R
rowerzysta001
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2021
- Odpowiedzi
- 3
Prawie trzy lata temu jako rowerzysta wjechałem skręcając z ulicy w bramę pod nadjeżdżający z naprzeciwka samochód .
Niestety nie jeździłem wtedy w kasku rowerowym co skończyło się pękniętą czaszką , lekkim uszkodzeniem mózgu i niestety amnezją co do całego zdarzenia .
Okoliczności wypadku nie pamiętam pamiętam jak wsiadałem na rower potem uderzenie znikąd i jak przyjechała karetka i trochę szczegółów jak siedziałem na krawężniku tyle.
Wylądowałem w szpitalu dosyć długo dochodziłem do siebie na policji dowiedziałem się że byłem sprawcą nie kwestionowałem tego bo faktycznie nic nie pamiętam pamieć nie wróciła mi do dzisiaj a okoliczności sprawy też na to wskazywały.
Nie posiadałem wtedy rowerowego OC zawsze je wykupuję ale wtedy po prostu zapomniałem przedłużyć polisę .
Przez trzy lata czekałem i nic spodziewałem że ktoś się do mnie odezwie z jakiegoś ubezpieczyciela z tego co pamiętam to samochód miał uszkodzony błotnik nie był to też żaden specjalnie luksusowy model tyle pamiętam .
Nagle po trzech latach przychodzi wezwanie o zapłatę ponad 15 tysięcy złotych konto płać a jak nie to sąd.
Od winy się nie migam ale czy te koszty są w ogóle realne przy zderzeniu samochodu z rowerem samochód uderzył i odrzucił mnie lewym przednim narożnikiem (widziałem to na komendzie na kamerze ulicznej trochę zamazany obraz ale tak to wyglądało ) nie miał jak mi się wydawało jakiś większych uszkodzeń .
Czy te koszty nie powinny być jakoś udokumentowane ? czy mogę się domagać możliwości zapoznania się z tymi kosztami ? czy są one realne.
Dlaczego musiałem czekać aż trzy lata Przyznaję ze po roku zapomniałem o całej sprawie i myślałem że tamten kierowca nie miał wcale znaczących uszkodzeń
Podkreślam nie zamierzam się migać od winy ani należności chcę tylko wiedzieć czy te pieniądze są realne jak to zweryfikować i dlaczego nagle po trzech latach takie powiadomienie .
Niestety nie jeździłem wtedy w kasku rowerowym co skończyło się pękniętą czaszką , lekkim uszkodzeniem mózgu i niestety amnezją co do całego zdarzenia .
Okoliczności wypadku nie pamiętam pamiętam jak wsiadałem na rower potem uderzenie znikąd i jak przyjechała karetka i trochę szczegółów jak siedziałem na krawężniku tyle.
Wylądowałem w szpitalu dosyć długo dochodziłem do siebie na policji dowiedziałem się że byłem sprawcą nie kwestionowałem tego bo faktycznie nic nie pamiętam pamieć nie wróciła mi do dzisiaj a okoliczności sprawy też na to wskazywały.
Nie posiadałem wtedy rowerowego OC zawsze je wykupuję ale wtedy po prostu zapomniałem przedłużyć polisę .
Przez trzy lata czekałem i nic spodziewałem że ktoś się do mnie odezwie z jakiegoś ubezpieczyciela z tego co pamiętam to samochód miał uszkodzony błotnik nie był to też żaden specjalnie luksusowy model tyle pamiętam .
Nagle po trzech latach przychodzi wezwanie o zapłatę ponad 15 tysięcy złotych konto płać a jak nie to sąd.
Od winy się nie migam ale czy te koszty są w ogóle realne przy zderzeniu samochodu z rowerem samochód uderzył i odrzucił mnie lewym przednim narożnikiem (widziałem to na komendzie na kamerze ulicznej trochę zamazany obraz ale tak to wyglądało ) nie miał jak mi się wydawało jakiś większych uszkodzeń .
Czy te koszty nie powinny być jakoś udokumentowane ? czy mogę się domagać możliwości zapoznania się z tymi kosztami ? czy są one realne.
Dlaczego musiałem czekać aż trzy lata Przyznaję ze po roku zapomniałem o całej sprawie i myślałem że tamten kierowca nie miał wcale znaczących uszkodzeń
Podkreślam nie zamierzam się migać od winy ani należności chcę tylko wiedzieć czy te pieniądze są realne jak to zweryfikować i dlaczego nagle po trzech latach takie powiadomienie .
Ostatnia edycja: