B
Benek_444
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2019
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
czy ktoś miał podobną sytuacje i może się odnieść?
Mianowice : we wrześniu 2018, pomimo iż płaciłem alimenty regularne, ex wniosła pozew do sądu o ustalenie alimentów w wysokości 550 zł. To kwota jaką ustaliliśmy i którą co miesiąc otrzymywała, oczywiście oprócz dodatkowych pieniędzy które dobrowolnie przekazywałem na dziecko. Nie sprzeciwiłem się temu w żaden sposób, postanowiłem że pojadę na rozprawę i poprostu przyjmę powództwo i koniec sprawy. Sprawa odbyła się dopiero w lutym 2019 (ponieważ był strajk w sądzie i odwołano poprzedni termin). Pojechałem na rozprawę i ku mojemu zaskoczeniu, na sprawie, powódka żądała już 750 zł a nie 550 zł jak było ustalone. Sąd w tej sytuacji sprawę odroczył na maj, w maju odbyła się kolejna sprawa po której przyznano mi 700 zł alimentów. Nie chciałem zaskarżać wyroku początkowo, chciałem to zostawić i nie jeździć więcej po sadach. Jest tylko jedno ALE... pomimo iż powódka nie wniosła zasadzenia alimentów od daty wniesienia pozwu ani nie wniosła o zabezpieczenie , sąd w wyroku zasądził alimenty od października 2018..
Nie ma w tym dla mnie żadnej logiki, ponieważ rozszerzenie powództwa nastąpiło dopiero w lutym 2019, wiec jeśli miałbym coś wyrównywać, to od lutego a nie od października. Od końca września do końca lutego powódka utrzymywała kwotę 550 zł, dopiero później zmieniła zdanie..
Czy rozszerzenie powództwa nie jest traktowane jako „nowy” pozew i powinna się liczyć data wniesienia rozszerzenia powództwa a nie pierwotnego pozwu?
Będę wdzięczny za odpowiedz, jeśli ktoś spotkał się z podobna sytuacją.
czy ktoś miał podobną sytuacje i może się odnieść?
Mianowice : we wrześniu 2018, pomimo iż płaciłem alimenty regularne, ex wniosła pozew do sądu o ustalenie alimentów w wysokości 550 zł. To kwota jaką ustaliliśmy i którą co miesiąc otrzymywała, oczywiście oprócz dodatkowych pieniędzy które dobrowolnie przekazywałem na dziecko. Nie sprzeciwiłem się temu w żaden sposób, postanowiłem że pojadę na rozprawę i poprostu przyjmę powództwo i koniec sprawy. Sprawa odbyła się dopiero w lutym 2019 (ponieważ był strajk w sądzie i odwołano poprzedni termin). Pojechałem na rozprawę i ku mojemu zaskoczeniu, na sprawie, powódka żądała już 750 zł a nie 550 zł jak było ustalone. Sąd w tej sytuacji sprawę odroczył na maj, w maju odbyła się kolejna sprawa po której przyznano mi 700 zł alimentów. Nie chciałem zaskarżać wyroku początkowo, chciałem to zostawić i nie jeździć więcej po sadach. Jest tylko jedno ALE... pomimo iż powódka nie wniosła zasadzenia alimentów od daty wniesienia pozwu ani nie wniosła o zabezpieczenie , sąd w wyroku zasądził alimenty od października 2018..
Nie ma w tym dla mnie żadnej logiki, ponieważ rozszerzenie powództwa nastąpiło dopiero w lutym 2019, wiec jeśli miałbym coś wyrównywać, to od lutego a nie od października. Od końca września do końca lutego powódka utrzymywała kwotę 550 zł, dopiero później zmieniła zdanie..
Czy rozszerzenie powództwa nie jest traktowane jako „nowy” pozew i powinna się liczyć data wniesienia rozszerzenia powództwa a nie pierwotnego pozwu?
Będę wdzięczny za odpowiedz, jeśli ktoś spotkał się z podobna sytuacją.