Całkowicie niezdolny do pracy a podjęcie pracy.

  • Autor wątku Autor wątku dallas
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
D

dallas

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2009
Odpowiedzi
29
W temacie tego topiku jest samo wykluczenie pojęcia, ale w Polsce jest wiele takich niedorzeczności.
Jestem rencistą (II grupy dawnej ) a teraz " całkowicie niezdolny do pracy ".
W związku z tym mam pytanie:
1.Czy mogę się zatrudnić w każdym zakładzie pracy, czy tylko w zakładzie pracy chronionej.
2. Jakie kryteria muszę spełnić, abym mógł podjąć pracę.
3.Czy są jakieś przepisy ( wytyczne ) mówiące o zatrudnianiu ludzi z taką grupą inwalidzką.
Bardzo proszę o odpowiedź.
Pozdrawiam.
 
W podtekście jest "Całkowicie niezdolny do pracy [w warunkach niedostosowanych]". Czyli lekką pracę niezagrażającą zdrowiu można wykonywać.
Każdy może pracować, jeśli tylko czuje się na siłach. Nikt tego nie może zabronić.

1. Możesz w każdym, o ile lekarz pracy da pozwolenie (tak samo jak to ma się w przypadku ludzi bez grupy czy renty, zawsze takie badania są obowiązkowe przed podjęciem pracy, zazwyczaj są tylko formalnością)

W ZPCH masz na 100% zapewnione ulgi (ale i raczej marne zarobki), na wolnym rynku różnie bywa, czasem pracodawcy nie chcą zatrudniać właśnie z racji tych ulg (choć oni też mają zwroty i dofinansowania z tej racji, ale u nas to ciemnogród czasem w tej dziedzinie)

2. Nie rozumiem pytania. Kryteria to zazwyczaj ustanawia pracodawca, jakiego chce pracownika i pytanie czy Ty im sprostasz.

3. Jest ich sporo. Proszę poszukać przez google (może zaraz poszukam), z tego co pamiętam, to 7 godzinny etat (tak samo płacony jak dla innych 8 godzinny), dodatkowa przerwa 15 minut, czyli w sumie 30 minut dziennie,
po roku stażu pracy od orzeczenia (obojętnie gdzie, niekoniecznie w tej samej pracy) dodatkowy urlop 10 dni rocznie.
 
Dziękuję za odpowiedź.
Bardzo mi pomogła.
Pozdrawiam
 
Nie ma za co, temat znam z autopsji, więc nic nie stoi na przeszkodzie pomóc czy doradzić innym ;)
Pozdrawiam również i powodzenia. Oby tylko renty na następnej komisji nie zabrali (chyba że była na stałe). Niestety często to się zdarza, choć prawnik tutaj zaprzeczał (ciekawe ile razy stawał na komisji? ;>
Ale teoria i praktyka to nie to samo. Ja znam temat od lat, stawałam na kilkunastu komisjach, poznałam kilkudziesięciu ludzi, co również zmają ZUS od każdej strony z autopsji i niestety ZUS oszczędza na kim się da i "uzdrawiają" ludzi, ale tylko na swoich orzeczeniach.
 
Już odpowiadam.
Na komisję staję co 3 lata. Niestety, ale mam ten dylemat. Niby można pracować mając taką grupę inwalidzką, jednak orzecznicy to roboty, a i prawo i definicja grupy inwalidzkiej jest taka jaka jest. Mógłbym napisać książkę o moich komisjach. Rentę mam od 1990 roku. Niestety, ale nie zdążyłem dostać na stałe jak zmieniły się przepisy. Nie pracowałem jeszcze, ale życie jest coraz droższe a opłaty zjadają mi 80% renty, więc nie ma za co żyć. Nie mówiąc o lekach. Poza tym zwariuję już siedząc bezczynnie w domu. Większość ludzi zatrudnia się do pracy a przed komisją zwalnia.
To głupie, ale tak jest.
Pozdrawiam
 
To brzmi absurdalnie, ale domyślam się, że to prawda. Tylko na papierze wszystko wygląda pięknie, że można pracować. A mnie zabrali rentę nawet mimo że nie pracuję (właśnie ze względu na zdrowie, nie inne okoliczności) . Miałam 11 lat, na komisje stawałam najpierw co rok, później co 2, przez te 11 lat zgadzali się, że nie jestem zdolna do pracy, a nagle (jak zdrowie się pogorszyło nawet) że już "nie jestem niezdolna". Książkę też by można o tym napisać, niestety bez szczęśliwego zakończenia. Życie coraz droższe, leki coraz droższe, ze zdrowiem coraz gorzej, a nie mam nic, ani pracy ani renty i przede wszystkim zdrowia.
Odwołania to też była jakaś farsa. Ja już nie rozumiem tej instytucji w o ogóle.
Wszystko w ZUS-ie jest nieprzewidywalne i subiektywne, nikt nie zmierzy bólu i ułomności. Musieliby sami być chorzy na wszystkie choroby świata, żeby umieć ocenić innych sprawiedliwie.
Powodzenia w znalezieniu pracy, oby zdrowie się nie pogarszało i nie zabrania renty życzę, bo teraz przecież ZUS oszczędza i coraz trudniej.
 
(ciekawe ile razy stawał na komisji? ;>
ponad 20 razy w ciągu 25 lat :)
Co do "całkowicie niezdolny do pracy", to:..... w wyuczonym i wykonywanym zawodzie. Zawód można zmienić i wówczas nie będzie tej "niezdolności do pracy". :)
 
Janusz M. napisał:
ponad 20 razy w ciągu 25 lat :)
Co do "całkowicie niezdolny do pracy", to:..... w wyuczonym i wykonywanym zawodzie. Zawód można zmienić i wówczas nie będzie tej "niezdolności do pracy". :)

To dlaczego zabierają gdy ani nie ma wyzdrowienia ani zmiany/nowego zawodu?
Teoria to jedno, a praktyka, co robią, to drugie. Jedni widać mają szczęście, inni (większość) nie.
 
Janusz M. napisał:
ponad 20 razy w ciągu 25 lat :)
Co do "całkowicie niezdolny do pracy", to:..... w wyuczonym i wykonywanym zawodzie. Zawód można zmienić i wówczas nie będzie tej "niezdolności do pracy". :)

Ale to też właśnie dowód na to, że jak się zacznie pracować w innym zawodzie (niekoniecznie wyuczonym), to właśnie niezdolność może przestać być orzeczana.
Czyli zaprzecza to temu, co Pan (lub ktoś inny - nie pamiętam) pisał, że wcale ZUS nie zabiera renty po podjęciu pracy.
To jest nieprzewidywalne i tego nikt nie może wiedzieć. Zależy, na jakiego się trafi orzecznika.
 
Fakt tylko w ten sposób dokładnie wypełniając ten przepis można dojść do wniosku, że ZUS i cała ta komisja lekarska nikomu nie jest potrzebna oprócz siebie. Konkretnie po to, aby urzędnicy i orzecznicy mieli gdzie pracować i brać całkiem niezłe pensje.
Jeśli miałbym być brutalny to każdy inwalida, który pobiera rentę może gdzieś pracować.
Pójdę w swej brutalności jeszcze dalej i powiem, że każdemu choćby nie wiem jak choremu człowiekowi można dobrać jakąś pracę, byle był chętny pracodawca zatrudnić lub stworzyć takie stanowisko. To są takie absurdy, że tu nie można kierować się zdrowym rozsądkiem. Poza tym lekarze orzecznicy zasłaniają się właśnie takim podejściem, że nikt nie zaprzecza, że jesteśmy chorzy. On ma stwierdzić przydatność do pracy. A jak już pisałem wcześniej, każdemu można dobrać jakąś pracę.
Z tąd też można mieć wiele zastrzeżeń co do kompetencji lekarskich. Jestem obciążony chorobą genetyczną. ZUS ma zgromadzoną dokumentację dotyczącą tej choroby od wielu lat, można rzec kompendium wiedzy a jak idę na komisję to lekarz najpierw pyta czy gdzieś pracuje a potem " co mi dolega " ( jakbym przyszedł do lekarza rodzinnego ) Aż mnie świerzbi, żeby odpowiedzieć, że mam katar i mnie kaszle.
Co do odwołania od orzeczenia to jeśli możesz to nie pasuj. Idź dalej do sądu. Wiem, że to jest droga przez mękę, ale nie ma co odpuszczać.
 
Tak, to wszystko jest absurdalne i jak pisałam subiektywne, bo jednak jednym dają renty,a drugim nie. Zreszta zdolnośc czy nie do pracy to jedno, bo jak mówisz, na siłę każdemu coś się wymyśli (szkoda, że mnie ZUS nie wymyślił, zabierając rentę), ale jeszcze jedno - żeby praca nie szkodziła, tego już nie biorą pod uwagę.

Mnie po 11 latach z pogarszajacym stanem zdrowia dali orzeczenie, że nie jestem niezdolna, nie tłumacząc, ani na czym polega poprawa, zmiana sytuacji, ani nie wskazując zawodu, jaki mogę wykonywać.
Nikt mnie nie chce zatrudnić na niepełny etat, na cały nie jestem w stanie i wylądowałam na stażu z urzędu pracy. I teraz powinnam (szkoda, że nie ma takiej mozliwości) zaskarżyć ZUS, że ocenia mnie jako zdolną do pracy, to dlaczego po tym stażu diametralnie zdrowie pogorszyło mi sie jeszcze bardziej, połowę spędziłam na zwolnieniach, ale kogo to obchodzi?? Na pewno nie ZUS.

Zdaniem ZUS-u - jestem zdolna do pracy, zdaniem lekarzy - praca szkodzi i zalecają bardzo oszczędny tryb życia. I jakie wyjście z tej sytuacji?
Na sąd już za późno, na kolejne złożenie o rentę nie mam stażu pracy i raczej nie dam rady go wyrobić.
 
Tylko, że ja stawałem na różne komisje nie teoretycznie, a praktycznie.
Natomiast - różni są orzecznicy, różni są renciści - znam co najmniej kilkudziesięciu, co nie powinno nigdy dostać renty. Znam też orzeczników, co nie powinni pełnić tych funkcji.
 
Janusz M. napisał:
Tylko, że ja stawałem na różne komisje nie teoretycznie, a praktycznie.
Natomiast - różni są orzecznicy, różni są renciści - znam co najmniej kilkudziesięciu, co nie powinno nigdy dostać renty. Znam też orzeczników, co nie powinni pełnić tych funkcji.

No i tu się zgadzam, choć zdecydowanie więcej jest tych, którym niesłusznie zabierają renty niż dają niesłuszne.

PS. Teoria - chodziło mi o to, że nie powinni zabrać renty po podjęciu pracy (co ktoś pisał), a komisja niestety tylko praktycznie, nie ma innej opcji, tylko naocznie, namacalnie z orzecznikiem ;)
 
Zdecydowanie więcej jest tych co w przeszłości otrzymali niesłusznie renty. Powtarzam raz jeszcze, że bycie inwalidą nie zawsze oznacza braku zdolności do pracy.
 
Janusz M. napisał:
Powtarzam raz jeszcze, że bycie inwalidą nie zawsze oznacza braku zdolności do pracy.

Komu? Ja o tym wiem i ciągle o tym piszę. Używam słów zdolności bądź nie, a nie inwalidztwa, przecież to odrębne sposoby orzekania.
 
Nie tylko odrębne sposoby orzekania, ale biorące pod uwagę inne czynniki, przecież pisałam o tym i nie tylko ja. Komisja ma oceniać, kto jest zdolny do pracy, czy praca jest możliwa itd.
Ktoś tutaj miał inne zdanie? Nie zauważyłam.
 
Powrót
Góra