1,5 roku w naprawie gwarancyjnej - czy to już kradzież?

  • Autor wątku Autor wątku Wojtek_2015
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
W

Wojtek_2015

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2015
Odpowiedzi
4
Witam

Rok temu, w lutym 2014 odesłałem na naprawę gwarancyjną uszkodzony pulsometr Trelock BT-900 zakupiony w sklepie Formicki-Bike. Pulsometr zaczął szwankować, generalnie było z nim coraz gorzej, przestawał łapać sygnał, nowa bateria wystarczała na kilka dni. Pulsometr nie miał jeszcze roku, sprzedawca odpisał, żebym odesłał z kopią paragonu, odesłałem z oryginałem, bo ledwo było widać datę, ponieważ wystawiający paragon mieli tusz na wyczerpaniu, w każdym razie datę było jeszcze widać. Do pulsometru załączyłem również kartkę z opisem usterki i napisałem, że oczekuję naprawy, wymiany bądź zwrotu gotówki. Po trzech tygodniach zapytałem co słychać w mojej sprawie i otrzymałem odpowiedź, że jak dostaną zwroty z Niemiec, to wtedy mi odeślą, po kolejnych dwóch tygodniach po moim zapytaniu znowu otrzymałem odpowiedź, że jak dostaną, to dostaną, a wtedy dostanę ja. Kontakt był coraz słabszy, jeszcze raz, może dwa odpisał, że zobaczy co się z tym dzieje a kolejny mniej więcej taki, że zwrócą kiedy zwrócą...w końcu w ogóle sprzedający przestał się odzywać. Telefonów nie odbiera, ignoruje moje maile. Całą korespondencję mailową oczywiście mam do wglądu. Od czasu do czasu mu sie przypominam, ale nie przynosi to rezultatu...sprzedający czuje się bezkarny i niezobowiązany. Pulsometr kosztował około 170zł, ale to chyba nie ma największego znaczenia. Tyle już straciłem przez sprzedającego czasu i nerwów, a on w ogóle nie wykazuje woli współpracy, zachowuje się jak pospolity złodziej, maile czyta, bo pisałem również przez Allegro, a on bezczelnie milczy i nic sobie z tego nie robi. Zabawne jest to, że jakieś dwa miesiące temu napisałem do niego ponownie, tym razem jeden wyraz - krótkie "złodzieju" i od razu odpisał oburzony skąd te oskarżenia, za co i dlaczego. Wyjaśniłem, że trzymają mój pulsometr już 17 miesięcy, ale sprzedający znowu nabrał wody w usta. Nie chcę tego tak zostawić i chyba nie bardzo mogę, bo na dzień dzisiejszy czuję się okradziony i to jeszcze przez człowieka, który legalnie prowadzi sklep. Będę wdzięczny za wszelką pomoc...czy zgłosić to do urzędu konsumenta, czy iść złożyć zawiadomienie na policję, ile ewentualnie może to kosztować czasu, pieniędzy i jak się do tego zabrać? Ta "naprawa" gwarancyjna trwa już ponad półtora roku i chciałbym to w końcu zakończyć, odzyskując moją własność.

Pozdrawiam
 
Na pewno nie jest to kradzież. Jeśli już to przywłaszczenie.
 
Dzięki Gringo, to może zapytam inaczej...1,5 roku w naprawie gwarancyjnej - czy to już przywłaszczenie i przede wszystkim jakie podjąć działania, żeby sprzedawca zwrócił, co sobie z taką lekkością przywłaszczył, bo ten człowiek sprzedaje w najlepsze w swoim internetowym sklepie i na Allegro, a mnie ciężko zaakceptować, że można tak arogancko zignorować klienta. Przecież mu nie odpuszczę?
 
Powrót
Góra