Ustawa o odpowiedzialnosci majatkowej - czemu nie dziala

  • Autor wątku Autor wątku voyteg
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
voyteg

voyteg

Moderator globalny
Moderator
Dołączył
08.2010
Odpowiedzi
18 611
W 2011 roku uchwalono ustawe o odpowiedzialnosci majatkowej urzednikow Internetowy System Aktów Prawnych

Po 5 latach jej funkcjonowania ani jeden urzednik nie poniosl konsekwencji i warto zastanowic sie, czemu ta ustawa jest nieefektywna i jak ja zmienic

Sam tryb zawarty w ustawie moze zniechecic kazdego, bo jest tak (celowo?) zagmatwany
Nawet redagujac poradnik, trudno to uczynic przystepnie http://forumprawne.org/postepowanie...zialnosci-materialnej-urzednika-poradnik.html

Ponadto najbardziej zainteresowana osoba w sprawie - interesant - nie ma statusu strony ani w trybie administracyjnym, ani w karnym, ani w cywilnym.
Tak naprawde w obecnym brzmieniu do jednemu urzędnikowi bardzo musi zależeć, aby innemu została wymierzona sankcja. Oczywiście mamy wzajemną solidarność zawodową..

Zatem ustawa w obecnym brzmieniu jest i zagmatwana i nikomu na niej nie zależy.

Logikę ustawy można w prosty sposób skorygować. W art. 6 tej ustawy znajdują się unormowania dotyczące stwierdzenia rażącego naruszenia prawa przez organ administracji lub sąd cywilny. Nie ma tu zatem "widzimisie kapryśnego interesanta w urzędzie" tylko wynika to z powagi rzeczy osądzonej.

Zatem mozna w ustawie dodać

art. 6.1 W przypadku stwierdzenia rażącego naruszenia prawa zgodnie z art. 6 tej ustawy, organ administracji na wniosek pokrzywdzonej strony wszczyna postępowanie administracyjne i orzeka o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariusza publicznego
Taki zapis sprawi, że:
- nie trzeba będzie wszczynać postępowania z "urzędu", czyli w każdej sprawie. A tylko w takich, gdy będzie na tym zależało pokrzywdzonej stronie
- strona pokrzywdzona będzie miała uprawnienia administracyjne, by ponaglać organ, gdyby ten się nie kwapił.

Znana jest w postępowaniu administracyjnym idea dochodzenia odszkodowania, choćby w przypadku ustalania odszkodowania za nieruchomość zajętą pod drogę publiczną.

Tym samym mogłoby się obyć bez i trybu cywilnego i karnego. Istniejące art. 7-8 można wykreślić
Dostępna jest przecież ustawa o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Wystarczy tylko dać uprawnienia strony osobie pokrzywdzonej na skutek rażacego naruszenia prawa przez funkcjonariusza publicznego.
 
Ostatnia edycja:
Moim zdaniem samo założenie tej ustawy jest złe. Urzędnik nie działa sam. Każde napisane pismo, każda prowadzona sprawa i wszystkie wykonwane czynności - to wszystko jest robione w imieniu organu. I to organ powinien ponosić karę za błędy, natomiast wewnętrzną sprawą powinno być ukaranie dyscyplinarne konkretnego urzędnika. Poza tym jest w tym wszystkim jakaś niesprawiedliwość społeczna. Jeśli np. na skutek błędu lekarskiego ktoś dozna uszczerbku na zdrowiu to nie płaci lekarz tylko szpital, który go zatrudni. Jeśli na przerwie dziecko spadnie ze schodów to odszkodowanie nie będzie dochodzone od nauczyciela, który akurat miał dyżur na korytarzu tylko od szkoły jako instytucji. Przykładów takich jest wiele.
 
Być może wartym rozważenia jest, czy fakt, że nikt nie poniósł odpowiedzialności w trybie ustawy jest okolicznością wskazującą, że ustawa jest nieefektywna. No ale nie tego dotyczy wątek.

Osobiście uważam, że ustawę bardzo trudno jest zastosować, ze względu na zapis w art. 5 pkt 2) ustawy - zawinione działanie lub zaniechanie. Nie zajmowałem się nigdy prawem karnym, więc pewnie się mylę - ale jak rozumiem, żeby przypisać komuś winę, trzeba wykazać działanie w zamiarze bezpośrednim lub ewentualnym. Wykazanie zawinienia jako umyślnego przy postępowaniu administracyjnym będzie bardzo trudne, o ile w ogóle wykonalne (celowe wydanie rozstrzygnięcia z rażącym naruszeniem prawa). Wykazanie niedbalstwa/lekkomyślności zapewne będzie się rozbijać o notatki służbowe, protokoły narad, opinie działów prawnych. Na dłuższą metę przesłanki z art. 5 spełnić w koniunkcji nie jest łatwo. Tak uważam.

Generalnie byłbym zwolennikiem skupienia się na jakości prawodawstwa (tu choćby kuriozalny kazus niedających się usunąć wątpliwości rozstrzyganych na rzecz podatnika) i wzmocnieniu merytorycznemu kadr, a w dalszej kolejności na odpowiedzialności majątkowej.
 
samo rażące naruszenie prawa zostaje ocenione przeciez wcześniej - czyli zagadnienie dotyczy sprawy ewidentnej, a nie każdej wynikającej choćby z widzimisie interesanta

natomiast istotą ustalenia odpowiedzialności w toku postępowania administracyjnego, jest określenie kto odpowiedział konkretnie za sprawie, aby się nie okazało, że mamy wine, ale zajmowałi się tym "wszyscy", więć odpowiedzialność jest rozmyta i nieostra
 
Ostatnia edycja:
W praktyce jest tak, że osób odpowiedzialnych za daną sprawę bywa kilka - osoba bezpośrednio redagująca pisma/decyzje, osoba zatwierdzająca i osoba podpisująca (upoważniona za organ) - czasem w jednej osobie, jak również opcjonalnie radca prawny pracujący dla organu. Jak rozdzielić taką odpowiedzialność? Przecież każda z tych osób powinna powiedzieć stop w przypadku stwierdzenia błędu...
 
Tens napisał:
Jak rozdzielić taką odpowiedzialność?

Tak, by jednoznacznie wskazac odpowiedzialnosc.
Lub mozna rozwazyc zastosowanie solidarnej odpowiedzialnosci - ta moze zmotywowac wspolprace przelozonych i podwladnych. Obecnie przelozony ma wymowke, ze "podwladni nie przygotowali", a podwladny, ze "przelozony nie podposal". Interesant ponosi szkode, ale "winnego przeciez nie ma".
 
Taka teoretyczna sytuacja.
Jest sobie starostwo powiatowe. I jest pan (dajmy na to Kowalski), który jest deweloperem. Pan Kowalski jest z władzami powiatu skonfliktowany, odwołuje się od wszystkich decyzji, ciąga ich po sądach itp. No i jest odgórny przykaz, żeby wszelkie pisma i wnioski pana Kowalskiego mówiąc nieładnie uwalać, odrzucać, przetrzymywać, rzucać mu kłody pod nogi, przez co on ponosi wymierne straty bo np. nie może ruszyć z budową kolejnego budynku itp.
W całej tej sytuacji wszystko jest nieformalne. Starosta, albo inny członek zarządu wydaje takie dyspozycje naczelnikowi czy kierownikowi aby Kowlaskiemu życie utrudniać. Naczelnik albo kierownik przekazuje to pracownikom merytorycznym, którzy piszą pisma i de facto prowadzą sprawy w imieniu organu. Wszystko jest na gębę i nikt nie jest w stanie nikomu udowodnić że takie polecenie w ogóle padło.
Kto w takim razie powinien odpowiadać majątkowo za straty poniesione przez Kowalskiego w związku z działaniami lub zaniechaniami prowadzonymi przez starostwo? Bo znając życie odpowiadałby ten na samym dole, który formalnie ma daną sprawę w prowadzeniu, a przy tym nie ma na nic wpływu i oczywiście zarabia najmniej.

P.S. Ta sytuacja wcale nie jest wymyślona.
 
gringo9 napisał:
No i jest odgórny przykaz,

Ten wpis świadczy o prawdopodobnie powszechnej patologii w urzędach.

Właśnie po to jest skuteczna potrzebna ustawa i to nie rola interesanta jest zgadywać, jakie sa relacje miedzy urzędnikami.
Obecnie interesant stoi na niemal bezsilnej pozycji właśnie wobec takich sytuacji.

Również nie rolą interesanta jest ustalanie takiego systemu pracy w urzędzie, aby praca była wykonywana efektywnie. Interesant jest beneficjentem tej pracy.

A w obecnej sytuacji to ani przelozonemu w urzedzie, ani podwladnemu nie zalezy, aby wykonac prace w urzedzie prawidlowo.
 
Ostatnia edycja:
voyteg napisał:
Również nie rolą interesanta jest ustalanie takiego systemu pracy w urzędzie, aby praca była wykonywana efektywnie. Interesant jest beneficjentem tej pracy.

I dlatego pozywać powinnno się organ a nie urzędnika. Byłoby to korzystniejsze z punktu widzenia interesanta (bo organ stać na wypłacanie odszkodowań, a zwykłego urzędnika często nie) i łatwiejsze dowodowo, bo sąd nie musiałby wnikać czy to zrobił Kowalski, Nowak czy Iksiński. Ocenie dowodowej podlegałoby tylko to czy doszło do zaniechania lub działania niezgodnego z prawem, a winny mógłby być wyłącznie organ.

voyteg napisał:
A w obecnej sytuacji to ani przelozonemu w urzedzie, ani podwladnemu nie zalezy, aby wykonac prace w urzedzie prawidlowo.

To akurat jest temat rzeka na zupełnie inny wątek. Podstawowym czynnikiem dla którego mało komu w urzędzie zależy na efektywności i jakości pracy jest brak systemu motywacyjnego w wynagradzaniu. Oprócz tego dochodzą takie patologie jak pisałem wcześniej.
 
gringo9 napisał:
I dlatego pozywać powinnno się organ a nie urzędnika.

Organ czyli faktycznie "nikogo". Nie ma zatem efektu motywacji do odpowiedniej pracy.


gringo9 napisał:
bo organ stać na wypłacanie odszkodowań, a zwykłego urzędnika często nie

Spróbujmy ten argument przedstawić wzajemnie - a jeśli interestanta nie stać, a urzędnik jako organ opłat od niego wymaga?


gringo9 napisał:
a winny mógłby być wyłącznie organ.

I finansowanie z podatków, czyli de facto z kieszeni wszystkich.

gringo9 napisał:
To akurat jest temat rzeka na zupełnie inny wątek.

Akurat bezpośrednio wpływający na omawiane zagadnienie. Ewentualna osobista sankcja materialna wpłynie mobilizująco na tego urzędnika, który dotychczas przyjmował bardziej lub mniej uzasadnione wytłumaczenie, aby sprawa spokojnie leżała w segregatorze.
 
Ostatnia edycja:
voyteg napisał:
Organ czyli faktycznie "nikogo". Nie ma zatem efektu motywacji do odpowiedniej pracy.

Od motywowania pracowników jest pracodawca a nie przepisy karne.

voyteg napisał:
Spróbujmy ten argument przedstawić wzajemnie - a jeśli interestanta nie stać, a urzędnik jako organ opłat od niego wymaga?

Jeśli opłaty wynikają z przepisów prawa to nie wymagając ich urzędnik sam łamałby prawo. To czy dane opłaty są sensowne czy nie to temat na odrębną dyskusję, ale fakt jest faktem że to nie urzędnik z którym ma kontakt interesant te przepisy wymyśla.

voyteg napisał:
I finansowanie z podatków, czyli de facto z kieszeni wszystkich.

Idąc tym tokiem myślenia to urzędnik też otrzymuje wynagrodzenie z budżetu państwa więc tak czy inaczej odszkodowanie idzie z podatków.

voyteg napisał:
Akurat bezpośrednio wpływający na omawiane zagadnienie. Ewentualna osobista sankcja materialna wpłynie mobilizująco na tego urzędnika, który dotychczas przyjmował bardziej lub mniej uzasadnione wytłumaczenie, aby sprawa spokojnie leżała w segregatorze.

System motywacyjny jest bardzo dobrze rozbudowany w Policji. Policjanci mają motywację do tego by być aktywni i efektywni bo ich przełożeni mają szereg instrumentów (dodatki, premie, nagrody) aby ich docenić za dobre wyniki lub ukarać za brak wyników. W przypadku szeregowych urzędników najniższego szczebla to nie działa bo oni poza gołą pensją i ustawowym stażowym nie mają nic co można im zabrać i wiedzą też, że nie dostaną nic nawet jeśli będą wypruwać z siebie flaki. I tu jest sedno problemu. Ja pracuję w urzędach od 2007 roku i nikt ustawą o odpowiedzialności majątkowej się nie przejmuje bo to jest ustawa wirtualna. Powinna albo pójść do kosza albo zostać zmodyfikowana maksymalnie na korzyść interesanta tj. by miał możliwość uzyskania rozsądnego odszkodowania w rozsądnym czasie od organu który nie załatwił jego sprawy lub załatwił ją źle. A pracowników budżetówki należy motywować wprowadzajać system wynagradzania na wzór Policji.
 
gringo9 napisał:
Od motywowania pracowników jest pracodawca a nie przepisy karne.

Tu rozpatrujemy temat z punktu widzenia interesanta urzedu, dla ktorego nie ma znaczenia kto jest kim w danym urzedzie.


gringo9 napisał:
Jeśli opłaty wynikają z przepisów prawa to nie wymagając ich urzędnik sam łamałby prawo.


A tu tylko rozwazamy wzajemnosc w tym podejsciu, a nie tylko ze przepisy prawa sankcjonuja interesanta, a urzednik "zawsze bez konsekwencji". Przypomnę, że rozważamy tu wariant, że ewentualne sankcje dla urzędnika są implikacją wcześniejszego uznania rażącego naruszenia prawa przez organ administracji wyższej instancji lub sąd administracyny.



gringo9 napisał:
Idąc tym tokiem myślenia to urzędnik też otrzymuje wynagrodzenie z budżetu państwa więc tak czy inaczej odszkodowanie idzie z podatków.

Jednak po stronie wydatków wysokość budzetu nie ulegnie zmianie. A w przypadku wyplady odszkodowan na dotychczasowych zasadac musza byc znalezione/zarezerwowane dodatkowe srodki.


gringo9 napisał:
Powinna albo pójść do kosza albo zostać zmodyfikowana maksymalnie na korzyść interesanta

O tym wlasnie rozmawiamy :)
 
Ostatnia edycja:
voyteg napisał:
Tu rozpatrujemy temat z punktu widzenia interesanta urzedu, dla ktorego nie ma znaczenia kto jest kim w danym urzedzie.

Pełną zgodą jest to, że interesant w starciu z urzędem jest na przegranej pozycji. Pytanie brzmi - po co jest w ogóle ta ustawa? Jeśli po to by motywować to to nie działa, bo jak już mówiliśmy nikt nie został skazany z tych przepisów. Możliwości są dwie - albo żaden urzędnik nie dopuszcza się czynów w niej opisanych (w co trudno uwierzyć), albo te regulacje są złe.

voyteg napisał:
A tu tylko rozwazamy wzajemnosc w tym podejsciu, a nie tylko ze przepisy prawa sankcjonuja interesanta, a urzednik "zawsze bez konsekwencji". Przypomnę, że rozważamy tu wariant, że ewentualne sankcje dla urzędnika są implikacją wcześniejszego uznania rażącego naruszenia prawa przez organ administracji wyższej instancji lub sąd administracyny.

Jeżeli urzędnik pobiera nienależne opłaty lub w inny sposób przekracza uprawnienia to jest przecież art. 231 kk.

voyteg napisał:
Jednak po stronie wydatków wysokość budzetu nie ulegnie zmianie. A w przypadku wyplady odszkodowan na dotychczasowych zasadac musza byc znalezione/zarezerwowane dodatkowe srodki.

To prawda. Ale takie podejście oznacza w praktyce bezkarność organu, bo wiadomo, że starosta, minister czy szef jakiejś inspekcji nie prowadzi nigdy spraw osobiście tylko robią to podlegli mu urzędnicy. Krótko mówiąc - w celu ratowania pieniędzy publicznych można zniszczyć szeregowego urzędnika, ale organ (mający kilkukrotnie wyższe zarobki a więc i majątek) jest w zasadzie nietykalny. To dopiero patologia.
 
gringo9 napisał:
po co jest w ogóle ta ustawa?


Obecnie sankcje dla interesanta sa realne, a dla urzednika symboliczne.


gringo9 napisał:
Jeżeli urzędnik pobiera nienależne opłaty lub w inny sposób przekracza uprawnienia to jest przecież art. 231 kk.

Nie musi być to aż tak wyrażne zaniedbanie. Wystarczy ze sabotuje pracę i przeciąga sprawę.


gringo9 napisał:
tylko robią to podlegli mu urzędnicy.

I własnie wykazanie dla interesanta tego jest obecnie iluzoryczne. Stąd postępowanie powinno przyporządkować jednoznacznie odpowiedzialność za zaniedbania, skoro organ administracji lub WSA orzekł rażące naruszenie prawa.
 
Bardzo ciekawy wątek panowie, zgadzam się z Wami, co do tego, że ustawa jest bez sensu, jednakże uważam, że za działania urzędu powinien odpowiadać osobiście organ/dyrektor.
Bez żadnych marudzeń o tym, że to nie on wydaje decyzję, że to nie on prowadzi postępowanie czy też, że to nie on redaguje decyzje itp. itd.
Dlaczego tak radykalnie i bezkompromisowo? może dlatego że w końcu skończy się oszczędzanie na pracownikach w urzędach i będą zatrudniani w miarę kompetentni urzędnicy mający dostęp do szkoleń i jakiejkolwiek wymiany informacji.

W przypadku kiedy kierujący urzędem odpowiadałby za błędy urzędu, wówczas może w perspektywie kilku lat udałoby się zmienić wizerunek polskich urzędów i urzędników. Dopiero realna kara za błędne decyzje jest adekwatna, jak ktoś na naczelnika urzędu zatrudnia osobę bez kwalifikacji lub nie znającą obowiązujących przepisów to niech ponosi również odpowiedzialność za jej pracę.
 
Ostatnia edycja:
Pyotr napisał:
Bez żadnych marudzeń o tym, że to nie on wydaje decyzję, że to nie on prowadzi postępowanie czy też, że to nie on redaguje decyzje itp. itd.

Najlepsze sa rozwiazania bezposrednie i jednoznaczne. A wlasnie w sposob powyzej mozna odpowiedzialnosc rozmyc. Co z tego ze mamy obecnie art 38 k.p.a.

Pracownik organu administracji publicznej, który z nieuzasadnionych przyczyn nie załatwił sprawy w terminie lub nie dopełnił obowiązku wynikającego z art. 36 albo nie załatwił sprawy w dodatkowym terminie ustalonym w myśl art. 37 § 2, podlega odpowiedzialności porządkowej lub dyscyplinarnej albo innej odpowiedzialności przewidzianej w przepisach prawa

Skoro WSA nie ma prawa zobligowac organu do skorzystania z tego upranienia, a sam organ nie jest tym zainteresowany.

W przypadku kiedy kierujący urzędem odpowiadałby za błędy urzędu,

Taka odpowiedzialnosc ma oczywiscie sens, ale jako pochodna odpowiedzialnosci podleglych pracownikow.
Oczywiscie mozna to unormowac dodatkowo
 
@voyteg - wytłumacz mi proszę jedną rzecz.

Przypadek 1. Jan Kowalski składa do urzędu miasta wniosek o wydanie zezwolenia na przeprowadzenie imprezy masowej. Wniosek nie zostaje rozpatrzony w terminie, impreza się nie odbywa, Jan Kowalski ponosi konkretne straty finansowe.

Przypadek 2. Jan Kowalski parkuje samochód pod kamerą monitoringo. Pech chciał, że inny samochód w niego uderza powodując uszkodzenia blacharskie. Jan Kowalski zgłasza to na Policję, ale sprawa prowadzona jest opieszale, mija rok, przedawnia się, nie ma winnego, a Jan Kowalski zostaje na lodzie ze zniszczonym samochodem.

W pierwszym przypadku zawinił urzędnik urzędu gminy. W drugim policjant. Obaj są pracownikami budżetówki. Tyle tylko, że zgodnie z ustawą o odpowiedzialności majątkową funkcjonariuszem publicznym jest tylko urzędnik z przypadku 1. Policjant nim nie jest. Co za tym idzie polcjant ryzykuje "tylko" odpowiedzialność dyscyplinarną i ewentualnie wynikająca z przepisów ogólnych. Urzędnik zaś ryzykuje swój majątek.

Czy to jest w porządku?
 
Zacznę od tego, że jest to jeden z wielu faktycznie prostych "problemów", który można rozwiązać bezkosztowo. Niejako za pstryknięciem palca. Ale trzeba chcieć, a chętnych brak. Sprawa braku faktycznej odpowiedzialności urzędnika jest li tylko kolejnym dowodem, że władza ustawodawcza w Polsce leży nie w parlamencie a w rękach kilkunastu - kilkudziesięciu osób w państwie - najczęściej w zaciszu gabinetów departamentów prawnych ministerstw takich czy innych. I chodzi o to, aby to "zacisze", status quo, nie było naruszone. Ustawa o odpowiedzialności majątkowej, to tylko kolejna ustawa uchwalona dla niepoznaki. I możemy ją sobie przestudiować wedle uznania i pownosić wedle uznania :-)

gringo9 napisał:
Poza tym jest w tym wszystkim jakaś niesprawiedliwość społeczna
Społeczna, czyli jaka to nie/sprawiedliwość....? Zawsze mam z tym "społeczna" pewien kłopot.

gringo9 napisał:
Jeśli na przerwie dziecko spadnie ze schodów to odszkodowanie nie będzie dochodzone od nauczyciela, który akurat miał dyżur na korytarzu tylko od szkoły jako instytucji.
Jak najbardziej na drodze cywilnej może pan pozwać również nauczyciela w niezależnym postępowaniu i wykazać zaniedbania.

chich bulterier napisał:
Wykazanie niedbalstwa/lekkomyślności zapewne będzie się rozbijać o notatki służbowe, protokoły narad, opinie działów prawnych.
Dokładnie tak. I o to rozwodnienie odpowiedzialności również chodzi.

(Jakiś czas zadzwonił do mnie inspektor PINB. Po upewnieniu się, że rozmawia z wnioskodawcą, zadeklamował: "w związku z podaniem, ustala SIĘ nowy termin oględzin w dniu (...)". Jedyny ślad w sprawie, to inicjały urzędnika w znaku sprawy... jednego z 4 czy 5 biorących udział w postępowaniu. Być może jemu nawet nie mieściło się w głowie, że decyzję o najbardziej błahej czynności administracyjnej można wydać samodzielnie).

chich bulterier napisał:
Generalnie byłbym zwolennikiem skupienia się na jakości prawodawstwa
Jakość stanowionego prawa zda się na nic, jeśli nie ma faktycznej odpowiedzialności. I - co gorsze - jest na to (celowe?) przyzwolenie ustawodawcy.
Organ może wydać zupełnie absurdalny akt, bowiem robi to w poczuciu zupełnego braku odpowiedzialności.

chich bulterier napisał:
kuriozalny kazus niedających się usunąć wątpliwości rozstrzyganych na rzecz podatnika
Tak oto wobec braku odpowiedzialności, każdy urzędnik (a już organów skarbowych na pewno) ma przyzwolenie "niemanie" wątpliwości ;-)
 
Dopiszę, bo w jednym poście się nie zmieściłem

gringo9 napisał:
No i jest odgórny przykaz, żeby wszelkie pisma i wnioski pana Kowalskiego mówiąc nieładnie uwalać, odrzucać, przetrzymywać, rzucać mu kłody pod nogi, przez co on ponosi wymierne straty
Proszę pana, pisze pan o powszechnej praktyce organów tuż po przekroczeniu granic większych polskich miast... i to nie zawsze "większych".

voyteg napisał:
Interesant jest beneficjentem tej pracy.
Rzekłbym, konsumentem systemu :-)

gringo9 napisał:
organ stać na wypłacanie odszkodowań, a zwykłego urzędnika często nie
To niech się ubezpieczy od lekkomyślności, kaprysu, lenistwa lub niekompetencji - mówiąc delikatnie "ryzyka" zawodowego, skoro prawnik może, lekarz może i architekt może. Poza tym, ostatecznie organ, to pan, więc i pan zapłaci - w VAT paliwa, spożywki, PCC, opłaty skarbowej, itd. Nie ucieknie pan.
Skoro organ potrafi nałożyć (zgodnie z prawem) absurdalnie wysoką, nieproporcjonalną do szkody, grzywnę za wycięcie (a nawet przycięcie) drzewa na prywatnej nieruchomości, to co stoi na przeszkodzie aby zwrócił developerowi rynkowo wyliczoną szkodę...? Wystarczy kilka nagłośnionych spraw w mediach. Ale trzeba chcieć :-) A w zaciszu departamentów prawnych ministerstw nikomu się nie chce. Nieprawdopodobną naiwnością jest, że urzędnik ukręci ustawowy bat na samego siebie.

gringo9 napisał:
System motywacyjny jest bardzo dobrze rozbudowany w Policji. Policjanci mają motywację do tego by być aktywni i efektywni
Pan założy odrębny wątek "o Policji", to panu opowiem z pierwszej ręki, do jakich kuriozów doprowadził wymóg "aktywności" i "efektywności" w Policji.
Bo o samej "odpowiedzialności" Policji może pan usłyszeć w mediach głównego nurtu, przy okazji wiadomości o kolejnych samopobiciach zatrzymanych, zarejestrowanych oczywistych wykroczeniach, uduszeniach w czasie użycia środków bezpośredniego przymusu, czy "niewydolności krążenia zatrzymanego" w czasie przygniecenia klatki piersiowej kolanem f-sza itd.

gringo9 napisał:
Możliwości są dwie - albo żaden urzędnik nie dopuszcza się czynów w niej opisanych (w co trudno uwierzyć), albo te regulacje są złe.
Trudno uwierzyć? Ile jeszcze ma powstać "Stowarzyszeń pokrzywdzonych przez..." ? :-)

gringo9 napisał:
Jeżeli urzędnik pobiera nienależne opłaty lub w inny sposób przekracza uprawnienia to jest przecież art. 231 kk.
Nie ma zastosowania art 231 kk jeśli "urzędnik miał prawo do takiej interpretacji".

Pyotr napisał:
może w perspektywie kilku lat udałoby się zmienić wizerunek polskich urzędów i urzędników
Mam dla pana złe wieści. Kumoterstwo, prywata, pogarda, zamiłowanie do relacji quasi-feudalnych to nie jest przypadłość "jakichś tam urzędników". W tej sprawie nawet nie zapowiada, aby doszło do jakiejś pozytywnej zmiany w ciągu najbliższych pokoleń.
 
gringo9 napisał:
W pierwszym przypadku zawinił urzędnik urzędu gminy. W drugim policjant. Obaj są pracownikami budżetówki.

Ustawa nie dotyczy wszystkich pracowników budzetówki, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby w innych aktat zamiescic odpowiednie unormowania
 
Powrót
Góra