Witam,
Widziałam, że poruszony już był podobny temat. ale chciałabym dopytać się kogoś kompetentnego o mój przypadek
Zarabiam około 2200 zł miesięcznie, jestem samotną matką, 1 dziecko - 8 lat. Nie dostaję 500 plus ani alimentów, ponieważ ojciec dziecka nie płaci, a i w przypadku 500 + i funduszu alimentacyjnego niestety za dużo zarabiam.
Gdybym zeszła na 1/2 etatu, otrzymałabym powiedzmy połowę tego, co obecnie. Załapałabym się progowo na alimenty, a pewnie i na 500 +, czyli 1000 zł "za nic", więcej czasu z synkiem i nie musiałabym płacić opiekunce. Same oszczędności i ogólne plusy.
Jednak, czy rzeczywiście dostałabym te 500 + i pieniążki z funduszu? Czy w przypadku aneksu do umowy przedstawiam dochody z PITu, mimo że obecnie zarabiam mniej? Musiałabym pracować na pół etatu przez cały rok, żeby moje zarobki z PIT nie przekroczyły 800 zł miesięcznie? Nie rozumiem takiego rozwiązania. Wydaje się nielogiczne. Nie mogę wybrać mniejszej ilości pracy i dostać dzięki temu 500 +? Może też ktoś wie, jak to jest z funduszem alimentacyjnym?
Czy ogółem jest jakaś szansa, żebym bez zmiany pracodawcy otrzymała 500 + ? A może lepiej złożyć wypowiedzenie i szukać gorzej płatnej pracy?
Zawsze uważałam, że dobrze robię wybierając pracę i charówkę 160 -170 godzin miesięcznie, ale właśnie za to, że nie siedzę w tym czasie bezczynnie, nie należy mi się żadna pomoc ze strony państwa... Bo jak tu zapłacić czynsz, rachunki, kupić jedzenie, ubrania i rzeczy do szkoły, opłacić opiekunkę, paliwo, wydatki na auto, itd. za 2200 zł? Podpowiem, że w moim przypadku się nie da, mimo że naprawdę żyję skromnie i w malutkim mieszkanku. Gdyby nie to, że czynsz opłacają rodzice (900 zł miesięcznie, a więc raczej niedużo), to zostałoby mi siedzieć im na głowie lub znaleźć na siłę bogatego chłopa
