R
rozbita myslami
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2012
- Odpowiedzi
- 3
Witam. Moze zaczne od samego poczatku.A wiec aktualnie jestem mama rocznego chlopczyka. Mieszkamy we Francji. Urodzilam tutaj,wiec moj syn ma dwa obywatelstwa. Jestem w zwiazku z partnerem od 3 lat. On mieszka tu od ok. 12 lat wiec ma francuskie obywatelstwo. W zyciu jak u kazdego raz bylo dobrze raz zle. Ostatnimi czasy cos sie zepsulo i nie potrafimy ze soba rozmawiac. W sumie nasza kazda konczyla sie nieporozumieniem,z czego wynikamy konflikty. Przestalismy miec do siebie szacunek,krzywdzimy siebie nawzajem tylko co gorsza-wszystko to widzi nasz synek. Partner odszedl z pracy. Jest bezrobotny na dzien dzisiejszy. Kiedys lubil pogrywac w pokera czy gry hazardowe. Uwazal,ze moze to byc dobry pomysl na powiekszego naszego portfela. Z tym,ze ja uwazam inaczej. Mozna grac,ale nie od razu nastawiac sie na bogactwo. Jest to dla mnie troche bezmyslne nastawienie do hazardu. Uwazam,ze tylko uczciwa praca czlowiek moze dojsc do czegos. Nic nie przychodzi z latwoscia i ot tak. Owszem niektorzy maja troche szczescia i wygrywaja. Ale zycie nie toczy sie na ciaglym kombinowaniu by wyjsc z dokla finansowego. Na co dzien zajmuje sie synkiem,nie moge sie przemoc do nauki francuskiego,byc moze z obawy,ze nie znajac praw francuskich uznaje,ze nikt sie nim nie zajmie,kiedy ja zechce juz gdzies pojsc do pracy. Powiem,ze nie mam od samego poczatku zadnego wsparcia od partnera. Nawet z wlasnego siebie nie probuje mi pomoc w nauce. Jestem na obczyznie sama,z dala od rodziny,wiedzialam na co sie pisze. Ale nie myslalam,ze nie otrzymam wsparcia od najblizszej osoby memu sercu. Cos we mnie pekla,zaczynamy sie oddalac. Mysle tez nad odejsciem od niego,bo mam dosc znecania sie psychicznego nade mna. Szkoda mi zycia,gdy dziecko rosnie w oczach,a wiem,ze chociaz dla niego warto sie starac o lepsze jutro,o lepszy byt. Wydaje mi sie,ze partner nie zdaje sobie sprawy,ze zostal ojcem i przeroslo to jego oczekiwania. Nigdy nie zapytal czy malemu jest cos potrzebne. Ostatnio nawet doszlo do tego,ze dziecko nie mialo kaszy. Zaniedbuje nas troche. Juz nie pamietam zebym kupila cos dla syna takiego zeby nie czuc sie ze wydaje czyjes pieniadze. Bycie i zycie ze swiadomoscia,ze jest sie na czyims utrzymaniu jest okropne. Nie mam wlasnego grosza,zeby nie musiec prosic od partnera. Przechodzac do sedna sprawy. Chce odejsc od niego,chce zapewnic byt synowi. Partner mowi,ze nigdzie nie wyjade z jego synem. Nie wiem czy ma takie prawo mi go odebrac,skoro nie jestesmy malzenstwem a zyjemy w konkubinacie. Jedyne co ma po nim to nazwisko. Chcialabym wniesc sprawe o alimenty. Bo to mi przysluguje,przysluguje dziecku. Chce sprobowac podjac prace w polskiej firmie(mam na dniach rozmowe w tej sprawie). Na razie nie wyjezdzajac z kraju chce sprobowac wlasnych sil,stanac na nogi tylko nie wiem od czego zaczac. Wiem,ze dach nad glowa,praca i wyzywienie to podstawa. Co moge zrobic w swej sytuacji? Dodam,ze partner jest bardzo agresywny,juz z 5 razy popchnal mnie(nie wiem czy boi sie mnie uderzyc,zeby nie miec do czynienia z policja),nie przebiera w slowach. Czuje sie zerem.. Zniszczyl mnie.. Prosze o jakakolwiek pomoc... dziekuje..