T
Tommislaw
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2017
- Odpowiedzi
- 1
Witam.
Kilka lat temu zostałem oskarżony o kradzież roweru na terenie Niemiec. Całą sprawę uważałem za żart, gdyż od dobrych kilku lat przed tym zdarzeniem mieszkałem na wyspach. Po wysłaniu wyjaśnienia zapomniałem o całej sprawie.
Pod koniec zeszłego roku, jako że nie otrzymałem żadnego pisma z sądu a chciałem kupić bilet lotniczy do Berlina, zdecydowałem dla świętego spokoju sprawdzić jak wygląda sytuacja i czy przypadkiem nie jestem poszukiwanym europejskim listem gończym kryminalistą, który zostanie rzucony na ziemię na lotnisku i przetransportowany do jednego z Niemieckich więzień o zaostrzonym rygorze
Skorzystałem z usług Niemieckiego adwokata ("mówiącego" po polsku), który we wstępnej rozmowie wyjaśnił że jeśli sprawa będzie w archiwum to wystarczy telefon i koszt usługi wyniesie 50 euro a jeśli będzie musiał wystąpić jako obrońca i reprezentować mnie przed sądem, to muszę się liczyć z wydatkiem 300 euro.
Po kilku tygodniach od momentu wysłania pełnomocnictwa otrzymałem "dobrą" wiadomość: "Osoba, która złożyła wniosek o popełnieniu przestępstwa podała Pańskie dane ale sprawa została umorzona w 2010 roku z braku dowodów. Należy się 300 euro".
Moje zdziwienie oczywiście było ogromne, gdyż rachunek nie za bardzo pasował do naszej umowy. Zapytałem się więc czy przypadkiem nie zaszła pomyłka w odpowiedzi czego dostałem wiadomość, w której adwokat twierdzi że w mojej sprawie musiał wystąpić jako obrońca, dokonać wglądu w akta sprawy w archiwum i dlatego wyszedł taki rachunek.
Stwierdziłem że skoro musiałem zapłacić 300 euro za wyciąg akt z archwium to chciałbym otrzymać kopię tych akt, żeby sprawdzić kto mnie próbował wrobić w ową kradzież i domagać się od tej osoby zwrotu kosztów przeze mnie poniesionych. Na tym etapie byłem pewien że ktoś zwyczajnie podłożył mi świnię.
Po tej wiadomości adwokat zaczął być bardzo podrażniony, wydawał się odwieść mnie od odbiru akt twierdząc że mam małe szanse na zwrot kosztów. Twierdził że osoba, która mnie pomówiła mogłą się pomylić i że będę musiał udownodnić że moje dane podała celowo a to będzie bardzo ciężkie.
Czułem się bardzo pewnie, gdyż wiedziałem że żadnego roweru nie ukradłem a skoro ktoś podał moje dane to chyba wiedział dokładnie kogo oskarża i nie było tutaj mowy o pomyłce.
Uparcie dążyłem do tego żeby otrzymać kopię akt sprawy i żeby uniknąć dalszych nieprzewidywalnych kosztów poprosiłem aby przedstawił mi cennik i wyliczył wszystkie dodatkowe koszta, które będę musiał ponieść a było to:
- umówienie się na krótką poradę po odbiór akt - 50 euro;
- 30 centów za stronę kopii akt.
Nie zdziwiło mnie, kiedy jeszcze przed odbiorem akt otrzymałem rachunek na 122 euro! Oprócz 50 euro za poradę na rachunku widnieje również opłata 52 euro, za kopie/fax i druk dokumentu składającgo się z 58 stron w kolorze.
Według wcześniejszych ustaleń powinno to być 30 centów za stronę a więc 58*30 = 17.4 euro ale postanowiłem już się nie odzywać, gdyż obawiałem się kolejnych kosztów za tłumaczenie korespodnecji, którymi zostałem postraszony po mailu, w którym poprosiłem o kopię akt (mimo że adwokat reklamuje się jako "mówiący po polsku, dzięki czemu oszczędzasz na tłumaczeniach").
Mimo że zapłaciłem z góry za "poradę", adwokat "niestety" nie mógł być w kancelarii, w momencie kiedy odbierałem kopię akt.
Oczywiście to nie koniec komedii. Po przejrzeniu akt okazało się że moje imię i nazwisko nie pada w zeznaniach poszkodowanego ani świadka! Co więcej, świadek nie rozponał mojej twarzy, kiedy pokazano mu zdjęcia kilku podejrzanych. Stwierdził że nikt nie pasuje do portretu osoby, którą widział i opisał ją bardziej szczegółowo w swoim zeznaniu.
Tak więc, nie dość że za całą sprawę płacę sporo kasy, to jeszcze adwokat wporwadza mnie w błąd, mówiąc że ktoś podał moje dane. Akta mówią coś zupełnie innego i gdyby powiedział mi wcześniej co takiego w tych aktach jest, nie musiałbym ponosić dalszych, niepotrzebnych kosztów.
Nie będę już się rozpisywał w jaki sposób niemiecka policja doszła po drodze do mojej osoby ale wielki szacunek za pracę, którą wykonali.
Mam nadzieję że sprawę przedstawiłem bardzo szczegółowo i teraz miałbym kilka pytań:
1. Czy w przypadku umorzonej sprawy, trzeba liczyć się z takimi kosztami?
2. Czy w przypadku umorzonej sprawy konieczny jest wyciąg akt z archiwum? Jeśli tak, to czy adwokat postąpił słusznie dokonując wglądu w akta w tym przypadku?
3. Czy adwokat ma prawo wymusić zapłatę za poradę (której i tak nie wykonał), podczas odbioru jakichkolwiek dokumentów?
4. Czy może dowolnie manipulować kosztem druku domumentów (najpierw podając pewne sumy a później inne na rachunku)?
Nie jestem ekspertem ale wydaje mi się że za całą sprawę przepłaciłem... i to mocno.
5. Jeśli nastąpiły w tej sprawie jakieś uchybienia ze strony adwokata, co mógłbym z tym zrobić, gdzie się udać?
6. W sytuacji kiedy adwokat zawyża w jakikolwiek sposób rachunek, czy jest szansa na odzyskanie pieniędzy?
Jeśli ktoś móglby mnie olśnić swoją fachową więdzą byłbym bardzo wdzięczny.
Dziekuję.
Kilka lat temu zostałem oskarżony o kradzież roweru na terenie Niemiec. Całą sprawę uważałem za żart, gdyż od dobrych kilku lat przed tym zdarzeniem mieszkałem na wyspach. Po wysłaniu wyjaśnienia zapomniałem o całej sprawie.
Pod koniec zeszłego roku, jako że nie otrzymałem żadnego pisma z sądu a chciałem kupić bilet lotniczy do Berlina, zdecydowałem dla świętego spokoju sprawdzić jak wygląda sytuacja i czy przypadkiem nie jestem poszukiwanym europejskim listem gończym kryminalistą, który zostanie rzucony na ziemię na lotnisku i przetransportowany do jednego z Niemieckich więzień o zaostrzonym rygorze
Skorzystałem z usług Niemieckiego adwokata ("mówiącego" po polsku), który we wstępnej rozmowie wyjaśnił że jeśli sprawa będzie w archiwum to wystarczy telefon i koszt usługi wyniesie 50 euro a jeśli będzie musiał wystąpić jako obrońca i reprezentować mnie przed sądem, to muszę się liczyć z wydatkiem 300 euro.
Po kilku tygodniach od momentu wysłania pełnomocnictwa otrzymałem "dobrą" wiadomość: "Osoba, która złożyła wniosek o popełnieniu przestępstwa podała Pańskie dane ale sprawa została umorzona w 2010 roku z braku dowodów. Należy się 300 euro".
Moje zdziwienie oczywiście było ogromne, gdyż rachunek nie za bardzo pasował do naszej umowy. Zapytałem się więc czy przypadkiem nie zaszła pomyłka w odpowiedzi czego dostałem wiadomość, w której adwokat twierdzi że w mojej sprawie musiał wystąpić jako obrońca, dokonać wglądu w akta sprawy w archiwum i dlatego wyszedł taki rachunek.
Stwierdziłem że skoro musiałem zapłacić 300 euro za wyciąg akt z archwium to chciałbym otrzymać kopię tych akt, żeby sprawdzić kto mnie próbował wrobić w ową kradzież i domagać się od tej osoby zwrotu kosztów przeze mnie poniesionych. Na tym etapie byłem pewien że ktoś zwyczajnie podłożył mi świnię.
Po tej wiadomości adwokat zaczął być bardzo podrażniony, wydawał się odwieść mnie od odbiru akt twierdząc że mam małe szanse na zwrot kosztów. Twierdził że osoba, która mnie pomówiła mogłą się pomylić i że będę musiał udownodnić że moje dane podała celowo a to będzie bardzo ciężkie.
Czułem się bardzo pewnie, gdyż wiedziałem że żadnego roweru nie ukradłem a skoro ktoś podał moje dane to chyba wiedział dokładnie kogo oskarża i nie było tutaj mowy o pomyłce.
Uparcie dążyłem do tego żeby otrzymać kopię akt sprawy i żeby uniknąć dalszych nieprzewidywalnych kosztów poprosiłem aby przedstawił mi cennik i wyliczył wszystkie dodatkowe koszta, które będę musiał ponieść a było to:
- umówienie się na krótką poradę po odbiór akt - 50 euro;
- 30 centów za stronę kopii akt.
Nie zdziwiło mnie, kiedy jeszcze przed odbiorem akt otrzymałem rachunek na 122 euro! Oprócz 50 euro za poradę na rachunku widnieje również opłata 52 euro, za kopie/fax i druk dokumentu składającgo się z 58 stron w kolorze.
Według wcześniejszych ustaleń powinno to być 30 centów za stronę a więc 58*30 = 17.4 euro ale postanowiłem już się nie odzywać, gdyż obawiałem się kolejnych kosztów za tłumaczenie korespodnecji, którymi zostałem postraszony po mailu, w którym poprosiłem o kopię akt (mimo że adwokat reklamuje się jako "mówiący po polsku, dzięki czemu oszczędzasz na tłumaczeniach").
Mimo że zapłaciłem z góry za "poradę", adwokat "niestety" nie mógł być w kancelarii, w momencie kiedy odbierałem kopię akt.
Oczywiście to nie koniec komedii. Po przejrzeniu akt okazało się że moje imię i nazwisko nie pada w zeznaniach poszkodowanego ani świadka! Co więcej, świadek nie rozponał mojej twarzy, kiedy pokazano mu zdjęcia kilku podejrzanych. Stwierdził że nikt nie pasuje do portretu osoby, którą widział i opisał ją bardziej szczegółowo w swoim zeznaniu.
Tak więc, nie dość że za całą sprawę płacę sporo kasy, to jeszcze adwokat wporwadza mnie w błąd, mówiąc że ktoś podał moje dane. Akta mówią coś zupełnie innego i gdyby powiedział mi wcześniej co takiego w tych aktach jest, nie musiałbym ponosić dalszych, niepotrzebnych kosztów.
Nie będę już się rozpisywał w jaki sposób niemiecka policja doszła po drodze do mojej osoby ale wielki szacunek za pracę, którą wykonali.
Mam nadzieję że sprawę przedstawiłem bardzo szczegółowo i teraz miałbym kilka pytań:
1. Czy w przypadku umorzonej sprawy, trzeba liczyć się z takimi kosztami?
2. Czy w przypadku umorzonej sprawy konieczny jest wyciąg akt z archiwum? Jeśli tak, to czy adwokat postąpił słusznie dokonując wglądu w akta w tym przypadku?
3. Czy adwokat ma prawo wymusić zapłatę za poradę (której i tak nie wykonał), podczas odbioru jakichkolwiek dokumentów?
4. Czy może dowolnie manipulować kosztem druku domumentów (najpierw podając pewne sumy a później inne na rachunku)?
Nie jestem ekspertem ale wydaje mi się że za całą sprawę przepłaciłem... i to mocno.
5. Jeśli nastąpiły w tej sprawie jakieś uchybienia ze strony adwokata, co mógłbym z tym zrobić, gdzie się udać?
6. W sytuacji kiedy adwokat zawyża w jakikolwiek sposób rachunek, czy jest szansa na odzyskanie pieniędzy?
Jeśli ktoś móglby mnie olśnić swoją fachową więdzą byłbym bardzo wdzięczny.
Dziekuję.