Chomik,policja,longpress

  • Autor wątku Autor wątku lola123
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Z Longpress jest tak:
Pan Zbigniew k. W swoich zeznaniach twierdzi że pobrał plik w celu jego zweryfikowania.
Dokłada do tego wydrukowany printscren pliku na koncie a obok printscren z giełdy papierów wartościowych.
Twierdzi dalej w swoich zeznaniach jak z telenoweli że plik był pobierany tysiące razy i naraziło go to na tak wielkie straty że musiał zamknąć szkołę.
Dołączony jest też wydruk pierwsze strony tego podręcznika.

Dodam od siebie że umowa na opracowanie podręczników była jako materiał dydaktyczny dla szkoły językowej a nie do handlu w sieci.
Oczywiście w jednym z którychś z kolei zeznań Pan Zbigniew K. twierdzi że nie sprzedawał nigdy tych podręczników w sieci.

Wystarczy wejść na stronę wydawnictwa i kłamstwo samo wychodzi.
Jest tam wiele takich dziwnych historii. Wystarczy wziąć odpis i czytać, czytać i jeszcze raz czytać.
 
A może tak:
Pan Zbigniew twierdzi, że ustalono, iż przy pomocy konta na portalu, zarejestrowanego na dane i email pana X rozpowszechniano książkę, do której prawa autorskie posiada on. Licencja na rozpowszechnianie tej książki w sieci kosztuje 50 000 złotych. Pan Zbigniew może zatem zażądać od tego, kto książkę rozpowszechniał 150 000 złotych. Nie ma przy tm znaczenia czy ktokolwiek książkę ściągnął.
Czy książkę przy pomocy tegoż konta rozpowszechniał pan X? To trzeba ustalić. Jak? Na przykład uzyskując informację od portalu o adresie IP, z którego nastąpiło logowanie do portali, po którym książka została zachomikowana/udostępniona, a potem uzyskując informację o ISP o abonencie przypisanym do tegoż IP. Jak się przypadkiem okaże, że to również jest pan X lub chociażby końcówka sieciowa znajduje się w lokalu, w którym pan X zamieszkuje, to mamy pana X na przysłowiowym talerzu.
 
I w takiej sytuacji się z Tobą zgadzam, co zaznaczyłem mówiąc o powiązanych danych osobowych. Natomiast jeżeli konto zostało zarejestrowane na adres email, który nie istnieje, podane dane osobowe nie mają kompletnie sensu, a właścicielem łącza przypisanego do IP jest np. 70-letnia babcia u której czasem przebywają dzieci i wnuki to wydaje mi się, że ciężko będzie dochodzić odszkodowania nawet na drodze cywilnej.

Inna sprawa, że w opisanej przez Ciebie sytuacji sprawa ma chyba duże szanse zakończyć się skazaniem już na etapie postępowania karnego.
 
W moje sprawie tysiące razy czytałem wraz ze znajomymi wszystkie zgromadzone dokumenty sądowe.
Nie ma w nich nawet jednego świstka świadczącego o tym, że Pan Zbigniew posiada licencję.
Może jestem głupi i ślepy ale posiadam wszystkie dokumenty sądowe w mojej sprawie i nie ma, podkreślam jeszcze raz że nie ma nic o posiadanej licencji. Jedynym co jest w dokumentach z okresu gdy były wniesione wszystkie pozwy to umowa na sporządzenie materiałów dydaktycznych dla szkoły językowej a nie dla Pana Zbigniewa. Pan Zbigniew tylko reprezentował szkołę podczas podpisania umowy. Pozwy składane są już nie jako szkoła tylko Pan Zbigniew.Rozumiem że z powodu nr NIP itd. Ale to dalej jest wszystko bezpodstawne bo dopiero w aneksie do umowy z końca 2013 roku okazuje się że cała umowa była do d..y i była nic nie znaczącym świstkiem.

Skoro materiały były sporządzone na potrzeby szkoły jako materiały dydaktyczne i nie ma nigdzie mowy o rozpowszechnianiu ich w jakikolwiek inny sposób ani licencji. Skoro potwierdzeniem tego faktu są zeznania Pana Zbigniewa który twierdzi że nigdy nie rozpowszechniał ich w sieci ani ich nie sprzedawał śmiem domniemać że:

Policja, prokuratura nie zagłębiła się w temat, nic nie sprawdziła i walnęła babola sugerując się takimi zeznaniami i dokumentami.
Nikt nie sprawdził że jest sklep internetowy należący do Pana Zbigniewa w którym te podręczniki są sprzedawane.

Do końca 2013 roku Pan Zbigniew nie miał żadnych praw do tych dzieł, wszelkie dane osobowe uzyskane przez prokuraturę na podstawie doniesienia Pana Zbigniewa właśnie z tamtego okresu można uznać za ich wyłudzenie.

Wszystkie sprawy, wyroki i grzywny z tamtego okresu są błędem i zaniedbaniem policji i prokuratury.

Zaraz ktoś powie, że to niemożliwe aby tak było.

Żyjemy w Polsce i tu wszystko jest możliwe.

Maszyna ruszyła, trybiki się kręcą i kto ma za to wszystko teraz odpowiedzieć ?
Ktoś z policji czy z prokuratury przyzna się do niedopełnienia obowiązków i sprawdzenia wszystkiego ?

Ktoś weźmie to na klatę i wszystkie wydane wyroki i przysądzone grzywny zostaną zwrócone ?
Kto to zrobi i kto to zwróci ?
 
andyandy napisał:
... Nie ma w nich nawet jednego świstka świadczącego o tym, że Pan Zbigniew posiada licencję. ...
O jakiej licencji piszesz? Z treści wcześniejszych postów można wywnioskować, że jest on autorem opracowania, zatem żadnej licencji nie potrzebuje.
 
LeszsekS napisał:
że jest on autorem opracowania, zatem żadnej licencji nie potrzebuje.
Raczej nie, cytat jaki można znaleźć na stronach prowadzących kursy:
Autorami materiałów do nauki języka włoskiego "Italiano - Metodo Diretto" są metodycy z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

A to cytat ze strony Longpress:
Dotychczas wydaliśmy materiały do takich języków jak język niemiecki i język włoski, których autorami są pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Nigdzie nie ma jednak podanych dokładnych autorów, a przynajmniej ja nie znalazłem.
 
Z tych informacji nada nie wynika, że autorem opracowania nie jest ów Pan. Wskazywanie autorów materiałów wykorzystanych w opracowaniu to ustawowy obowiązek. Może uściślijcie dokładnie wiedzę o jaki i czyjego autorstwa utwór chodzi.

PS.
Opracowanie cudzego utworu jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
 
W moim przypadku chodzi o "Italiano - Metodo Diretto - Libro 1"

Już wszystko wiem, zajrzałem na postanowienie o przeszukaniu i są tam wymienione nazwiska 3 autorów (I. K..k. / C. S...e / R. S...i) wśród których nie ma osoby, która złożyła doniesienie jako poszkodowana, czyli pan Zbigniew Krzempek prowadzący DW. Longpress.

Jakby co mogę podać pełne nazwiska albo wrzucić ten fragment z pełnymi nazwiskami autorów, ale nie wiem czy jest sens.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Z ich informacji można wywnioskować, że posiadają prawa autorskie majątkowe do tego utworu co najmniej od 1 stycznia 2006.
 
Tego ja już nie neguję, bez oskarżenia nie mam dostępu do akt i nie wiem jakimi umowami posługuje się właściciel Longpressu, ale czy teoretycznie gdyby było tak jak pisze andyandy, że pierwotna umowa była w jakiś sposób nieprawidłowo sporządzona, np. użyto by w niej sformułowań typu "przeniesienie praw autorskich" zamiast "przeniesienie autorskich praw majątkowych" to czy prokuratura / sąd mogłyby uznać ją za nieważną?
 
Pierwotna umowa była totalnym nic nie wartym śmieciem o czym mówi właśnie aneks z końca 2013 roku którego nie ma w wielu postępowaniach i ani prokuratorzy ani sędziowie ani poszkodowani nie wiedzą o jego istnieniu.

Nigdzie w pierwotnej umowie nie ma nawet słowa o przeniesieniu jakichkolwiek autorskich praw majątkowych.

LeszsekS
Pan Zbysio nie jest absolutnie autorem żadnego z podręczników nawet w tysięcznej %

Tak jak napisałem. Policja, sędziowie i prokuratorzy nie maja pojęcia co robią bo im się nie chciało zagłębiać, czytać i sprawdzać.
Pan Zbysio napisał zeznania i na ich podstawie to się rozkręciło.

Wszystko co się stało działo się bezprawnie do końca 2013 roku.
Każdy pozew,każdy wyrok, każda wpłata dla longpress. wszystko totalnie.
Do końca 2013 roku wszelkie prawa do podręczników mieli tylko ich autorzy a nie był to w żadnym przypadki Pan Zbysio K.

W rozmowie telefonicznej z autorami podręczników uzyskałem informację że podczas podpisywania aneksów Pan Zbysio nie powiedział nic o tym co sie dzieje w sądach w całym kraju i do czego aneks jest mu potrzebny. Powiedział tylko że umowa była błędna i trzeba ą poprawić. O tym że tyle osób jest naciągnięte przez Longpress wiedzą od kilku osób które zadały sobie trud i je odnalazły. Autorzy mówią nie mają pojęcia czy mogą teraz cokolwiek z tym zrobić. Mówią, że ich imię i nazwisko w takim procederze to wielki wstyd.
 
Dodatkowo prostą i zastanawiającą sprawą powinien być fakt iż odkąd stało się głośno o firmie Longpress i jej poczynaniach, wiele portali internetowych, dziennikarzy i telewizji chciało spotkać się z panem Zbysiem i porozmawiać na ten temat. Niestety nigdy nie było to możliwe, nigdy go nie było i jedyne co wyszło od pana Zbysia to jego oświadczenie „w związku z faktem, że karalne jest rozpowszechnianie wiadomości z postępowania przygotowawczego”, zmuszony jest odmówić komentarza."
Kiedy jest postępowanie przygotowawcze ? Chyba w trakcie trwania czynności.
jeżeli jest już po sprawie i zostało się uniewinnionym to chyba jak jest prawomocnie to można o tym mówić. Chyba że problemem jest ponad 2000 tych samych skopiowanych printscrenów i strach że cały przekręt ujrzy światło dzienne.
Jestem świadom że hieny pana Zbysia tylko czekają na to abym wstawił tu link do wszystkich dokumentów. Nie wasze doczekanie :)

Dom Wydawniczy Longpress :) Piękna nazwa.

Całą firma to pokój 4/4m, dwa biurka i dwie pracownice ze stertą papierów na biurku wyganiające wszystkich dziennikarzy szukających prawdy.

Siedzę chory więc sobie szperam w internecie i znalazłem to:

***mod***

Patrzę w dokumenty z sądu i z zeznań Pana Zbysia wynika, że nigdy ale to nigdy nie dzwonią pierwsi.

Kiedy w końcu ktoś zrozumie, że to wszystko jest jednym wielkim kantem ?

Jeden ambitny prawnik który nie będzie bał się powiedzieć i pokazać, że prokuratura, policja i sędziowie byli ładowani w bambuko przez Pana Zbysia, zarabiali dla niego kasę i sprawa się zamknie raz na zawsze a po Panu Zbysiu i Longpress zostanie tylko brzydki zapach.
Nie będzie to proste bo Pan Zbysio już zatarł wiele śladów ale dla chcącego nic trudnego.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
adamos22 napisał:
... że pierwotna umowa była w jakiś sposób nieprawidłowo sporządzona, np. użyto by w niej sformułowań typu "przeniesienie praw autorskich" zamiast "przeniesienie autorskich praw majątkowych" to czy prokuratura / sąd mogłyby uznać ją za nieważną?
Biorąc pod uwagę fakt, że tylko prawa autorskie majątkowe mogą być przenoszone oraz spotykany często w orzeczeniach skrót myślowy "prawa autorskie" wobec prawidłowo skonstruowanej pozostałej istotnej treści umowy, mało jest prawdopodobne uznanie takiej przesłanki jako wystarczającej do stwierdzenia nieważności umowy.
 
LeszsekS

Ktoś zleca komuś opracowanie od podstaw podręcznika i pisze w umowie:

"Wszelkie prawa autorskie związane z materiałami dydaktycznymi, będącymi przedmiotem umowy posiada zamawiający i stają się jego własnością od dnia podpisania niniejszej umowy"

Czy taki zapis ma jakiekolwiek znaczenie i czy ktoś będąc właścicielem takiej umowy może ten podręcznik sprzedawać na prawo i lewo ze wszystkimi prawami do czerpania z tego wszelkich korzyści, Podawania do sądów pisania że posiada licencję itd..
 
andyandy napisał:
...
"Wszelkie prawa autorskie związane z materiałami dydaktycznymi, będącymi przedmiotem umowy posiada zamawiający i stają się jego własnością od dnia podpisania niniejszej umowy" ...
Tutaj brzmi to jako jednostronne oświadczenie nie wiele mające wspólnego z przeniesieniem praw autorskich majątkowych, raczej wskazuje, że zleceniodawca jest władny wydać zgodę na rozpowszechnianie i korzystanie z opracowania. Nie znamy całej treści umowy.
andyandy napisał:
Ktoś zleca komuś opracowanie od podstaw podręcznika ...
Lecz niewątpliwie mamy tutaj do czynienia z utworem prawdopodobnie zależnym, do którego prawa posiadał autor opracowania.
 
Ostatnia edycja:
Dokładnie tak jak piszesz.
W umowie jest tylko tyle o prawach autorskich.
Reszta umowy to samo ble, ble,ble o grafice i formie dostarczenia opracowania bez jakiegokolwiek znaczenia.

Czy machając przed nosem policji taką umową można żądać czegokolwiek ?

Tak właśnie się stało i od roku 2005 do października roku 2013 na podstawie tej umowy powstał cały ten cyrk.
Na podstawie tej umowy były te wszystkie sprawy w sądach i ci wszyscy ludzie płacili kasę Panu Zbysiowi. ( Posiadam kopię ugody z okresu 2005-2013 kwota 3500 zł )

Nikt ale to nikt nie sprawdził umowy i co w niej napisano.

Na podstawie tego świstka policja zabierała ludziom komputery, prokuratura zwracała się do chomikuj o IP, do operatorów o dane osobowe, policja i prokuratura namawiała do ugody, pojawiły się wyroki skazujące.
Tak właśnie się stało i tak wszystko wygląda.
Pan Zbysio się cieszy bo przez swoje niedouczenie, rutynę i lenistwo organy państwowe zarabiały i zarabiają nieświadomie pieniądze dla Pana Zbysia.
 
Umowa jest na opracowanie materiałów dydaktycznych a zamawiającym jest Szkoła Językowa xxxxxx reprezentowaną przez Pana Zbysia dyrektora szkoły, zwaną w dalszej części umowy Zamawiającym.
( wszystkie literki i ogonki się zgadzają )

Nie chce przesadzić z informacjami ale wystarczy poszperać w internecie i znaleźć wpisy do ewidencji kiedy szkołą powstała i kiedy się zamknęła. Jeżeli zamawiającym była Szkoła która według umowy "w dalszej części umowy zwaną Zamawiającym " a nie Pan Zbysio i szkołą padła to co w takiej sytuacji ?
Poza tym we wszystkich pozwach jest Pan Zbysio i firma Longpress która nie istniała jeszcze w momencie podpisywania tej umowy.
 
Ostatnia edycja:
Pani xxxx zamieszkałą w xxx zwana w dalszej części umowy Wykonawcą.
 
Powrót
Góra