D
Dobryslaw
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2016
- Odpowiedzi
- 3
Dzień dobry.
Sprawa wygląda tak.
Pracowałam w pewnej firmie zatrudniona na umowę o pracę na czas określony. Umowa była refundowana z Urzędu Pracy (tz. przez rok moje wynagrodzenie pracodawcy refunduje UP a przez następny rok płaci juz sam pracodawca).
Niestety mimo, że była to oczywiście minimalna krajowa pracodawca już od początku dość znacznie spóźniał się z wynagrodzeniem (dokładnie każdego miesiąca o 25 dni).
I tak pod koniec miesiąca usłyszałam, że jeśli nie będę robić nadgodzin i ogólnie nie wezmę się do roboty to rozwiążę ze mną umowę, nie wypłacając mi jednocześnie za przepracowany już okres. Oczywiście wykonywałam swoje obowiązki więc nie było nawet mowy o tym, że czegoś nie zrobiłam.
Ale po takim tekście nie czekałam. Złożyłam wypowiedzenie z Art 55 § 1 [1] bo po prostu bałam się, że jeśli dalej będę tam pracować to faktycznie w pewnym momencie zostanę i bez pracy i bez kasy.
Dopiero po wypowiedzeniu otrzymałam zaległe wynagrodzenie (pieniądze przyszły wieczorem, tego samego dnia w którym złożyłam wypowiedzenie, pieniądze oczywiście za miesiąc wcześniejszy). Pierwszego dnia nowego miesiąca przyszło wynagrodzenie za przepracowany prawie cały miesiąc.
I teraz zgodnie z tym co wyczytałam należy mi się jeszcze odszkodowanie za okres 2 tygodni. Niestety pracodawca nie kwapi się do tego aby mi je wypłacić. Co w takim razie zrobić w takiej sytuacji?
I jeszcze dodatkowe pytanie. Czy to odszkodowanie wynosi tyle co połowa miesięcznego wynagordzenia? (tak to sobie liczę skoro miesiąc ma 4 tygodnie)
Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam.
Sprawa wygląda tak.
Pracowałam w pewnej firmie zatrudniona na umowę o pracę na czas określony. Umowa była refundowana z Urzędu Pracy (tz. przez rok moje wynagrodzenie pracodawcy refunduje UP a przez następny rok płaci juz sam pracodawca).
Niestety mimo, że była to oczywiście minimalna krajowa pracodawca już od początku dość znacznie spóźniał się z wynagrodzeniem (dokładnie każdego miesiąca o 25 dni).
I tak pod koniec miesiąca usłyszałam, że jeśli nie będę robić nadgodzin i ogólnie nie wezmę się do roboty to rozwiążę ze mną umowę, nie wypłacając mi jednocześnie za przepracowany już okres. Oczywiście wykonywałam swoje obowiązki więc nie było nawet mowy o tym, że czegoś nie zrobiłam.
Ale po takim tekście nie czekałam. Złożyłam wypowiedzenie z Art 55 § 1 [1] bo po prostu bałam się, że jeśli dalej będę tam pracować to faktycznie w pewnym momencie zostanę i bez pracy i bez kasy.
Dopiero po wypowiedzeniu otrzymałam zaległe wynagrodzenie (pieniądze przyszły wieczorem, tego samego dnia w którym złożyłam wypowiedzenie, pieniądze oczywiście za miesiąc wcześniejszy). Pierwszego dnia nowego miesiąca przyszło wynagrodzenie za przepracowany prawie cały miesiąc.
I teraz zgodnie z tym co wyczytałam należy mi się jeszcze odszkodowanie za okres 2 tygodni. Niestety pracodawca nie kwapi się do tego aby mi je wypłacić. Co w takim razie zrobić w takiej sytuacji?
I jeszcze dodatkowe pytanie. Czy to odszkodowanie wynosi tyle co połowa miesięcznego wynagordzenia? (tak to sobie liczę skoro miesiąc ma 4 tygodnie)
Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam.