrodkiem ?
Zwracam Się do Państwa z prośbą o doradzenie w tej sprawie co robić jestem wykończona psychicznie tym obrotem sprawy i problemami z córką.
Mam bardzo poważny problem, z którym nie wiem jak sobie poradzić. Chodzi o moją 16-letnią córkę, mieszkamy od 14 lat w Niemczech, obydwie mamy obywatelstwo polskie i ja tylko posiadam prawa rodzicielskie (Ojcu sądownie zostały odebrane). Córka obecnie znajduje się od lipca 2012 r w ośrodku tzw. „Erziehungshilfe heime” w mieście w którym mieszkamy. Zdecydowałam się na ten krok, bo miało to pomóc w wyprowadzeniu jej na dobra drogę, ukończeniu szkoły zdobyciu zawodu i zapewnieniu przyszłości. Problemy z córka zaczęły się w 2010 roku, gdzie silnie związała się z towarzystwem z tzw „ Bahnofscene” –papierosy, alkohol i narkotyki. Jako samotnie wychowująca matka dostałam z Jungendamtu pomoc tzw. Erziehungsbeistand” która przez 2,5 roku nie przyniosła w zasadzie żadnych efektów. Problemy nasilały się z czasem, córka rzuciła szkołę, zaczęła nie wracać na noce. Próby terapii u psychologów kończyły się fiaskiem – córka nie chodziła na nie. Zaczęły się też wykroczenia przeciwko prawu , jazda na czarno koleją za co były mandaty, drobna kradzież, wynoszenie z domu wszelakich rzeczy i sprzedawanie ich. Zaczęła również sprowadzać towarzystwo do domu na noce gdzie ja nie pozwalałam a w momencie kiedy się stawiałam córce potrafiła podnieść na mnie rękę i pobić. W okresie od marca do lipca 2012 roku nie było tygodnia gdzie nie zgłaszałam na policji jej zaginiecia tzn ( ucieczki z towarzystwem ). Nie skutkowały prośby , groźby, zakazy- trzaskała drzwiami i wychodziła. W końcu zdecydowałam się na ten krok za namowa Jungendamntu i oddałam córkę do ośrodka. Mija 10 miesięcy jak córka jest w ośrodku i nie ma żadnych zmian. Brak szacunku do matki i kogokolwiek innego nawet do Policji . W 2012 roku będąc w ośrodku rozpoczęła ponownie szkołę którą rzuciła w listopadzie, ucieczki z ośrodka nawet na 2 tygodnie, w rozmowie z wychowawcą powiedziała ze zażywała narkotyki ma łatwy dostęp do nich –brak reakcji ze strony ośrodka . Moje prośby współpracy z ośrodkiem nie przynosiły żadnych efektów. Brak komunikacji , niedopilnowania z ich strony, metody z którymi się nie zgadzałam i nie zgadzam. Podam kilka przykładów reakcji ośrodka na moje interwencje:
- Pierwszy raz jak córka uciekła z ośrodka po 2 dniach przyszła pod dom w opłakanym stanie, o czym poinformowałam ośrodek , z prośbą o zwrócenie uwagi na jej zachowanie wskazujące na zażycie uprzednio środków odurzających, brak jakiej kol wiek reakcji ośrodka.
- po powrocie do ośrodka z 2 tygodniowej ucieczki wymagano ode mnie abym wysłała do córki smsa o treści „Cieszę się że wróciłaś”
- opiekunka córki z ośrodka była w szoku , gdy otrzymała e-maila od nauczycielki ze szkoły , że córka od 3 tyg (w listopadzie 2012)nie chodzi do szkoły. Opiekunka nie mogła tego zrozumieć, przecież córka codziennie wychodziła rano do szkoły.
- w listopadzie córka uciekła z przyjaciółką z Bahnofu pojechały na czarno do miasta oddalonego 500 km . Zakazałam im obu kontaktu ze sobą. 05.12 były mojej córki urodziny opiekunka dzwoni i chce wywrzeć na mnie presje żebym zezwoliła na kontakt i nocowanie u przyjaciółki z bahnofu, bo jeśli nie to córka i tak ucieknie spędzi noc gdzieś na parkingach lub dworcu a jest zimno i chyba by pani nie chciała tego - to są słowa opiekunki z środka.
- na ostatnim HPG w ośrodku rozmowa na temat ostatniej ucieczki na noc córki, gdzie policja po interwencji na ulicy znalazła jej plecak z dokumentami i butelka piwa odwiozła do ośrodka gdzie przekazano opiekunowi . Na drugi dzień po powrocie córki do ośrodka opiekunka to piwo oddala i stwierdziła że nie widzi problemu że oddała 16 letniej wychowance piwo i ironicznie powiedziała ze takie tanie pije Oetinnger.
Jest jeszcze masa innych przykładów . Z czystym sumieniem mogę stwierdzić że w ośrodku są masywne zaniedbania, brak kontroli, pójście po najłatwiejszej linii oporu. Ośrodek mi mówi ze na wyprowadzenie córki z tej złej drogi potrzeba czasu i małymi kroczkami, ale ja szczerze mówiąc nie widzę szansy tymi metodami na wyprowadzenie mojej córki na dobrą drogę.
Ośrodek nadal wymaga ode mnie współpracy na która nie chcę się zgodzić, bo przyklaskiwanie, głaskanie i pozwalanie na wszystko córce, nie jest dla mnie żadną metoda wychowawczą, tylko pozwoli jej się dalej stoczyć. Od lutego tego roku ograniczyłam do minimum kontakt z ośrodkiem i z córka się nie widuję. Powiedziałam w ośrodku ze nie ma żadnej poprawy i przykro mi ale nie chce kontaktów z córka i ośrodkiem. Ośrodek ostatnio zarzucił mi że oddałam córkę żeby pozbyć się jej. Czy ośrodek lub Jungendamt może mi postawić w tej sytuacji jakieś zarzuty prawne jeżeli całkowicie zerwie kontakt z córka i ośrodkiem ?
Zwracam Się do Państwa z prośbą o doradzenie w tej sprawie co robić jestem wykończona psychicznie tym obrotem sprawy i problemami z córką.