Bank przekazał dług do windykatora. Co robić?

  • Autor wątku Autor wątku helenka58
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Ostatnia edycja:
To już się pogubiłam. Mam dzwonić do tego Panfila w przyszłym tygodniu, jak mówiła mi ta Pani z ING, czy czekać na jakiś pismo od nich? Jeśli czekanie oznacza odsetki, to ja dziękuję. Wolę zrobić to szybko...

Przedawnienie wynosi 2 lata? Mama zmarła w styczniu 2012 roku i ten debet powstał jakoś wtedy.

Czy Panfil może zacząć cokolwiek robić bez poinformowania mnie o długu i jego wysokości?

A może naciskać jeszcze na ING i "wymusić" jako by przyjęli ode mnie dług? Nie wiem jak...

@ferdek125 Dzięki za linki - już zabieram się do lektury.
 
Pogubiłaś się, bo mamy tu na forum dwóch sympatycznych kolegów, których ideą życia jest doprowadzenie, by długi nie były spłacane, więc poszukują wszelkich możliwości powstrzymania stron zobowiązania przed spełnieniem świadczenia. W niektórych sprawach mają nawet rację (potrafią wtedy udzielić pomocnych rad), nie w tej jednak. Twoja sprawa jest tymczasem bardzo prosta. Roszczenie nie jest przedawnione, wierzyciel nie musi Ci o nim przypominać i może w każdej chwili skierować pozew do sądu, a także (ponieważ bezprawnie pobrałaś nienależne Ci pieniądze, tworząc debet) złożyć zawiadomienie do organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ponadto każdego dnia zwiększa się kwota należności o nieprzerwanie biegnące odsetki. Co więc należy zrobić? Zapłacić natychmiast. Komu? Podmiotowi, który został upoważniony przez bank do windykacji należności. Czy można inaczej działać? Można, koledzy na pewno jeszcze podrzucą jakieś pomysły. Po co? Aby narobić sobie kłopotów i doprowadzić do zwiększenia długu. Czy już wszystko jasne?
 
Ostatnia edycja:
@Robilee Masz rację nie mam innego wyjścia, jak zadzwonić do Panfila i niech mi wyślą jakieś pismo, by jak najszybciej spłacić ten dług. W innym przypadku to tylko nerwy i narażanie się na większe koszty. Liczę, że uda się to załatwić bez większych problemów...
 
Dostałam dzisiaj list od Panfila z kwotą zadłużenia zbliżoną, jaką podała mi Pani z ING - nieco ponad 1300 zł. Zadzwoniłam do nich i dowiedziałam się, jakie jest zadłużenie na dzień dzisiejszy - wyszło o kilka zł wyższe i zrobiłam przelew na konto wskazane w tym liście. Pani z Panfila powiedziała, że jak wpłacę tę kwotę, to jestem czysta w banku. Ale chyba jeszcze zadzwonię do ING na początku tego tygodnia, bo ten bank to jakiś wielki żart.

Oczywiście Panfil zdążył już w styczniu skierować sprawę do e-sądu i niedługo dostanę pismo z nakazem spłaty 210 zł... To jakaś paranoja, bo postanowienie sądu o dziedziczeniu złożyłam w ING na koniec zeszłego roku. Ale głupia czekałam aż się ktoś do mnie odezwie, w końcu tyle szczegółowych danych podałam. Miesiąc temu okazało się po wizycie w placówce, że muszę powypełniać jeszcze jakieś wnioski i znowu wzięli od mnie to postanowienie. Kiedy dzwoniłam wczoraj do ING okazało się, że Pani łaskawie dopiero teraz prześle postanowienie sądowe do Panfila. Co najlepsze zanim połączono mnie z tą Panią, która zajmuje się moją sprawą, powiedzieli mi, że przecież żadnych dokumentów nie składałam i żebym poszła jeszcze raz do placówki. Powiedziałam, że już kiedyś dzwoniłam i mówiono mi, że te dokumenty są. Kazała mi poczekać i nagle... dokumenty się odnalazły.

W ogóle żeby uzyskać numer do jakiegoś śmiesznego departamentu ING, który zajmował się moją sprawą, trochę się namęczyłam. Pani w placówce dała mi numer, pod którym Pani wyśmiała mnie, że to nie ten departament, a jak się zapytałam o poprawny numer, to powiedziała, bym sobie poszukała. We wnioski, którego skan posiadam, jest jakiś inny numer, to pod niego dzwonię, a tu "nie ma takiego numeru" :) Dopiero sama w Internecie jakoś znalazłam numer tego departamentu. Jak ktoś nie ma internetu, to mu współczuję, bo odsetki rosą, a tu żadnej informacji.

Podsumowując, ING grało na zwłokę. Ani jednej informacji nie dostałam ani od Panfila ani od ING przez te 2 lata, dopiero dostałam jak było blisko przedawnienia.

Cieszę się jednak, że sprawa się wyjaśniła i polecam zapoznać się z tym tematem osobom, które mają jakieś odziedziczone długi w ING. Tak to wszystko działa...

Może to jeszcze nie koniec sprawy, bo jak miesiąc temu dzwoniłam do ING, to mówiono mi o długu 160 zł (jakieś prowizje od prowadzenia konta kiedy rodzice już nie żyli), a teraz nagle śpiewka się zmieniła na 1300 zł, bo przypomnieli sobie, że warto wspomnieć o tym, że to konto z limitem zadłużenia. Może mam jeszcze jakiś drugi dług u ING w związku z tym kontem po rodzicach, którym Panfil się już nie zajmuje (jeszcze)...
 
O czym Ty piszesz? Wcześniej pisałaś, że sama wybrałaś kasę z konta i zrobiłaś debet. A teraz nagle bank jest winien?
 
@Robilee O tym, że powstał debet dowiedziałam się wczoraj, a Ty piszesz, jakbym przez 2 lata o tym wiedziała. Chyba bank powinien jakoś kogoś informować, że jest taki debet, wysyłać jakieś pisma na adres zmarłego. Nie jestem niewinna i nie czuję się tak, bo zaniedbałam sprawę, nie próbując się dowiadywać na własną rękę co i jak.

Piszę co i jak, by przestrzec innych, którzy tak jak ja nie zainteresowali się zamknięciem konta zaraz po otrzymaniu postanowienia sądowego, a dopiero po 1,5 roku po tym - jakie są tego konsekwencje, ile to kosztuje i jak bank utrudnia sprawę.
 
Robilee napisał:
Gdy się wybiera bezprawnie pieniądze.

Nie zgadzam się z Twoją opinią. Jeśli uważasz, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby debet powstał tuż przed śmiercią rodziców (zostałby przez nich zaciągnięty), to się grubo mylisz. Tak samo nikt by o niczym nie informował i tak samo pisałabym tutaj na forum, że się dopiero o tym dowiedziałam.

Zrobił się off-topic. Dziękuję wszystkim za pomoc!
 
anitqa18 napisał:
sytuacja wyglądałaby inaczej

wygladałaby, bo przed śmiercią to mogłabyć dyspozycja rodzica, a po śmierci już nie

proszę porównać orzeczenie

http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/4B7E8735A0

Termin "wypłacenie" oznacza przeniesienie środków pieniężnych z funduszu ubezpieczeń społecznych do osoby, która je podejmuje (której środki te zostają wypłacone). Zaistniałe przesunięcie majątkowe nie następuje już na rzecz zmarłego, gdyż z chwilą śmierci utracił on zdolność prawną (art. 8 K.c.) i nie mógł przyjąć wypłaconego świadczenia, czego skutkiem byłoby wygaśnięcie roszczenia o jego wypłatę. ale na rzecz jego następcy prawnego. Błędne jest więc zapatrywanie, że po śmierci ubezpieczonego zasiłek chorobowy jest nadal jego prawem, a wypłata stanowi jedynie techniczną czynność wykonania tego świadczenia.
 
Powrót
Góra