Dostałam dzisiaj list od Panfila z kwotą zadłużenia zbliżoną, jaką podała mi Pani z ING - nieco ponad 1300 zł. Zadzwoniłam do nich i dowiedziałam się, jakie jest zadłużenie na dzień dzisiejszy - wyszło o kilka zł wyższe i zrobiłam przelew na konto wskazane w tym liście. Pani z Panfila powiedziała, że jak wpłacę tę kwotę, to jestem czysta w banku. Ale chyba jeszcze zadzwonię do ING na początku tego tygodnia, bo ten bank to jakiś wielki żart.
Oczywiście Panfil zdążył już w styczniu skierować sprawę do e-sądu i niedługo dostanę pismo z nakazem spłaty 210 zł... To jakaś paranoja, bo postanowienie sądu o dziedziczeniu złożyłam w ING na koniec zeszłego roku. Ale głupia czekałam aż się ktoś do mnie odezwie, w końcu tyle szczegółowych danych podałam. Miesiąc temu okazało się po wizycie w placówce, że muszę powypełniać jeszcze jakieś wnioski i znowu wzięli od mnie to postanowienie. Kiedy dzwoniłam wczoraj do ING okazało się, że Pani łaskawie dopiero teraz prześle postanowienie sądowe do Panfila. Co najlepsze zanim połączono mnie z tą Panią, która zajmuje się moją sprawą, powiedzieli mi, że przecież żadnych dokumentów nie składałam i żebym poszła jeszcze raz do placówki. Powiedziałam, że już kiedyś dzwoniłam i mówiono mi, że te dokumenty są. Kazała mi poczekać i nagle... dokumenty się odnalazły.
W ogóle żeby uzyskać numer do jakiegoś śmiesznego departamentu ING, który zajmował się moją sprawą, trochę się namęczyłam. Pani w placówce dała mi numer, pod którym Pani wyśmiała mnie, że to nie ten departament, a jak się zapytałam o poprawny numer, to powiedziała, bym sobie poszukała. We wnioski, którego skan posiadam, jest jakiś inny numer, to pod niego dzwonię, a tu "nie ma takiego numeru"

Dopiero sama w Internecie jakoś znalazłam numer tego departamentu. Jak ktoś nie ma internetu, to mu współczuję, bo odsetki rosą, a tu żadnej informacji.
Podsumowując, ING grało na zwłokę. Ani jednej informacji nie dostałam ani od Panfila ani od ING przez te 2 lata, dopiero dostałam jak było blisko przedawnienia.
Cieszę się jednak, że sprawa się wyjaśniła i polecam zapoznać się z tym tematem osobom, które mają jakieś odziedziczone długi w ING. Tak to wszystko działa...
Może to jeszcze nie koniec sprawy, bo jak miesiąc temu dzwoniłam do ING, to mówiono mi o długu 160 zł (jakieś prowizje od prowadzenia konta kiedy rodzice już nie żyli), a teraz nagle śpiewka się zmieniła na 1300 zł, bo przypomnieli sobie, że warto wspomnieć o tym, że to konto z limitem zadłużenia. Może mam jeszcze jakiś drugi dług u ING w związku z tym kontem po rodzicach, którym Panfil się już nie zajmuje (jeszcze)...