V
vulkano
Użytkownik
- Dołączył
- 01.2009
- Odpowiedzi
- 127
Punkt 3.6 Regulaminu Allegro
"Celem Aukcji dotyczących sprzedaży lub wynajmu nieruchomości, Aukcji w kategorii „Wakacje” oraz Aukcji w kategorii „Motoryzacja” (serwis motoAllegro), w podkategoriach „Samochody”, „Motocykle”, „Maszyny budowlane”, „Maszyny rolnicze” oraz „Inne pojazdy i łodzie” nie jest zawarcie umowy, jakiekolwiek czynności podejmowane przez Użytkowników w ramach tych Aukcji nie są wiążące, a Aukcje te mają charakter wyłącznie ogłoszeniowy."
W przypadku nieruchomości (do których sprzedawca ma tytuł własności) taki zapis jest w porządku i jak najbardziej na miejscu - bo taka umowa wymaga szczególnej formy (notariusz). Tak też było do niedawna. Zmiana i rozszerzenie tego na kategorie m.in "motoryzacja" w dniu 24.02.2011 jest już kuriozalna i chyba sprzeczna z przepisami prawa (art. 60 KC, 66 KC, 70 KC, 491 KC, 535 KC i jeszcze pewnie kilka innych) oraz...z innymi punktami Allegro (7.2 i 7.3 - w przypadku samochodów ważność umowy o ile wiem nie zależy od spełnienia szczególnych wymagań, ale to temat na odrębną dyskusję).
Zaczęło się od tego, że kilka dni temu wygrałem aukcję samochodu (od 1 zł, BCM - dodam, że nie pierwszą. Kilka tygodni temu kupiłem inny samochód za niemałe pieniądze, ale też trochę poniżej ceny rynkowej, delikatnie uszkodzony - z tamtym sprzedawcą zero problemów). Zapytałem sprzedawcy jaki termin odbioru i jednoczesnej zapłaty mu pasuje, a on mi odpisał powołując się właśnie na przytoczony wyżej punkt 3.6 (o którego zmianach dopiero wówczas - przyznam szczerze - się dowiedziałem), że ktoś mu zaoferował poza Allegro kwotę o 300 zł wyższą i jeśli dopłacę to mi samochód sprzeda, a jeśli nie, to sprzeda temu, kto daje te 3 stówki więcej. Krew mnie wówczas zalała. Nie dlatego, że to 300 zł więcej (notabene doliczanie dodatkowych opłat - niezgodne z regulaminem Allegro), bo mógłbym facetowi dopłacić. Dla zasady jednak powiedziałem NIE (i jeśli nie ochłonę to pójdę z tym do sądu - jestem bowiem uczulony na ten rodzaj cwaniactwa), ale dlatego, że po przyjechaniu na miejsce z wynajętą autolawetą (500 km x 1,5 zł) gość mógłby mi powiedzieć, że w międzyczasie zjawił się ktoś jeszcze i zaproponował mu 1000 zł więcej, a w ogóle to on się zastanowił i chce 3000 zł dopłaty. Pytanie więc brzmi, kto w sytuacji, w której sprzedawca leci sobie w kulki zwróci mi poniesione koszty (750 zł autolaweta i np. stracona dniówka)?
Zwróciłem też uwagę na fakt, że w tej sytuacji serwis w oparciu o kilka fikcyjnych kont (których nazw i tak nie widać) mógłby sam "kupować" wszelkie pojazdy zamieszczone w tych kategoriach czerpiąc niesamowite zyski na prowizjach. Podobno jednak już tych prowizji nie ma. Nadal jednak pozostają opłaty za cenę minimalną (która w myśl punktu 3.6 nie jest wszak potrzebna - bo co z tego, że ktoś kupi samochód za 1 zł, skoro - jak wynikałoby z punktu 3.6 - nie ma obowiązku realizacji umowy), stanowiących wątpliwy etycznie zysk serwisu.
Z problemem zwróciłem się do serwisu Allegro.
Oto konkretny fragment odpowiedzi
"(...) Aukcje towarów na stronach serwisu Allegro wystawione w kategoriach tam wymienionych należy kwalifikować jako zaproszenie do składania ofert, nie jako stanowcze oferty. Oznacza to traktowanie wspomnianych aukcji w kategoriach ogłoszenia i reklam, o których mówi art. 71 k.c. Ogłoszenia, reklamy, cenniki i inne informacje, skierowane do ogółu lub do poszczególnych osób, poczytuje się w razie wątpliwości nie za ofertę, lecz za zaproszenie do zawarcia umowy.
W związku z tym, takie zaproszenie do składania ofert nie ma waloru czynności
prawnej; jest zawiadomieniem o gotowości do zawarcia oznaczonej umowy."
Czy faktycznie tak jest?
Bo w moim przekonaniu "zaproszeniem do składania ofert" jest każda aukcja. Ogłoszenia, reklamy, cenniki i inne informacje, o których mówi art. 71 KC nie odnosi się w żadnym punkcie jego brzmienia do charakteru (definicji) aukcji/licytacji (gdyby było inaczej - wyobrażacie sobie olbrzymie pole do nadużyć np. w licytacjach komorniczych?). Nie ma czegoś takiego jak "aukcja informacyjna" czy "aukcja ogłoszeniowa". Od ogłoszeń jest np. serwis otomoto.pl (skoro już poruszamy się w obrębie grupy Allegro. Wyjątkiem od powyższego jest aukcja, w której przedmiotem sprzedaży jest nieruchomość (do której sprzedający ma prawo własności - bo jeśli np. sprzedawany jest pawilon handlowy na dzierżawionym gruncie, wyjątek ten już raczej nie obowiązuje, ponieważ umowa nie wymaga szczególnej formy).
Czy dobrze rozumiem, że punkt 3.6 regulaminu Allegro bublem i potencjalnym źródłem wielu konfliktów?
Przykład:
Sprzedawca, który przekonany o tym, że nie poniesie żadnych konsekwencji, wystawi samochód wart 500 tys. zł, na aukcji bez ceny minimalnej od 1 zł, a przybicie nastąpi powiedzmy przy 10 tys. zł, odmówi wydania przedmiotu i sprawa skończy się w sądzie (w którym kupujący z dużym prawdopodobieństwem może wygrać). I takie założenie w tym przykładzie przyjmujemy. Wówczas sprzedający wprowadzony przez Allegro w błąd wskutek którego niekorzystnie rozporządził swoim mieniem, idzie do sądu z serwisem i z jeszcze większym prawdopodobieństwem wygrywa proces.
Wydaje mi się, czy jeśli ten punkt miałby mieć charakter obligatoryjny, to aukcje musiałyby zmienić swój obecny charakter, a treść każdego opisu musiałaby zawierać stosowną klauzulę informującą o tym, że dane ogłoszenie (bo tak wówczas musiałoby się to nazywać) nie jest ofertą handlową w rozumieniu przepisów prawa?
Jeśli wchodzę do sklepu, w którym jakikolwiek produkt jest opatrzony stałą ceną, to nawet jeśli jest ona omyłkowa, jako Klient mam prawo nabyć tą rzecz za wskazaną cenę. A co dopiero w przypadku aukcji.
Co do wątpliwości odnośnie zarabiania serwisu na takiej zmianie. Nawet jeśli istotnie nie płaci się prowizji (dawno nie zaglądałem do tabeli, więc nie wiem czy faktycznie tak jest, a teraz nie chce mi się już tego weryfikować), to nadal pozostaje kwestia ceny minimalnej i ogólnie wiarygodności serwisu.
Osobiście uważam to za naprawdę poroniony i niebezpieczny pomysł (zarówno dla kupujących - przykład z autolawetą, jak i samego serwisu Allegro. Nawet dla samych sprzedających - ktoś dla zabawy będzie przebijał każdego. Sprzedający straci szansę na sprzedaż - bo dostanie tylko dane "zwycięzcy", kasę za wystawienie aukcji, czas, itd.).Strzał we własną stopę, rzekłbym nawet.
Pójdźmy dalej z przykładami. Wystawiam jakiś samochód od 1 zł, BCM (bo po co mam za jej ustalenie wam płacić, skoro w myśl punktu 3.6 regulaminu Allegro kupujący może mi w razie czego - kolokwialnie rzecz ujmując - naskoczyć? A jeśli pójdzie ze mną do sądu i przegram, to i tak jestem kryty przez Allegro, od którego w takiej sytuacji wyciągnę kasę, bo wprowadziło mnie w błąd i doprowadziło do niekorzystnego rozporządzenia...itd.). Mam świetną reklamę, mnóstwo wejść, niskie opłaty, zero prowizji. Kupujący mnie wkurzy, powiem, żeby przyjechał, a na miejscu zażyczę sobie dopłaty (bo ktoś mi oferuje więcej, a punkt 3.6 regulaminu Allegro...itd.).
Przepraszam z rozwlekłą treść tematu, ale chciałem ukazać całą "dziwność" sytuacji. Natomiast przede wszystkim chciałbym uzyskać odpowiedź na pytanie czy rzeczywiście, zgodnie z moją tezą, punkt 3.6 jest rozbieżny z nadrzędnymi przepisami prawa?
"Celem Aukcji dotyczących sprzedaży lub wynajmu nieruchomości, Aukcji w kategorii „Wakacje” oraz Aukcji w kategorii „Motoryzacja” (serwis motoAllegro), w podkategoriach „Samochody”, „Motocykle”, „Maszyny budowlane”, „Maszyny rolnicze” oraz „Inne pojazdy i łodzie” nie jest zawarcie umowy, jakiekolwiek czynności podejmowane przez Użytkowników w ramach tych Aukcji nie są wiążące, a Aukcje te mają charakter wyłącznie ogłoszeniowy."
W przypadku nieruchomości (do których sprzedawca ma tytuł własności) taki zapis jest w porządku i jak najbardziej na miejscu - bo taka umowa wymaga szczególnej formy (notariusz). Tak też było do niedawna. Zmiana i rozszerzenie tego na kategorie m.in "motoryzacja" w dniu 24.02.2011 jest już kuriozalna i chyba sprzeczna z przepisami prawa (art. 60 KC, 66 KC, 70 KC, 491 KC, 535 KC i jeszcze pewnie kilka innych) oraz...z innymi punktami Allegro (7.2 i 7.3 - w przypadku samochodów ważność umowy o ile wiem nie zależy od spełnienia szczególnych wymagań, ale to temat na odrębną dyskusję).
Zaczęło się od tego, że kilka dni temu wygrałem aukcję samochodu (od 1 zł, BCM - dodam, że nie pierwszą. Kilka tygodni temu kupiłem inny samochód za niemałe pieniądze, ale też trochę poniżej ceny rynkowej, delikatnie uszkodzony - z tamtym sprzedawcą zero problemów). Zapytałem sprzedawcy jaki termin odbioru i jednoczesnej zapłaty mu pasuje, a on mi odpisał powołując się właśnie na przytoczony wyżej punkt 3.6 (o którego zmianach dopiero wówczas - przyznam szczerze - się dowiedziałem), że ktoś mu zaoferował poza Allegro kwotę o 300 zł wyższą i jeśli dopłacę to mi samochód sprzeda, a jeśli nie, to sprzeda temu, kto daje te 3 stówki więcej. Krew mnie wówczas zalała. Nie dlatego, że to 300 zł więcej (notabene doliczanie dodatkowych opłat - niezgodne z regulaminem Allegro), bo mógłbym facetowi dopłacić. Dla zasady jednak powiedziałem NIE (i jeśli nie ochłonę to pójdę z tym do sądu - jestem bowiem uczulony na ten rodzaj cwaniactwa), ale dlatego, że po przyjechaniu na miejsce z wynajętą autolawetą (500 km x 1,5 zł) gość mógłby mi powiedzieć, że w międzyczasie zjawił się ktoś jeszcze i zaproponował mu 1000 zł więcej, a w ogóle to on się zastanowił i chce 3000 zł dopłaty. Pytanie więc brzmi, kto w sytuacji, w której sprzedawca leci sobie w kulki zwróci mi poniesione koszty (750 zł autolaweta i np. stracona dniówka)?
Zwróciłem też uwagę na fakt, że w tej sytuacji serwis w oparciu o kilka fikcyjnych kont (których nazw i tak nie widać) mógłby sam "kupować" wszelkie pojazdy zamieszczone w tych kategoriach czerpiąc niesamowite zyski na prowizjach. Podobno jednak już tych prowizji nie ma. Nadal jednak pozostają opłaty za cenę minimalną (która w myśl punktu 3.6 nie jest wszak potrzebna - bo co z tego, że ktoś kupi samochód za 1 zł, skoro - jak wynikałoby z punktu 3.6 - nie ma obowiązku realizacji umowy), stanowiących wątpliwy etycznie zysk serwisu.
Z problemem zwróciłem się do serwisu Allegro.
Oto konkretny fragment odpowiedzi
"(...) Aukcje towarów na stronach serwisu Allegro wystawione w kategoriach tam wymienionych należy kwalifikować jako zaproszenie do składania ofert, nie jako stanowcze oferty. Oznacza to traktowanie wspomnianych aukcji w kategoriach ogłoszenia i reklam, o których mówi art. 71 k.c. Ogłoszenia, reklamy, cenniki i inne informacje, skierowane do ogółu lub do poszczególnych osób, poczytuje się w razie wątpliwości nie za ofertę, lecz za zaproszenie do zawarcia umowy.
W związku z tym, takie zaproszenie do składania ofert nie ma waloru czynności
prawnej; jest zawiadomieniem o gotowości do zawarcia oznaczonej umowy."
Czy faktycznie tak jest?
Bo w moim przekonaniu "zaproszeniem do składania ofert" jest każda aukcja. Ogłoszenia, reklamy, cenniki i inne informacje, o których mówi art. 71 KC nie odnosi się w żadnym punkcie jego brzmienia do charakteru (definicji) aukcji/licytacji (gdyby było inaczej - wyobrażacie sobie olbrzymie pole do nadużyć np. w licytacjach komorniczych?). Nie ma czegoś takiego jak "aukcja informacyjna" czy "aukcja ogłoszeniowa". Od ogłoszeń jest np. serwis otomoto.pl (skoro już poruszamy się w obrębie grupy Allegro. Wyjątkiem od powyższego jest aukcja, w której przedmiotem sprzedaży jest nieruchomość (do której sprzedający ma prawo własności - bo jeśli np. sprzedawany jest pawilon handlowy na dzierżawionym gruncie, wyjątek ten już raczej nie obowiązuje, ponieważ umowa nie wymaga szczególnej formy).
Czy dobrze rozumiem, że punkt 3.6 regulaminu Allegro bublem i potencjalnym źródłem wielu konfliktów?
Przykład:
Sprzedawca, który przekonany o tym, że nie poniesie żadnych konsekwencji, wystawi samochód wart 500 tys. zł, na aukcji bez ceny minimalnej od 1 zł, a przybicie nastąpi powiedzmy przy 10 tys. zł, odmówi wydania przedmiotu i sprawa skończy się w sądzie (w którym kupujący z dużym prawdopodobieństwem może wygrać). I takie założenie w tym przykładzie przyjmujemy. Wówczas sprzedający wprowadzony przez Allegro w błąd wskutek którego niekorzystnie rozporządził swoim mieniem, idzie do sądu z serwisem i z jeszcze większym prawdopodobieństwem wygrywa proces.
Wydaje mi się, czy jeśli ten punkt miałby mieć charakter obligatoryjny, to aukcje musiałyby zmienić swój obecny charakter, a treść każdego opisu musiałaby zawierać stosowną klauzulę informującą o tym, że dane ogłoszenie (bo tak wówczas musiałoby się to nazywać) nie jest ofertą handlową w rozumieniu przepisów prawa?
Jeśli wchodzę do sklepu, w którym jakikolwiek produkt jest opatrzony stałą ceną, to nawet jeśli jest ona omyłkowa, jako Klient mam prawo nabyć tą rzecz za wskazaną cenę. A co dopiero w przypadku aukcji.
Co do wątpliwości odnośnie zarabiania serwisu na takiej zmianie. Nawet jeśli istotnie nie płaci się prowizji (dawno nie zaglądałem do tabeli, więc nie wiem czy faktycznie tak jest, a teraz nie chce mi się już tego weryfikować), to nadal pozostaje kwestia ceny minimalnej i ogólnie wiarygodności serwisu.
Osobiście uważam to za naprawdę poroniony i niebezpieczny pomysł (zarówno dla kupujących - przykład z autolawetą, jak i samego serwisu Allegro. Nawet dla samych sprzedających - ktoś dla zabawy będzie przebijał każdego. Sprzedający straci szansę na sprzedaż - bo dostanie tylko dane "zwycięzcy", kasę za wystawienie aukcji, czas, itd.).Strzał we własną stopę, rzekłbym nawet.
Pójdźmy dalej z przykładami. Wystawiam jakiś samochód od 1 zł, BCM (bo po co mam za jej ustalenie wam płacić, skoro w myśl punktu 3.6 regulaminu Allegro kupujący może mi w razie czego - kolokwialnie rzecz ujmując - naskoczyć? A jeśli pójdzie ze mną do sądu i przegram, to i tak jestem kryty przez Allegro, od którego w takiej sytuacji wyciągnę kasę, bo wprowadziło mnie w błąd i doprowadziło do niekorzystnego rozporządzenia...itd.). Mam świetną reklamę, mnóstwo wejść, niskie opłaty, zero prowizji. Kupujący mnie wkurzy, powiem, żeby przyjechał, a na miejscu zażyczę sobie dopłaty (bo ktoś mi oferuje więcej, a punkt 3.6 regulaminu Allegro...itd.).
Przepraszam z rozwlekłą treść tematu, ale chciałem ukazać całą "dziwność" sytuacji. Natomiast przede wszystkim chciałbym uzyskać odpowiedź na pytanie czy rzeczywiście, zgodnie z moją tezą, punkt 3.6 jest rozbieżny z nadrzędnymi przepisami prawa?