W
wolfzan
W dniu 10 marca 2015 r. podpisałem umowę ze sprzedającym na sprzedaż i montaż dwojga drzwi. Miało to trwać ok. cztery tygodnie, z czego w umowie jest zapis że termin realizacji wynosi 5-6 tygodni ROBOCZYCH(?), a w szczególnym przypadku termin realizacji może zostać wydłużony o kolejne 14 dni. Takiego szczególnego przypadku nie ma. Montażu miał dokonać montażysta współpracujący ze sprzedającym.
Dwa tygodnie temu w dniu 9 kwietnia otrzymałem telefon, że następnego dnia montażysta odbiera drzwi i przyjedzie do mnie ok. 11 zamontować drzwi. Następnego dnia ok. 15:00 wykonałem telefon do montażysty dlaczego go jeszcze nie ma. Wtedy dowiedziałem się, że nie dogadał się ze sprzedającym i ten nie wydał mu drzwi i się zaczęło... Polecił mi samemu dzwonić do sprzedającego, aby ten wydał mu drzwi(!). Przez następne 10 dni dzwoniłem co drugi dzień i cały czas miałem obietnice, że montażysta już jedzie i montuje. Później montażysta przestał odbierać telefon, a do sprzedającego też bardzo trudno było się dodzwonić.
W dniu 17 kwietnia sprzedający poinformował, że wyśle innego montażystę. Następnego dnia montażysta dzwonił wymyślając historię, że drzwi ma już na samochodzie, ale ma awarię i nie da rady dotrzeć. W dniu 20 kwietnia udaliśmy się osobiście do sprzedającego w celu ostatecznego wyjaśnienia sprawy. Wcześniej dzwoniliśmy do montażysty, który miał odezwać się w celu umówienia godziny montażu. Powiedział, że za chwilę zadzwoni i się nie odezwał już. Próbowaliśmy się dodzwonić, ale ten nie odebrał. Na miejscu zastaliśmy właśnie tego montażystę, który ściemniał, że zostawił telefon w biurze, na pytanie gdzie są drzwi i dlaczego nie są zamontowane nie miał nic do powiedzenia. Chcieliśmy, żeby pokazał je nam w magazynie czy rzeczywiście je ma, ale ten odmówił twierdząc, że trzeba to ustalić z właścicielem.
Następnego dnia udało się dodzwonić do sprzedającego, który w ogóle był zdziwiony i nie widzi w niczym problemu. Powiedział, że drzwi są, montażysta będzie dzwonił i przyjedzie. Następnego dnia montażysta zadzwonił i mówił, że pojedzie odebrać drzwi, zadzwoni i umówi się na montaż. Rano zadzwoniłem, żeby dowiedzieć się, czy odebrał te drzwi. Powiedział, że na razie ma inną robotę i po południu pojedzie i już się nie odezwał.
W międzyczasie zadzwoniłem do dystrybutora, który sprowadzał drzwi dla sprzedającego i dowiedziałem się, że te drzwi są, ale czekają na odbiór. Czyli sprzedający nadal ich nie ma. Chodziło też o o vat 8 lub 23%. Podejrzewam sprzedającego o jakieś przekręty, lub to że pobiera zaliczki i z tego reguluje bieżące zaległości, ale realizację zamówienia przedłuża w nieskończoność.
Sprzedający bardzo się zdziwił, kiedy poinformowałem go, że wiem że nie ma tych drzwi i że czekają na odbiór od dystrybutora.
Dowiedziałem się od znajomego radcy prawnego, że należy poinformować pisemnie o ostatecznym terminie realizacji zamówienia (list polecony za potwierdzeniem odbioru). Jeśli nie odbierze listu dwa razy, to uznaje się tę korespondencję za doręczoną. Wtedy mogę odstąpić od umowy i zażądać zwrotu zaliczki. Wyślę dwa razy pismo za potwierdzeniem odbioru, a jeśli dwa razy nie odbierze, to będzie oznaczało rozwiązanie umowy i mogę domagać się zwrotu zaliczki, a nawet rekompensaty za niewywiązanie się z umowy.
Pytanie jak skutecznie wyegzekwować zaliczkę?
Wpłaciłem 400 zł. Kwota nieduża, ale nie zamierzam darować moich pieniędzy.
Dwa tygodnie temu w dniu 9 kwietnia otrzymałem telefon, że następnego dnia montażysta odbiera drzwi i przyjedzie do mnie ok. 11 zamontować drzwi. Następnego dnia ok. 15:00 wykonałem telefon do montażysty dlaczego go jeszcze nie ma. Wtedy dowiedziałem się, że nie dogadał się ze sprzedającym i ten nie wydał mu drzwi i się zaczęło... Polecił mi samemu dzwonić do sprzedającego, aby ten wydał mu drzwi(!). Przez następne 10 dni dzwoniłem co drugi dzień i cały czas miałem obietnice, że montażysta już jedzie i montuje. Później montażysta przestał odbierać telefon, a do sprzedającego też bardzo trudno było się dodzwonić.
W dniu 17 kwietnia sprzedający poinformował, że wyśle innego montażystę. Następnego dnia montażysta dzwonił wymyślając historię, że drzwi ma już na samochodzie, ale ma awarię i nie da rady dotrzeć. W dniu 20 kwietnia udaliśmy się osobiście do sprzedającego w celu ostatecznego wyjaśnienia sprawy. Wcześniej dzwoniliśmy do montażysty, który miał odezwać się w celu umówienia godziny montażu. Powiedział, że za chwilę zadzwoni i się nie odezwał już. Próbowaliśmy się dodzwonić, ale ten nie odebrał. Na miejscu zastaliśmy właśnie tego montażystę, który ściemniał, że zostawił telefon w biurze, na pytanie gdzie są drzwi i dlaczego nie są zamontowane nie miał nic do powiedzenia. Chcieliśmy, żeby pokazał je nam w magazynie czy rzeczywiście je ma, ale ten odmówił twierdząc, że trzeba to ustalić z właścicielem.
Następnego dnia udało się dodzwonić do sprzedającego, który w ogóle był zdziwiony i nie widzi w niczym problemu. Powiedział, że drzwi są, montażysta będzie dzwonił i przyjedzie. Następnego dnia montażysta zadzwonił i mówił, że pojedzie odebrać drzwi, zadzwoni i umówi się na montaż. Rano zadzwoniłem, żeby dowiedzieć się, czy odebrał te drzwi. Powiedział, że na razie ma inną robotę i po południu pojedzie i już się nie odezwał.
W międzyczasie zadzwoniłem do dystrybutora, który sprowadzał drzwi dla sprzedającego i dowiedziałem się, że te drzwi są, ale czekają na odbiór. Czyli sprzedający nadal ich nie ma. Chodziło też o o vat 8 lub 23%. Podejrzewam sprzedającego o jakieś przekręty, lub to że pobiera zaliczki i z tego reguluje bieżące zaległości, ale realizację zamówienia przedłuża w nieskończoność.
Sprzedający bardzo się zdziwił, kiedy poinformowałem go, że wiem że nie ma tych drzwi i że czekają na odbiór od dystrybutora.
Dowiedziałem się od znajomego radcy prawnego, że należy poinformować pisemnie o ostatecznym terminie realizacji zamówienia (list polecony za potwierdzeniem odbioru). Jeśli nie odbierze listu dwa razy, to uznaje się tę korespondencję za doręczoną. Wtedy mogę odstąpić od umowy i zażądać zwrotu zaliczki. Wyślę dwa razy pismo za potwierdzeniem odbioru, a jeśli dwa razy nie odbierze, to będzie oznaczało rozwiązanie umowy i mogę domagać się zwrotu zaliczki, a nawet rekompensaty za niewywiązanie się z umowy.
Pytanie jak skutecznie wyegzekwować zaliczkę?
Wpłaciłem 400 zł. Kwota nieduża, ale nie zamierzam darować moich pieniędzy.