S
SorbetTruskawkowy
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2015
- Odpowiedzi
- 5
Witajcie, od jakiegoś czasu czytam to forum, ale dopiero teraz postanowiłem zabrać się do napisania czegoś i poproszenia o pomoc, bo sam już sobie nie radzę z problemami. Kilka razy zamierzałem już tutaj poprosić o pomoc, ale nie miałem na tyle śmiałości i odwagi.
Nie będę owijać w bawełnę i zabieram się do pisania bo historia może być długa (postaram się opisać najszybciej jak się da mimo to).
5 lat temu pracowałem jako majordom/manager domu dla pewnej bardzo bogatej kobiety. Nie byłem zatrudniony nigdzie na papierze. Ponieważ byłem wobec niej bardzo lojalny, a ona miała chwilowe problemy finansowe (jak to bywa u bogatych osób, raz mają mnóstwo, za chwile nie mają za wiele po to żeby za chwilę mieć jeszcze więcej) zaproponowała mi, że zatrudni mnie na stanowisku managera w jednej ze swoich firm która zajmowała się dystrybucją alkoholu. Ponieważ życie tam miało ogromne tempo i pracowałem po 12-16 godzin dziennie przez 5,6 dni w tygodniu nabrała do mnie dużego zaufania i zaproponowała mi udział w jednym ze swoich biznesów które zamierzała otworzyć. Spotkaliśmy się z prawnikiem, osobami ze świata biznesu którzy którzy byli zainteresowani współpracą z nami (to byli prezesi dużych polskich firm, ludzie z rządu) i wszystko wyglądało bardzo obiecująco.
Poprosiła mnie i mojego kuzyna (obaj tam u niej pracowaliśmy, ale nie w tym rzecz, dla uproszczenia piszę tylko o sobie) żebyśmy pożyczyli z banków trochę pieniędzy,ponieważ to był czas kiedy ona nie mogła sfinansować całego przedsięwzięcia. Miał być to nasz wkład w zapoczątkowanie i rozwinięcie biznesu. Z racji, że jak wspomniałem nie byłem nigdzie z bratem zatrudniony a jej obietnica zatrudnienia w firmie zeszła gdzieś na dalszy plan w ferworze obowiązków, żaden bank nie dał by nam nawet grosza. Wówczas przygotowała dla nas umowy o pracę, które zostały podpisane rpzez prezesa firmy, osobiście zarejestrowała nas w zusie bo zależało nam na czasie, przygotowała druki RMUA dla nas itd. Bonifikatą dla mnie za ciężką pracę i brak dotychczasowej pensji miało być to, że zatrudniła mnie na pół roku wstecz z porządnymi zarobkami, które obiecała, ze zostaną wypłacone.
W konsekwencji tego wzięliśmy ok 250 tyś kredytów w różnych bankach. Wszystko miało zostać spłacone w ciągu około pół roku. Jako młodzi, naiwni, oczarowani mocą, siłą charakteru tej kobiety a także jej charyzmą oddaliśmy jej wszystkie pieniądze bez pokwitowania, bez umowy, żadnego weksla, nic, nada, nothing, nichts.
Za te pieniądze miała opłacać ludzi którzy mają jej pomóc w otworzeniu skądinąd skomplikowanego biznesu. Zapłaciliśmy też za jej jakieś bieżące zobowiązania które uniemożliwiały by rozpoczęcie działalności. Gdy pieniądze zaczynały się kończyć i zaczęliśmy tracić nadzieję, doszła do nas informacja, że szefowa sprzedała ziemię do której miała pełnomocnictwo do sprzedaży. Miała ją sprzedać za 3,5 mln zł działka z bocznicą kolejową (jeden z tematów biznesowych który się przewijał przez cały czas) gdzieś przy wieluniu (widziałem operat szacunkowy tej ziemi -7,8 mln, sprzedała za mniej bo to było zaraz po kryzysie w 2008/09 roku). Oczy nam rozbłysły, bo to znaczyło, że wszystkie plany wypalą i to wszystko nie jest wielką ściemą jak się nam zaczęło wydawać. Szefowa miała dostać zadatek za ten grunt w wysokości 1,25 mln.
I teraz następuje taki ciąg zdarzeń, jest 29 grudzień 2009. Jesteśmy bez grosza przy du..szy. Dzwoni szefowa i mówi do kuzyna -"Czy możesz użyczyć swojego konta w banku takim a takim, bo ja mam konto w innym banku, a kobieta która kupiła ziemię ma w tym co Ty więc jakby przelała na Twoje to jeszcze dzisiaj będziemy mieć pieniądze."
W nowy rok chcieliśmy wejść bez długów, chcieliśmy mieć jak świętować, więc kuzyn się zgodził. Na jego konto wpłynęło 1,25 mln zł. To miał być dopiero początek. Założyliśmy więc sp zoo. Ja zostałem prezesem, kuzyn czł. zarządu. Szefowa urządziłą remont swojej willi w której miała być nasza siedziba, zaczęła wyposażać ją w najnowsze technologie. Jeden z naszych partnetów biznesowych zauważył, że jednemu największych producentów win znanej marki kończy się czas kiedy ich znak towarowy (wina w sensie) jest objęty ochroną, a że miał wtyki w tej firmie dowiedział się, że ktoś nie opłacił na czas przedłużenia ochrony znaku towarowego. Szefowa kazała wykorzystać ten moment i udało się "przejąć" znak towarowy (nawet na stronie UP widniała taka informacja).
Przez 2,5 miesiąca traktowała kuzyna jak prywatny bankomat, aż kasa się skończyła. Oczywiście naciskaliśmy delikatnie, żeby spłaciła nasze długi, ale zaraz przecież miała być druga większa transza.
Wow, dużo tego wyszło, ale zaraz kończę. Jak ktoś dotrwał dotąd - dziękuję bardzo!
Kontakt nam się urwał na początku kwietnia 2010. Raty trzeba było płacić a nie było z czego. Drugiej transzy nie było a szefowa straciła ochotę na widywanie się z nami. Wyrzuciła z domu firmę remontową która rozbebeszyła jej cały dom w trakcie ich prac (kładli tam kilometry kabli). Okazało się że firma w której nas zatrudniła jest pustą wydmuszką, firmą słupem która nigdy nic nie robiła, nigdy nie miała żadnej kasy. Odezwała się do nas kobieta która przelała na konto kuzyna 1,25 bańki z pytaniem -"Proszę PANA! Gdzie są moje pieniądze o które miał pan obrócić na giełdzie w jeden miesiąc ze 100% zyskiem?!?!?!" - zdębieliśmy. Szefowa przedstawiła tej kobiecie, mojego kuzyna, którego nigdy nie widziała na oczy, że kuzyn jest mega hiper mistrzem magikiem giełdowym który zarobi jej w miesiąc 2,5 mln!
Jakby tego było mało, okazało się, że willa w której mieszkała nie jest jej tylko wynajmowała ją od przyjaciółki za bodajże 20k zł miesięcznie. Rozwaliła jej chałupę nieskończonym remontem o którym właścicielka nie miała zielonego pojęcia.
Udało się nam ustalić, że było jeszcze kilka osób które zostały podobnie oszukane jak my. W sumie przez pół roku wyłudziła od ludzi około 3 mln zł.
Zgłosiliśmy się na prokuraturę. Dostaliśmy zarzut współpracy z nią i przedstawianie fałszywych zaświadczeń o pracę. Byliśmy całą sytuacją tak zszokowani, że nawet nie probowaliśmy się bronić na prokuraturze z jakimkolwiek adwokatem, chcieliśmy tylko dobrze współpracować z organami ścigania. (Tutaj muszę powiedzieć o ogromnym błędzie który popełniłem na przesłuchaniach, może to kogoś ustrzeże. Opowiadałem prokuratorowi wszystko ze stanem wiedzy obecnym tj. ze nasze zatrunienie było lipne, nie dostawałem pieniędzy za pracę itd. Dzisiaj wiem, że powinienem był składać zeznania ze stanem wiedzy w okresie wykonywanych działań tj. że wszystko jest ok, legalnie, jesteśmy zatrudnieni itd.).
Efekt dostaliśmy na własne życzenie (dosłownie poprosiliśmy o wymierzenie nam kary) w wysokości 1,5 rok na 4 lata w zawieszeniu, a szefowa z duża ilością gotówki broniła się z pomocą jednego z lepszych karnistów w PL. PRzedstawiała dowody, że ma chorobę depresyjno maniakalną itd. itd. Trwało to 5 lat.
Kilka tygodni temu zakończyła się sprawa pomiędzy "szefową" a tą kobietą która przelała 1,25 i moim kuzynem. Kuzyn nigdy nie był oskarżonym a "szefowa" dostała 3 lata więzienia (bez zawiasów) podobno. Jednak przez okres tych 5 lat. Nie wiem jak wygląda sprawa jej w związku z naszymi kredytami i tego, że to ona podpisywała fałszywe zaświadczenia z firm do których nie miała jak się okazało żadnych praw.
To tak w bardzo dużym skrócie historia tego co się wydarzyło. Może trochę nazbyt dokładnie, za co przepraszam, ale jakoś tak mnie wciągnęło pisanie.
Przez tych kilka lat ponieważ nie spłacaliśmy zobowiązań które wzięliśmy, bo po prostu nie mieliśmy z czego, zaczęło się do nas dobijać sporo banków, windykatorów, komorników. Ja od kilku lat jestem bezrobotny. Mam zablokowane konta przez US za podatek od wynagrodzenia z lipnych firm, którego nigdy nie dostałem. Walczę z rożnymi zaburzeniami psychicznymi od tego czasu. Nie mam siły, motywacji i wiedzy co mam zrobić. Mam ogromne długi w ZUS bo rpzez ten czas miałem otwartą DG bo w ten sposób miałem ubezbieczenie, jednak nie płaciłem składek bo nie miałem z czego. DG miała byc formą odbioru wynagrodzenia z firmy w której szefowa zrobiła mnie prezesem.
Szczerze, nie widzę możliwości na spłatę tych zobowiązań które urosły już dzisiaj pewnie do ogromnych rozmiarów.
Co w ogóle mogę zrobić w takiej sytuacji? Ja kompletnie się na tym nie znam, tu wchodzi w grę wiele działek prawnych bo i podatkowe i ZUS i komornicy, windykacja.
Mam żonę z którą przed ślubem (w 2012) zawarliśmy rozdzielność majątkową. Wymeldować się z obecnego miejsca zamieszkania (mieszkają tu jeszcze moi rodzice, babcia, kuzyn i ja z żoną)? Coś to da? Da się jakoś umorzyć część długów? Których? Mogę zgłosić upadłość i czy to coś da?
Proszę pomóżcie.
Dziękuję, że przeczytaliście co napisałem i z góry dziękuję za każdą pomoc.
Edit: Wow na prawdę nie sądziłem, że tyle tego wyszło. Zrozumiem, jeżeli nie będzie się chciało wam czytać i przepraszam za tak długi tekst.
Nie będę owijać w bawełnę i zabieram się do pisania bo historia może być długa (postaram się opisać najszybciej jak się da mimo to).
5 lat temu pracowałem jako majordom/manager domu dla pewnej bardzo bogatej kobiety. Nie byłem zatrudniony nigdzie na papierze. Ponieważ byłem wobec niej bardzo lojalny, a ona miała chwilowe problemy finansowe (jak to bywa u bogatych osób, raz mają mnóstwo, za chwile nie mają za wiele po to żeby za chwilę mieć jeszcze więcej) zaproponowała mi, że zatrudni mnie na stanowisku managera w jednej ze swoich firm która zajmowała się dystrybucją alkoholu. Ponieważ życie tam miało ogromne tempo i pracowałem po 12-16 godzin dziennie przez 5,6 dni w tygodniu nabrała do mnie dużego zaufania i zaproponowała mi udział w jednym ze swoich biznesów które zamierzała otworzyć. Spotkaliśmy się z prawnikiem, osobami ze świata biznesu którzy którzy byli zainteresowani współpracą z nami (to byli prezesi dużych polskich firm, ludzie z rządu) i wszystko wyglądało bardzo obiecująco.
Poprosiła mnie i mojego kuzyna (obaj tam u niej pracowaliśmy, ale nie w tym rzecz, dla uproszczenia piszę tylko o sobie) żebyśmy pożyczyli z banków trochę pieniędzy,ponieważ to był czas kiedy ona nie mogła sfinansować całego przedsięwzięcia. Miał być to nasz wkład w zapoczątkowanie i rozwinięcie biznesu. Z racji, że jak wspomniałem nie byłem nigdzie z bratem zatrudniony a jej obietnica zatrudnienia w firmie zeszła gdzieś na dalszy plan w ferworze obowiązków, żaden bank nie dał by nam nawet grosza. Wówczas przygotowała dla nas umowy o pracę, które zostały podpisane rpzez prezesa firmy, osobiście zarejestrowała nas w zusie bo zależało nam na czasie, przygotowała druki RMUA dla nas itd. Bonifikatą dla mnie za ciężką pracę i brak dotychczasowej pensji miało być to, że zatrudniła mnie na pół roku wstecz z porządnymi zarobkami, które obiecała, ze zostaną wypłacone.
W konsekwencji tego wzięliśmy ok 250 tyś kredytów w różnych bankach. Wszystko miało zostać spłacone w ciągu około pół roku. Jako młodzi, naiwni, oczarowani mocą, siłą charakteru tej kobiety a także jej charyzmą oddaliśmy jej wszystkie pieniądze bez pokwitowania, bez umowy, żadnego weksla, nic, nada, nothing, nichts.
Za te pieniądze miała opłacać ludzi którzy mają jej pomóc w otworzeniu skądinąd skomplikowanego biznesu. Zapłaciliśmy też za jej jakieś bieżące zobowiązania które uniemożliwiały by rozpoczęcie działalności. Gdy pieniądze zaczynały się kończyć i zaczęliśmy tracić nadzieję, doszła do nas informacja, że szefowa sprzedała ziemię do której miała pełnomocnictwo do sprzedaży. Miała ją sprzedać za 3,5 mln zł działka z bocznicą kolejową (jeden z tematów biznesowych który się przewijał przez cały czas) gdzieś przy wieluniu (widziałem operat szacunkowy tej ziemi -7,8 mln, sprzedała za mniej bo to było zaraz po kryzysie w 2008/09 roku). Oczy nam rozbłysły, bo to znaczyło, że wszystkie plany wypalą i to wszystko nie jest wielką ściemą jak się nam zaczęło wydawać. Szefowa miała dostać zadatek za ten grunt w wysokości 1,25 mln.
I teraz następuje taki ciąg zdarzeń, jest 29 grudzień 2009. Jesteśmy bez grosza przy du..szy. Dzwoni szefowa i mówi do kuzyna -"Czy możesz użyczyć swojego konta w banku takim a takim, bo ja mam konto w innym banku, a kobieta która kupiła ziemię ma w tym co Ty więc jakby przelała na Twoje to jeszcze dzisiaj będziemy mieć pieniądze."
W nowy rok chcieliśmy wejść bez długów, chcieliśmy mieć jak świętować, więc kuzyn się zgodził. Na jego konto wpłynęło 1,25 mln zł. To miał być dopiero początek. Założyliśmy więc sp zoo. Ja zostałem prezesem, kuzyn czł. zarządu. Szefowa urządziłą remont swojej willi w której miała być nasza siedziba, zaczęła wyposażać ją w najnowsze technologie. Jeden z naszych partnetów biznesowych zauważył, że jednemu największych producentów win znanej marki kończy się czas kiedy ich znak towarowy (wina w sensie) jest objęty ochroną, a że miał wtyki w tej firmie dowiedział się, że ktoś nie opłacił na czas przedłużenia ochrony znaku towarowego. Szefowa kazała wykorzystać ten moment i udało się "przejąć" znak towarowy (nawet na stronie UP widniała taka informacja).
Przez 2,5 miesiąca traktowała kuzyna jak prywatny bankomat, aż kasa się skończyła. Oczywiście naciskaliśmy delikatnie, żeby spłaciła nasze długi, ale zaraz przecież miała być druga większa transza.
Wow, dużo tego wyszło, ale zaraz kończę. Jak ktoś dotrwał dotąd - dziękuję bardzo!
Kontakt nam się urwał na początku kwietnia 2010. Raty trzeba było płacić a nie było z czego. Drugiej transzy nie było a szefowa straciła ochotę na widywanie się z nami. Wyrzuciła z domu firmę remontową która rozbebeszyła jej cały dom w trakcie ich prac (kładli tam kilometry kabli). Okazało się że firma w której nas zatrudniła jest pustą wydmuszką, firmą słupem która nigdy nic nie robiła, nigdy nie miała żadnej kasy. Odezwała się do nas kobieta która przelała na konto kuzyna 1,25 bańki z pytaniem -"Proszę PANA! Gdzie są moje pieniądze o które miał pan obrócić na giełdzie w jeden miesiąc ze 100% zyskiem?!?!?!" - zdębieliśmy. Szefowa przedstawiła tej kobiecie, mojego kuzyna, którego nigdy nie widziała na oczy, że kuzyn jest mega hiper mistrzem magikiem giełdowym który zarobi jej w miesiąc 2,5 mln!
Jakby tego było mało, okazało się, że willa w której mieszkała nie jest jej tylko wynajmowała ją od przyjaciółki za bodajże 20k zł miesięcznie. Rozwaliła jej chałupę nieskończonym remontem o którym właścicielka nie miała zielonego pojęcia.
Udało się nam ustalić, że było jeszcze kilka osób które zostały podobnie oszukane jak my. W sumie przez pół roku wyłudziła od ludzi około 3 mln zł.
Zgłosiliśmy się na prokuraturę. Dostaliśmy zarzut współpracy z nią i przedstawianie fałszywych zaświadczeń o pracę. Byliśmy całą sytuacją tak zszokowani, że nawet nie probowaliśmy się bronić na prokuraturze z jakimkolwiek adwokatem, chcieliśmy tylko dobrze współpracować z organami ścigania. (Tutaj muszę powiedzieć o ogromnym błędzie który popełniłem na przesłuchaniach, może to kogoś ustrzeże. Opowiadałem prokuratorowi wszystko ze stanem wiedzy obecnym tj. ze nasze zatrunienie było lipne, nie dostawałem pieniędzy za pracę itd. Dzisiaj wiem, że powinienem był składać zeznania ze stanem wiedzy w okresie wykonywanych działań tj. że wszystko jest ok, legalnie, jesteśmy zatrudnieni itd.).
Efekt dostaliśmy na własne życzenie (dosłownie poprosiliśmy o wymierzenie nam kary) w wysokości 1,5 rok na 4 lata w zawieszeniu, a szefowa z duża ilością gotówki broniła się z pomocą jednego z lepszych karnistów w PL. PRzedstawiała dowody, że ma chorobę depresyjno maniakalną itd. itd. Trwało to 5 lat.
Kilka tygodni temu zakończyła się sprawa pomiędzy "szefową" a tą kobietą która przelała 1,25 i moim kuzynem. Kuzyn nigdy nie był oskarżonym a "szefowa" dostała 3 lata więzienia (bez zawiasów) podobno. Jednak przez okres tych 5 lat. Nie wiem jak wygląda sprawa jej w związku z naszymi kredytami i tego, że to ona podpisywała fałszywe zaświadczenia z firm do których nie miała jak się okazało żadnych praw.
To tak w bardzo dużym skrócie historia tego co się wydarzyło. Może trochę nazbyt dokładnie, za co przepraszam, ale jakoś tak mnie wciągnęło pisanie.
Przez tych kilka lat ponieważ nie spłacaliśmy zobowiązań które wzięliśmy, bo po prostu nie mieliśmy z czego, zaczęło się do nas dobijać sporo banków, windykatorów, komorników. Ja od kilku lat jestem bezrobotny. Mam zablokowane konta przez US za podatek od wynagrodzenia z lipnych firm, którego nigdy nie dostałem. Walczę z rożnymi zaburzeniami psychicznymi od tego czasu. Nie mam siły, motywacji i wiedzy co mam zrobić. Mam ogromne długi w ZUS bo rpzez ten czas miałem otwartą DG bo w ten sposób miałem ubezbieczenie, jednak nie płaciłem składek bo nie miałem z czego. DG miała byc formą odbioru wynagrodzenia z firmy w której szefowa zrobiła mnie prezesem.
Szczerze, nie widzę możliwości na spłatę tych zobowiązań które urosły już dzisiaj pewnie do ogromnych rozmiarów.
Co w ogóle mogę zrobić w takiej sytuacji? Ja kompletnie się na tym nie znam, tu wchodzi w grę wiele działek prawnych bo i podatkowe i ZUS i komornicy, windykacja.
Mam żonę z którą przed ślubem (w 2012) zawarliśmy rozdzielność majątkową. Wymeldować się z obecnego miejsca zamieszkania (mieszkają tu jeszcze moi rodzice, babcia, kuzyn i ja z żoną)? Coś to da? Da się jakoś umorzyć część długów? Których? Mogę zgłosić upadłość i czy to coś da?
Proszę pomóżcie.
Dziękuję, że przeczytaliście co napisałem i z góry dziękuję za każdą pomoc.
Edit: Wow na prawdę nie sądziłem, że tyle tego wyszło. Zrozumiem, jeżeli nie będzie się chciało wam czytać i przepraszam za tak długi tekst.