Prośba o poradę - Forum Prawne

 

Prośba o poradę

Witam szanownych Forumowiczów. Ponieważ nie stać mnie aktualnie na poradę prawną mam gorącą prośbę o podpowiedź w następującej kwestii: Mianowicie zostaliśmy (ściśle mówiąc: moja żona) wykolegowani przez ZUS, a następnie przez sąd ubezpieczeń społecznych. Nie ...



Wróć   Forum Prawne > Pomoc prawna z zakresu prawa prywatnego > Zabezpieczenie społeczne - ZUS, pomoc społeczna


Odpowiedz
 
06-12-2018, 16:15  
marek.koli
Początkujący
 
Posty: 6
Domyślnie Prośba o poradę

Witam szanownych Forumowiczów.
Ponieważ nie stać mnie aktualnie na poradę prawną mam gorącą prośbę o podpowiedź w następującej kwestii:
Mianowicie zostaliśmy (ściśle mówiąc: moja żona) wykolegowani przez ZUS, a następnie przez sąd ubezpieczeń społecznych. Nie ma sensu, żebym się ze szczegółami rozpisywał, naświetlę więc sprawę w telegraficznym skrócie:
Żona pracowała w firmie. Od 01.04.2015 roku przeszła w tej samej firmie na umowę kontraktową – pełniąc w zasadzie te same obowiązki sprzedażowe, tyle, że nie, jak dotąd, telefonicznie, lecz w terenie. Działalność niestety nie szła w związku z czym umówiła się z pracodawcą, że od 01.07. rozwiązują umowę kontaktową i wraca spowrotem do starej formy pracy i na umowę o pracę. Ponieważ właściciel firmy był z innego miasta, papiery zostały podpisywane korespondencyjnie i zostały ostatecznie podpisane z umówioną wcześniej datą 01.07. Jednak w połowie czerwca żona miała zabieg operacyjny i dostała L4 – wpierw do 30.06., i miała się tego 30.06. zgłosić na wizytę kontrolną. Ponieważ jednak rana źle się goiła, 30.06. żona dostała L4 od na okres od 01.07. do 14.07. W okresie tego L4 żona dostała informację ze szpitala, w którym czekała w kolejce na termin (kwestia dotyczyła zupełnie odrębnej medycznie sprawy), że jest wolny termin 15.07. i tego dnia może się zgłosić na hospitlaizację. Tak się złożyło, że terminy L4 ściśle do siebie przylegały. W szpitalu zona ostatecznie była 10 tygodni, i w październiku wróciła do pracy.
I teraz do meritum: Okazało się, że ZUS odmówił żonie wypłaty zasiłku za okres od 01.07. do końca hospitalizacji. ZUS zakwestionował umowę o pracę, jako podpisaną „dla pozoru” – co było pomówieniem i potwarzą. Pomimo szczegółowo wyjaśniających sprawę pism odwoławczych, ZUS nie zmienił swojego zdania. W międzyczasie konsultowaliśmy sprawę z siedmioma (tak: z siedmioma!) fachowcami, w tym z dwoma prawnikami i pięcioma pracownikami ZUS-u. Wszyscy zgodnie stwierdzili (nawet pracownicy ZUS-u po cichu nam podpowiadali, żebyśmy walczyli w sądzie, ponieważ ZUS zadziałał bezpodstawnie i bezprawnie), że pomimo tego, że umowa o pracę posiada datę, która mieści się w okresie przebywania przez żonę na L4, ZUS nie ma prawa odmówić wypłaty zasiłku. A odmówił i wyraźnie oskarżył żonę o próbę wymuszenia na nich wypłaty zasiłku poprzez podpisanie umowy „dla pozoru”, co było ohydną insynuacją. Według prawników sprawa nie wymaga nawet wielce skomplikowanego badana – jest zero / jedynkowa: ZUS ma wypłacić zasiłek i basta. Idąc za potrzebą osiągnięcia sprawiedliwości oraz za radą prawników oddaliśmy sprawę do sądu wydziału ubezpieczeń społecznych. I tutaj dopiero zaczęły się prawdziwe jaja. Dwie lub trzy pierwsze rozprawy – z cyklicznością około co pół roku – sprowadziły się jedynie do tego, że poinformowano nas, że ZUS nie uzupełnił jakichś tam dokumentów i zostanie wezwany do ich uzupełnienia. Paranoja. W końcu odbyły się dwie rozprawy – też co pół roku każda (sprawa więc ciągnęła się dotąd już przez 2 lata) – na których wreszcie dokładnie wypytano żonę (co znamienite: nie pozwolono mówić mnie, oficjalnemu pełnomocnikowi żony w sprawie (żona jest lękliwa i nie ogarniała ze strachu tych wszystkich dat, ja sprawę ogarniałem i się nie bałem, więc wyznaczyliśmy mnie na jej pełnomocnika)), tylko zmuszona została do zeznań osobistych – mnie mówić nie pozwolono. No ale ok, dała radę. Dokładnie wszystko wytłumaczyła – jaśnie oświecona sędzina miała więc wszystkie potrzebne informacje, żeby podjąć jedynie słuszną decyzję. Na ostatniej rozprawie poinformowano nas, że na kolejną rozprawę (z datą grudniową) zostanie wezwany prezes pracodawca żony i – co wyraźnie sędzina podkreśliła – żona nie ma obowiązku ani potrzeby się stawiać. Więc się nie stawiła. Czekaliśmy, czekaliśmy i czekaliśmy na jakieś dalsze wezwanie. Nie dzwoniłem na infolinię pytać o status sprawy, bo zawsze jak dzwoniłem, to się dowiadywałem, że sprawa jest w toku i będzie kiedyś tam kontynuowana. I trwało to miesiącami, więc świadom tej przewlekłości – nie dzwoniłem, lecz czekałem. Czekałem na listowne wezwanie na kolejną rozprawę, bo dotąd zawsze nas listownie o terminach informowano. Ale w końcu po pięciu miesiącach, dokładnie w maju, nie wytrzymałem i zadzwoniłem na infolinię. I dowiedziałem się, że prezes na grudniową rozprawę się nie zgłosił i w trymiga, kilka dni później został ogłoszony wyrok. Nie zostaliśmy tym razem listownie poinformowani o terminie ogłoszenia wyroku. Udzielono mi jeszcze informacji, że po drodze było do nas wystosowane jakieś tam pismo, ale nie dotarło, zginęło w kosmosie, z samej poczty nie dostali informacji zwrotnej co do przesyłki – i nikt z tym nic nie zrobił. Pełna olewka. Co więcej, poinformowano mnie, że sąd wcale nie ma obowiązku informować nas o terminie rozprawy (pomimo, iż dotąd informował). Ponadto poinformowano mnie, że wyrok ogłoszono bez uzasadnienia i że ustalono siedem dni na wniesienie pisma z prośbą o łaskawe uzasadnienie wyroku, a termin na wniesienie odwołania wynosi 2 tygodnie. Obydwa te terminy dawno już, bo w grudniu, upłynęły. Więc zostaliśmy z ręką w nocniku. Poradzono nam tylko na infolinii, aby wystosować pismo z opisem zaistniałej sytuacji i prośbą o przywrócenie terminu na wniesienie wniosku o uzasadnienie wyroku oraz na wniesienie odwołania (oczywiście chciałbym się odwołać do sądu drugiej instancji). Więc wyskrobałem pismo z merytorycznym, dokładnym opisem sytuacji, w którym podniosłem przede wszystkim, iż poinformowano żonę na ostatniej z jej udziałem rozprawie, że na kolejnej rozprawie (na której przesłuchany miał być jej prezes), stawiać się nie musi, a nie poinformowano jej, iż wprawdzie nie musi, ale jednak dobrze, iżby się stawiła, gdyż może wówczas być ogłoszony termin rozprawy na której ogłoszony będzie wyrok. I że ponadto nie otrzymaliśmy listownego wezwania na tę rozprawę, więc pozostaliśmy bez informacji. W odpowiedzi po około 6 tygodniach dostaliśmy pismo z prośbą o uzupełnienie – o informacje, które dokładnie były wyartykułowane w wystosowanym piśmie z prośbą o przywrócenie terminu na wniosek o uzasadnienie wyroku oraz na wniesienie odwołania. Normalnie obłęd – jakbyśmy mieli do czynienia z jaką bezmózgą masą, a nie z racjonalnymi ludźmi. W odpowiedzi powtórzyłem więc informacje przedstawione w piśmie o przywrócenie terminów. I czekaliśmy. W międzyczasie dzwoniłem co tydzień i za każdym razem udzielano mi innych informacji. Raz, że już jest decyzja pozytywna, raz, że trzeba czekać. Raz, że wysłano nam pismo. Raz, że wysłano nam dwa pisma. Kompletny chaos informacyjny, świadczący tylko o jakości sądownictwa. Jak się okazało, wysłano nam chyba jednak jedno pismo – na właściwą nazwę ulicy i numer domu, tyle, że w innym mieście. Burdel do entej potęgi. Ja musiałem osobiście koordynować namierzanie tego pisma i doprowadzenie do przesłania go na nasz adres. Po prostu brak słów. Koniec końców końcowe pismo nadeszło. A w nim stało, iż żona nie dochowała należytej staranności w zakresie wydobywania od nich informacji i za późno zadzwoniła zapytać co tam w sprawie piszczy. I sprawa jest zakończona. Nie można wnieść odwołania, nie można nawet uzyskać uzasadnienia wyroku. Poczuliśmy się – przepraszam za wyrażenie – wyruchani w samo dupsko. Dopiero teraz zrozumiałem to, o czym od lat mówi się w różnych programach – jakim bagnem jest polskie sądownictwo. Zostaliśmy oszukania i wykpieni.
Nie chciałbym jednak tego tak zostawić. W związku z tym mam dwa pytania i gorącą prośbę o podpowiedź:
1) Czy w jakiś sposób można jeszcze doprowadzić do przywrócenia terminu na wniesienie odwołania i się odwołać? Co można zrobić, by jednak tę sprawę dalej pociągnąć? (kolesie sędzina i pracownicy ZUS-u zasługują na karę za całokształt tej sprawy, i chciałbym, żeby sprawiedliwość ich dosięgła). Jeśli nie da się przywrócić tego terminu, co jeszcze mogę zrobić, żeby tę sprawę dalej pociągnąć? Gdzie mogę się odwołać? Do Trybunału Sprawiedliwości??
2) A jeśli nie da się już nigdzie odwoływać, to co mogę zrobić, żeby tym wszystkim, którzy w tej sprawie maczali palce, możliwie uprzykrzyć w odpowiedzi życie? Gdzie ich zgłosić? Gdzie zaskarżyć? Przebieg procedury był tak bulwersujący, że naprawdę nie chcemy tego tak zostawić. I choć nie cierpimy na nadmiar czasu – jesteśmy gotowi poświęcić go tyle, ile trzeba, żeby wszyscy winni tych niesprawiedliwości i zaniedbań dostali za swoje.

Przykro mi, że taki długi to opis – ale i tak stanowi tylko skrót tej parodii i krócej naprawdę już się nie dało, żeby precyzyjnie przedstawić jej przebieg.
Uprzejmie prosimy o pomoc i udzielenie informacji / odpowiedzi na powyższe pytania.

Pozdrawiamy serdecznie.
Marek i Magda.
marek.koli jest off-line  
06-12-2018, 18:40  
Agnieszka3M
Ekspert
 
Posty: 22.662
Domyślnie RE: Prośba o poradę

rozsądne byłoby zatrudnienie profesjonalnego pełnomocnika skoro nie masz pojęcie o regułach procesu cywilnego. podobno każdy polak zna się na prawie i medycynie ale na szczęście chociaż leczenie żony zostawiłeś profesjonalistom.


pełnomocnik nie może być słuchany za stronę, sąd z urzędu (co do zasady) wyroków nie doręcza - nie jest to wiedza tajemna a wynika z kodeksu postępowania cywilnego.
Agnieszka3M jest off-line  
Odpowiedz

Podobne wątki na Forum Prawnym
Wątek
§ Prośba o poradę (odpowiedzi: 40) Witam. Mój narzeczony wczoraj tj. 16.05.2011r wstawił się do ZK w Łodzi na ul.Smutnej ponieważ, dostał bilet na łącznie 2 lata 6m-cy.Wcześniej odbył...
§ Prośba o poradę !! (odpowiedzi: 2) Młode małżeństwo budowało wspólnie dom na działce , która jest własnością zięcia( działka ta darowana została jako odrębny jego majątek). Kiedy dom...
§ Prośba o poradę (odpowiedzi: 4) Proszę o poradę. Jestem oskarżony z art. 234. Fałszywe oskarżenia to takie, które są celowo wymyślane lub nie miały miejsca... Osoba "poszkodowana"...
§ Prośba o poradę (odpowiedzi: 0) Witam mam pewien problem w UK. Pracowałem w UK do stycznia 2008 roku. W połowie 2007 roku złapał mnie fotoradar, wysłałem wszystko co trzeba, bez...
§ Prośba o Poradę (odpowiedzi: 3) Witam serdecznie mam zapytanie czy ktoś morze podpowiedzieć lub udzielić porad w jakiej wysokości można żądać odszkodowania ,zadość uczynienia,za ból...


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 10:59.