1200 euro za ściągnięcie albumu Rhianny

  • Autor wątku Autor wątku nepenhame
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
N

nepenhame

Użytkownik
Dołączył
01.2009
Odpowiedzi
31
Witam! Rzecz dzieje się w Berlinie. Przez program utorrent zostaje ściągnięty album rhianny. Kilka dni później przychodzi pocztą, poważnie wyglądające pismo od adwokata o kwocie do zapłaty 1200 euro. W razie niezapłacenia, w wyznaczonym czasie, kwota wzrasta do 5000 euro. Czy słyszeli Państwo o czymś takim? Rzecz to poważna czy kolejny kant i naciąganie na pieniądze? Ściągnięta płyta byla na komputerze dłużej niż 24 h- jeżeli ma to jakieś znaczenie. Proszę o pilną odpowiedź-podpowiedź. Pozdrawiam, M.
 
Odpowiedzie mogę tylko w oparciu o prawo polskie.
nepenhame napisał:
... Przez program utorrent zostaje ściągnięty album rhianny. ...
Ściągając przy użyciu tego programu nastąpiło bezprawne rozpowszechnianie, jakiej wysokości roszczenia przewiduje prawo niemieckie nie wiem. Ściągnięty plik możesz mieć cały czas.
 
dokładnie, nie wykręcisz się już. Pisz pismo z prośba o zmniejszenie kary...
 
Niemieckie prawo autorskie (Urheberrechtsgesetz – UrhG) przewiduje możliwość karania za samo ściągnięcie plików chronionych prawem autorskim, jeżeli nastąpiło ono ze źródła, które jest w oczywisty sposób nielegalne.
 
W poniedziałek będzie rozmowa z prawnikiem. Dam znać w jaki sposób sytuacja się rozwinęła.
 
Ripper jestem zdania, że chodzi raczej o to, że plik został bezprawnie rozpowszechniany, co jest jednoznaczne z używaniem programów P2P, a nie o samo ściągnięcie.

Nie ma to jednak wpływu na to, że kwotę będzie trzeba zapłacić, ale ta wydaję się trochę wysoka, zazwyczaj jest to 800 euro.
Może warto, jak wspomniał jeden z kolegów powyżej napisać o obniżenie tej kwoty.

Czekam na Twoją odpowiedz, co powiedział adwokat.
 
Na razie jest tak, że moja mama (ona ma podpisaną umowę o internet), oświadczyła że ona nic nie ściągała, tylko że jej syn (ja).

W piśmie zostało moje podane imię i nazwisko, oraz to że jestem z Polski. Jeżeli będzie im się chciało mnie szukać, to będziemy słać pisma o umożenie, ze względu na zerowe dochody, brak pracy itd. Jeżeli to nie pomoże, będą słane pisma o zmniejszenie kwoty.

Tak zupełnie hipotetycznie, gdyby powiedzieć "panie, ja nic ściągała, pewnie to hacker, wirus, albo duch święty. Chcecie mnie karać, to udowodnijcie, że mam te utwory na laptopie. (I w tym momencie laptop zostaje uprowadzony przez obcych)."
 
Pytający pominął najważniejsze i istotne fakty: Ta kwota, której zapłaty żąda od niego jakaś kancelaria adwokacka, to koszty adwokackie powstałe w wyniku adwokackiego wezwania do zaniechania. Podkreślam: To nie jest jakieś odszkodowanie, które otrzyma autor, którego prawa zostały naruszone. W niemieckim prawie cywilnym (ogólna podstawa to § 249 BGB/niem. KC) także poniesione koszty adwokackie stanowią szkodę. W związku z masowym internetowym naruszaniem praw autorskich rozwinął się swego rodzaju "przemysł" adwokacki na wysyłanie tysięcy wezwań do zaniechania z jednoczesnym wezwaniem do zapłaty kosztów adwokackich. Kancelarie adwokackie mają wprawdzie formalne pełnomocnictwa od poszkodowanych firm, jak np. Sony, ale pomiędzy nimi, a tymi pokrzywdzonymi funkcjonują uzgodnienia, że kancelarie nie będą otrzymywały żadnych wynagrodzeń od zleceniodawców; same mają sobie wyegzekwować powstałe u nich koszty adwokackie u sprawców naruszeń praw autorskich. Stąd też w Niemczech jest ok. 40 kancelarii adwokackich, które nic innego nie robią, jak tylko przesyłają wezwania do zaniechania naruszeń wraz z ich rachunkami adwokackimi. Naruszenia praw autorskich i adresy-IP sprawców ustalają na ich zlecenie specjalne firmy, jedną z których jest np. IPOQUE. Następnie kancelarie otrzymują od np. Telekom-u imię, nazwisko i adres posiadacza IP ustalonego przez IPOQUE. Wzywają więc do zaniechania dalszych naruszeń i przesyłają sformułowane oświadczenia o zaniechaniu wraz z rachunkiem kosztów adwokackich. A teraz najważniejsze: Problem sporny i mocno dyskutowany w Niemczech to wysokość tych kosztów adwokackich. Istniejący od dawna przepis § 97 a Urheberrecht (niem. Prawo autorskie) mówi, że te koszty w sprawach prostych i nieskomplikowanych naruszeń nie mogą przekraczać 100,- Euro; odsyłam do tego przepisu, można go znaleźć bez trudu w internecie. Ale do niedawna ani kancelarie adwokackie "przemysłowo" zajmujące się wysyłaniem wezwań do zaniechania, ani też sądy zasądzające te koszty, nie korzystały z tego przepisu, ponieważ uważano go za zbyt ogólny. Ostatnio jednak praktyka sądów jest dość szybko ujednolicana. Wartość przedmiotu sporu wynikająca z prostego, typowego download jakiegoś utworu muzycznego lub nawet kliku tych utworów przyjmowana jest jako 1000,- Euro, i tylko od tej wartości przedmiotu sporu mogą być liczone koszty adwokackie stanowiące odszkodowanie, a wówczas te koszty nie przekraczają 150,- Euro.
A zatem moja rada dla pytającego: Nie płać tych 1.200,- Euro, bo te 1.200,- Euro to koszty adwokackie policzone od wartości przedmiotu sporu, której w razie sporu przed sądem, żaden niemiecki sąd już nie zaakceptuje. Kancelaria, która wzywa Cię do zapłaty tej kwoty, liczy na to, że zapłacisz ze strachu, ale do sądu Cię nie pozwie, ponieważ dobrze wie, że sąd nie zaakceptuje tych 1.200,- Euro jako koszty adwokackie, ponieważ wartość przedmiotu sporu dla wyliczenia tych kosztów jest bezpodstawnie zawyżona. Ostanio, tzn. 20 sierpnia 2013 Amtsgericht Hamburg oddalił w przeważającej części powództwo o zapłatę tych kosztów i podkreślił, że wartość przedmiotu sporu może wynosić najwyżej 1.000,- Euro, a z takiej wartości mogą wynikać koszty adwokackie, nie przekraczające 150,- Euro. Jeśli chcesz tę sprawę szybko i sprawnie załatwić, to podpisz to dołączone do pisma adwokatów "Unterlassungsereklärung" (oświadczenie zobowiązujące do zaniechania), przelej na ich konto nie więcej niż 150,- Euro, i zobaczysz, że w ten sposób sprawa została załatwiona raz na zawsze. Podkreślam, że naruszenie z Twojej strony miało miejsce, i że żądanie o zaniechanie naruszeń jest uzasadnione i zgodne z prawem; niezgodna z prawem jest tylko kwota, do której zapłaty jesteś wzywany. Ta kwota to koszty adwokackie obliczone od za wysokiej wartości przedmiotu sporu; ta wartość przedmiotu sporu to 1000,- Euro, a koszty adwokackie od tej kwoty to. ok. 150,- Euro.
 
Ostatnia edycja:
W końcu rzeczowa odpowiedź. Wielkie dzięki erkorda!
Będę informował o rozwoju sprawy. Pozdrawiam!
 
Cieszę się, że jesteś zadowolony. Ponieważ, jak pisałeś, idziesz z tym do adwokata, nie zapomnij wypytać go, co sądzi o wysokości wartości przemiotu sporu, od której ta kancelaria, która chce od Ciebie pieniędzy, policzyła swoje należności. Ta wartość przedmiotu sporu nazwana jest w piśmie, które dostałeś "Streitwert" albo "Gegenstandswert" (to to samo). Chodzi bowiem o sprawę cywilną (nie karną!!!), w której zostałeś wezwany do zaniechania (Unterlassung), ponieważ naruszyłeś cudze prawo autorskie. Dlatego skądinąd słusznie zostałeś do zaniechania tego procederu wezwany przez kancelarię adwokacką. Także zgodne z prawem jest obciążenie Cię kosztami adwokackimi. Cały problem leży w wysokości tych kosztów, a konkretnie w wysokości wartości przedmiotu sporu, która jest oznaczoną kwotą pieniędzy, od której z tabel (RVG VV) odczytuje się konkretne stawki należności adwokackich. Im wyższa kwota wartości przedmiotu sporu, tym stawki adwokackie wyższe. A zatem Twoja obrona musi sprowadzać się do jednego: Tę wartość przedmiotu sporu ta kancelaria wzięła "z kapelusza"!!! I wyobraź sobie, że pozywają Cię o te swoje należności do sądu, to nie będzie dyskusji nad Twoim naruszeniem cudzych praw autorskich, bo to jest ewidentne, nie będzie dyskusji nad tym, czy adwokaci reprezentujący uprawnionego do praw autorskich mają prawo żądać swoich kosztów (Mogą!), lecz natychmiast powstanie kwestia wysokości tych kosztów, a konkretnie podstawy ich naliczania, czyli wartości przedmiotu sporu (Streitwert/Gegenstandswert). I tu jest Twoja szansa, i jeśli ten adwokat, do którego pójdziesz, od razu zwróci uwagę na wysokość wartości przedmiotu sporu, i w tym będzie widział możliwość pomocy, to znaczy, że jest dobry. Ale tu powiem Ci coś dość ważnego dotyczącego adwokatów. Otóż często jest tak, że adwokaci, do których chodzą tacy jak Ty w takich sprawach, w celu liczenia swoich należności, także biorą za podstawę naliczania należności tę samą wartość przedmiotu sporu, którą przyjęła kancelaria przeciwnika, czyli ta, która chce od Ciebie pieniędzy. To jest nieuczciwe, dlatego, że samo naruszenie nie jest przez Ciebie kwestionowane, a przedmiotem sporu jest tylko wysokość rachunku adwokackiego Twoich przeciwników, czyli że wartość przedmiotu sporu dla adwokata, do którego idziesz, to tylko te 1.200,- Euro, i on ma prawo cię "skasować" za swoją pomoc tylko od tej kwoty,to znaczy ma prawo policzyć sobie swoje należności tylko od 1.200,- Euro, bo tylko ta kwota jest przedmiotem Twojego kłopotu. A zatem uważaj na to. Poza tym, abyś nie czerpał swojej wiedzy tylko z tego jednego źródła, wpisz w niemieckiego Google-a np. "Abmahnung Rechtsanwaltskosten" i poczytaj. Zobaczysz, że chodzi o temat, który dzień w dzień dotyczy setek tysięcy młodych mieszkańców Niemiec; znajdziesz tam też potwierdzenie tego wszystkiego, co Ci tu napisałem, żebyś się czuł lepiej i nie zbiedniał zbytnio przez tę sprawę.
 
Ostatnia edycja:
A co w przypadku gdy na Utorrent Gra Euro Truck Simulator 2 była wysyłana?
Przez moje zapomnienie zapomniałem odinstalować Utorrent
I prawdopodobnie kwota kary to 6000 eur, oraz 850 jako przyznanie się ( do wyboru dali)
Czy tu też można zastosować 10% od 1000 eur?
zapłaci 120 EUR plus oświadczenie?
Na priv mogę podesłać dwie strony z kwotami
Pozdrawiam
Karol
 
Mam pewną wątpliwość...

Naruszenia praw autorskich i adresy-IP sprawców ustalają na ich zlecenie specjalne firmy, jedną z których jest np. IPOQUE. Następnie kancelarie otrzymują od np. Telekom-u imię, nazwisko i adres posiadacza IP ustalonego przez IPOQUE.

Od kiedy to jakieś prywatne firmy prowadzą postępowanie sprawdzające z mocą dowodową wiążącą sąd? Ponadto pragnę zwrócić uwagę, że owa firma bierze dane od Telekom-u - dostawcy uslug telefonicznych. Jak to się ma do ochrony danych osobowych klienta? Pachnie mi to zebraniem materiałów dowodowych niezgodnie z prawem. A miejsce takich dowodów jest w...

Albo kancelarie adwokackie w Niemczech prowadza jawny i bezprawny szwindel albo słynna praworządność w RFNie powinna zostać przedyskutowana na nowo.
 
Ostatnia edycja:
Te firmy, do których zalicza się także firma IPOQE, pracują dla poszkodowanych firm, którym przysługują prawa autorskie. One kontrolują, czy, gdzie ktoś przetransferował jakieś pliki z banków danych klienta; np. Sony. Takie firmy jak IPOQE ustalają konkretnie te zaszłości, a przede wszystkim IP sprawcy. Moc dowodowa ich ustaleń, w razie sporu przed sądem,jest taka sama, jak zeznanie świadka, którego ktoś za pieniądze zatrudnił, aby obserwował, czy, kiedy i kto wchodzi na podwórko zatrudniającego. Dowód z przesłuchania jakiegoś pracownika IPOQU, który nadzorował zaszłości będące przedmiotem sporu, będzie miał taką samą wartość dowodową, jak zeznanie wynajętego do obserwowania podwórka człowieka. Czy w jednym lub drugim wypadku sąd uzna, że zeznanie pracownika IPOQUE lub ciecia obserwującego za zapłatą podwórko, wystarczają do udowodnienia twierdzeń zawartych w pozwie, to sprawa sądu. Co innego to sprawa udostępniania danych osobowych posiadacza IP (tj. jego imienia nazwiska i adresu) przez firmę telekomunikacyjną, np. przez Telekom. Warunkiem takiego udostępnienia jest uprawdopodobnione naruszenia prawa osoby domagającej się udostępnienia jej danych sprawcy. W swej randze prawo do ochrony danych osobowych nie stoi wyżej, niż prawo do własności intelektualnej. Ochrona danych osobowych nie może unicestwić ochrony np. praw do własności intelektualnej. Dlatego w tych przypadkach Telekom nie tyko jest uprawniony do udostępnienia adresu, lecz także do tego zobowiązany.
 
Ostatnia edycja:
Coś mi tu nie pasuje. Prawa autorskie nie mogą być podstawą do naruszenia prywatności jak i ochrony danych osobowych klienta. Takie uprawnienia mają jedynie organy ścigania, a nie jakieś prywatne firmy.
Do tego dochodzi kolejna kwestia - firma ustalila adres IP, imię, nazwisko, adres. A skąd pewność, że Jan Kowalski korzystając z laptopa firma xxx model yyy, o godzinie zz.zz.zz, używając programu qqq, ściągnął program komputerowy rrr w 100% i w zamiarze go rozpowszechnienia (bo rozumiem, że pozywający forsuje taki zarzut).
Jesli jakaś firma posiada takie dane, to może wskazać indywidualnego sprawcę. Jednak ja szczerze powątpiewam, żeby ktokolwiek posiadał tak indywidualne dane, bo skąd pewność, że ktoś np. nie podpiął się bezprawnie do naszej sieci bezprzewodowej, skąd pewność, że to akurat Jan Kowalski ściągnął ten plik, czy ta firma ma na filmie kto siedział przed komputerem? W jaki sposób udowodniony jest zamiar rozpowszechniania? Czy są sprawdzane rachunki sprawcy, że coś na tym zarobił?
Wątpliwe te dowody, ja nie jestem specjalistą w dziedzinie zbierania czy legalnej oceny dowodów, ale pomyślcie co jeszcze taki specjalista mógłby powiedzieć, żeby obalić mit mocy dowodowej takich materiałów.
No i zastanowiłbym się, nad legalnością udostępniania danych dostawcy internetu jakiejś podejrzanej firmie (organy ścigania to co innego).
 
Ostatnia edycja:
W razie sporu nikt nie może zabronić posiadaczowi IP udowaniania, że nie on lecz kto inny sciągnął przy pomocy jego komputera jakiś tam plik; np. dziecko, gość mający dostęp do koputera itp. Za cudze czyny posiadacz IP na pewno nie będzie odpowiadał. Jeśli chodzi o takie firmy jak IPOQE to one mają dostęp do danych na urzędzeniu ich klienta; np. Sony Corp., i one ustalają tylko IP jako numer, pod którym ktoś połączył się bankiem danych klienta poprzez np. UTorrent i załadował jakiś plik; danych osobowych sprawcy nie ustalają. Problematyczne jest udzielanie informacji firmie poszkodowanej, np. firmie Sony przez Telekom danych osobowych posiadacza IP. Ponieważ własność intelektualna jest chroniona tak samo jak inna własność prywatna, ustalenie danych osobowych sprawcy musi być dla poszkodowanego możliwe. Złodziej w sklepie nie może powołać się na ochronę swoich danych; ten kto narusza cudze prawo własności intelektualnej, także. W Niemczech wierzyciel może otrzymać od urzędu meldunkowego dane adresowe swojego dłużnika, jeśli uprawdopodobni, że ktoś winien jest mu pieniądze; nie musi to być koniecznie tytuł wykonawczy, tzn. zasądzający wyrok lub nakaz zapłaty; może to być też np. faktura. Wyłudzanie takich informacji na podstawie fałszywych twierdzeń w urzędach jest karalne. Właśnie na takiej podstawie Telekom udziela informacji o danych osobowych posiadacza IP. Jeśli chodzi o zarzut rozpowszechniania, to wynika on z tego, że przy ładowaniu danego pliku przez pewien czas plik ten np. w UTorrent jest dostępny dla nieokreślonej liczby innych użytkowników; i w tym orzecznictwo sądów niemieckich widzi rozpowszechnianie. Jest bez znaczenia, czy to rozpowszechnianie miało jakikolwiek motyw zarobkowy. Powtarzam: Nie jest problemem ściągnięcie jakiegoś pliku dla siebie jako takie. Problemem jest, że w trakcie ściągania przynajmniej przez pewien czas plik jest dostępny dla nieokreślonej liczby użytkowników systemu (np. UTorrent). Ale tu już zupełnie inny temat. Krótko jednak: trzeba używać takiego systemu, który nie powoduje upubliczniania ściąganego pliku. Osobiście jestem przeciwnikiem procederu, z jakiego wiele kancelarii niemieckich zrobiło sobie niezłe i wyłączne źródło dochodu, tzn. wzywanie ludzi do zaniechania i do zapłaty ich wygórowanych rachunków adwokackich. Na szczęście sądy w tych sprawach wręcz nigdy nie zgadzają się z wysokością tych rachunków adwokackich, bo wyliczone są one na podstawie wygórowanej wartości przedmiotu sporu. I wysokości tej wartości przedmiotu sporu ani te kancelarie, ani też poszkodowani posiadacze praw autorskich, w żądanej wysokości nigdy nie udowodnią. Dlatego nie żadne "1.200,- Euro", ale najwyższej ok. 150,- Euro. Niestety, ludzie często płacą; ze strachu.
 
Ostatnia edycja:
W razie sporu nikt nie może zabronić posiadaczowi IP udowaniania, że nie on lecz kto inny sciągnął przy pomocy jego komputera jakiś tam plik
W razie sporu nikt nie może zabronić stronie pozywającej wskazać indywidualnie osobę odpowiedzialną za naruszenie. ciężar dowodu przecież spoczywa na niej. Dlaczego mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem? Ponadto mnie jako osobę prywatną powinno mało obchodzić, że jestem wezwany na podstawie danych jakiejś "firmy śledczej". Poproszę o jakieś zaświadczenie z Policji czy CBŚ. Czy mam choć cień gwarancji, że dowód został zebrany zgodnie z prawem?
Jeśli mam rację w powyższych argumentach, sprawa już na wstępie jest praktycznie uwalona.
Właśnie na takiej podstawie Telekom udziela informacji o danych osobowych posiadacza IP
Prywatna firma zachowuje się jak urząd i przekazuje dane swoich klientów innej prywatnej firmie narażając ich na proces sądowy? hmm, dobry trop na milionowe odszkodowania.
np. w UTorrent jest dostępny dla nieokreślonej liczby innych użytkowników; i w tym orzecznictwo sądów niemieckich widzi rozpowszechnianie.
kiedyś uzywałem torrentów i można tam było sprawdzić w czasie ściągania jakiegoś pliku, że np. 1% z tego, sciągają inne np. 3 osoby. Jeśli udostępniłem komuś 1/100 jakiegoś pliku, to nie mogę odpowiadać jakbym udostępnił cały plik, tylko proporcjonalnie albo w ogóle. Wtedy to byłyby jakieś grosze, a nie 100 czy 800 euro. Ponadto ta 1/100 ściągniętego pliku nie wystarcza do poprawnego funkcjonowania programu. Moim zdaniem naruszenie nie ma tu miejsca, nie ukradłem i rozpowszechniłem całego samochodu tylko co najwyżej kurz, który zalegał na karoserii.
 
Ostatnia edycja:
Jeśli powód w procesie o naruszenie praw autorskich dysponuje numerem IP, pod którym naruszenie praw nastąpiło, to ciężar dowodu spoczywa na posiadaczu tego numeru, że to nie on dokonał naruszenia. Tak orzekają sądy i uzasadniają to tym, że posiadacz konkretnego numer IP ma w swej sferze posiadania i władztwa swoje połączenie telekomunikacjyne i podłączone do niego urządzenia, i że w żaden sposób nie jest krzywdzące domniemanie, że to on używał swojego urzędzenia w danym przypadku. Jeśli twierdzi, że było inaczej, to ma prawo to udowodnić. Pozwany, który broniłby się: "Dlaczego mam udowodnić, że nie ja, lecz kto inny korzystał z mojego łącza i mojego komputera, przegra proces, bo sąd napisze mu: "Kto chodzi po twoim mieszkaniu i ma dostęp do twojego komputera, możesz wiedzieć tylko ty.". Podkreślam: tak rozstrzygają sądy. Jeśli chodzi o inne problemy, np. przekazywanie danych przez Telekom, czy np. jakiegoś urzędu publicznego, do celów dochodzenia praw w procesie cywilnym, to temat nie podlegający w Niemczech żadnej dyskusji. Nie głoszę tu żadnych moich poglądów, i nie wartościuje tego, jak postępuje się w takich sprawach w Niemczech. Wypowiadam się tylko o panującej w tym zakresie prawnej rzeczywistości. Wszystko to, co piszę, można bez trudu zweryfikować na podstawie licznych, dostępnych w intenecie orzeczeń sądów niemieckich.
 
Ostatnia edycja:
Witam.
A może mi coś poradzicie. Przed dwoma dniami do moich znajomych w Niemczech przyszło pismo z kancelarii reprezentującej Warner Bros o popełnieniu wykroczenia lub przestępstwa pirackiego czyli ściągnięcia filmu z dokładną datą ściągnięcia i nawet obejrzenia go przeze mnie. Oczywiście używałem torrentów. Kwota pierwotna to 1100 euro, zadzwoniłem do prawnika z tejże kancelarii, przyznałem się że to ja, powiedziałem gościowi że było więcej tych filmów (on na to że ma tylko tą sprawę i reszta go nie obchodzi) i zeszliśmy do 650 euro i spłacie w ratach. Wszystko spoko, moja wina, brak wiedzy, ale pytanie moje brzmi czy mogę dostać kolejne takie pisma? Było jeszcze 9 filmów oraz pare odcinków serialu w odstępie czasu 2 tygodnie, przyszło mi za drugi w kolejności film. Jest jakiś czas po jakim oni odtajniają billingi internetowe czy po prostu inne kancelarie mają więcej "na głowie" i mogę oczekiwać kolejnych pism? Czy lustrowanie mojego IP zostało zakończone i może karą jest tylko ten jeden film? Proszę o jakąś poradę :) Ewentualnie jakieś ominięcie tego, samoukaranie, Bo boję się że jak przez 2 następnie tygodnie zaczną listy spływać to się nie pozbieram...
 
Witam !!!
Proszę o wznowienie tematu dot. Abmahnung'u za pobieranie i udostępnianie plików przez P2P. Dokładnie wczoraj otrzymałem takie pismo... kwota wynosi 600 e (szkoda)+ 215 e (koszta prawnicze). Jestem po rozmowie tel. z przedstawicielką (sekretarką) tej kancelarii i rozłożyłem sumę na raty ale z wypełnieniem zobowiązania o wstrzymaniu się od piractwa bo tak to trzeba nazwać jeszcze zaczekałem, ponieważ chcę się również wybrać do prawnika w celu wyjaśnienia jak to naprawdę funkcjonuje.
Jestem w podobnej sytuacji jak "mackman23", otóż pismo dotyczy tylko jednego filmu, a w rzeczywistości było ich kilka, może kilkanaście. W kopii upoważnienia wydanego przez sąd wyczytałem, że kancelaria ma prawo uzyskać moje dane od usługodawcy(internetu) w sprawie sześciu filmów, natomiast kancelaria domaga się zapłaty tylko,a w zasadzie aż za jeden. W tym miejscu ponawiam pytanie: Czy mogę się spodziewać kolejnych listów ??? :(
 
Powrót
Góra