N
nescacrew
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2015
- Odpowiedzi
- 2
Witam.
Pod koniec marca przygarnęłam kota - nierasowego, 7 miesięcznego, za darmo. Poprzednia właścicielka zapewniała mnie, że kot jest zdrowy, przeszedł szczepienia i został wykastrowany oraz, ze ona sama przygarnęła go ze schroniska. Co więcej, ostatnia wizyta kota odbyła się 11 marca dlatego byliśmy przekonani, że słowa Pani, co do zdrowia kota, są prawdziwe. Od kilku dni u kota, wystepuje luźny stolec z krwią. Od pierwszego dnia ( od adopcji) czuliśmy także nieprzyjemny zapach z pyska, sądziliśmy jednak,że jest to spowodowane zmianą karmy, jednak po 2 tygodniach zapach ten nadal występował i stał się nie do zniesienia, dokładając luźny stolec postanowiliśmy udać się do weta. Lekarz stwierdził u niego zapalenie dziąseł (które ewidentnie kot musiał przechodzić podczas przebywania u poprzedniej właścicielki), a także podejrzewa inny wirus (którego nazwy nie pamiętam), a który jest groźny również dla nas, a zwłaszcza dla mnie, kobiety. Poprzednia właścicielka twierdzi,ze wet do którego uczęszczała nie powiadomił jej o chorobie dziąseł, a jedynie stwierdziła koci katar. Jej wersja cyt. "Wirusów mi nie mówił, tylko dal mu zastrzyk i powiedział ze jest przeziebiony
Byłam z nim później z nowu i nic nie mowil, tylko ze jest zdrowy". Po wczorajszej wizycie dowiedziałam się, ze leczenie kota będzie długotrwałe, a pierwszy wirus (choroba dziąseł) jest nieuleczalny co wiąże się ze stałymi kosztami. Czuje się oszukana przez Panią, która mimo moich zarzutów zapewnia mnie o swojej uczciwości. Czy przysługują mi jakieś prawa? Dodam ,że posiadam jej zdjęcia z kotem, numer telefonu oraz rozmowy. Pozdrawiam, A.P
Pod koniec marca przygarnęłam kota - nierasowego, 7 miesięcznego, za darmo. Poprzednia właścicielka zapewniała mnie, że kot jest zdrowy, przeszedł szczepienia i został wykastrowany oraz, ze ona sama przygarnęła go ze schroniska. Co więcej, ostatnia wizyta kota odbyła się 11 marca dlatego byliśmy przekonani, że słowa Pani, co do zdrowia kota, są prawdziwe. Od kilku dni u kota, wystepuje luźny stolec z krwią. Od pierwszego dnia ( od adopcji) czuliśmy także nieprzyjemny zapach z pyska, sądziliśmy jednak,że jest to spowodowane zmianą karmy, jednak po 2 tygodniach zapach ten nadal występował i stał się nie do zniesienia, dokładając luźny stolec postanowiliśmy udać się do weta. Lekarz stwierdził u niego zapalenie dziąseł (które ewidentnie kot musiał przechodzić podczas przebywania u poprzedniej właścicielki), a także podejrzewa inny wirus (którego nazwy nie pamiętam), a który jest groźny również dla nas, a zwłaszcza dla mnie, kobiety. Poprzednia właścicielka twierdzi,ze wet do którego uczęszczała nie powiadomił jej o chorobie dziąseł, a jedynie stwierdziła koci katar. Jej wersja cyt. "Wirusów mi nie mówił, tylko dal mu zastrzyk i powiedział ze jest przeziebiony
Byłam z nim później z nowu i nic nie mowil, tylko ze jest zdrowy". Po wczorajszej wizycie dowiedziałam się, ze leczenie kota będzie długotrwałe, a pierwszy wirus (choroba dziąseł) jest nieuleczalny co wiąże się ze stałymi kosztami. Czuje się oszukana przez Panią, która mimo moich zarzutów zapewnia mnie o swojej uczciwości. Czy przysługują mi jakieś prawa? Dodam ,że posiadam jej zdjęcia z kotem, numer telefonu oraz rozmowy. Pozdrawiam, A.P