Co kombinuje osoba, której sprzedałem wrak mojego samochodu?

  • Autor wątku Autor wątku Logo0
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
L

Logo0

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2009
Odpowiedzi
1
Miałem wypadek. Ubezpieczalnia stwierdziła, że wrak mam sprzedać za 10 tysięcy. Znalazł się zainteresowany i zapłacił mi 9 tysięcy - chociaż niechętnie, ale wpisał właśnie taką sumę w umowie kupna-sprzedaży. Chciał wpisać kwotę 30 tysięcy złotych, ale nie pozwoliłem mu na to, bo ubezpieczalnia zwróci mi jeszcze 1 tysiąc różnicy. Po tygodniu gościu (prowadzi jakiś komis samochodowy) dzwoni do mnie z krzykiem, że urząd skarbowy nie bierze pod uwagę wraków i wycenia podatek na podstawie ceny rynkowej sprawnego samochodu, chyba że przedstawi się papiery od rzeczoznawcy. ALE - facet nie chce papierów od mojego rzeczoznawcy, nie chce powoływać swojego. Chce, żebym podpisał się pod kwotą 30 tysięcy złotych, chociaż dał mi faktycznie 9 tysięcy. Tłumaczy to zamieszaniem, które chce uniknąć, niewiarą w wypłacanie różnic przez ubezpieczalnię na podstawie umowy (sprawdzałem, ubezpieczalnia mojego sprawcy tak akurat robi). Wiem, że facet pojechał z wrakiem do blacharza, chociaż ubezpieczalnia uznała auto za szkodę całkowitą. Po naprawie pewnie sprzeda naiwnym klientom komisu (sam takim kiedyś byłem). Teraz moje pytanie:

1. Co ten facet kombinuje? Czy przypadkiem nie potrzebuje papierku z ceną rynkową, żeby klientom komisu wcisnąć w przyszłości kit, że auto jest bezwypadkowe?

Oczywiście, powiedziałem, że pod niczym się nie podpisuję.

Zastanawiam się czy nie pójść do urzędu skarbowego i samemu zapłacić podatek - mina kombinatora będzie pewnie bezcenna.
 
Logo0 napisał:
Miałem wypadek. Ubezpieczalnia stwierdziła, że wrak mam sprzedać za 10 tysięcy. Znalazł się zainteresowany i zapłacił mi 9 tysięcy - chociaż niechętnie, ale wpisał właśnie taką sumę w umowie kupna-sprzedaży. Chciał wpisać kwotę 30 tysięcy złotych, ale nie pozwoliłem mu na to, bo ubezpieczalnia zwróci mi jeszcze 1 tysiąc różnicy. Po tygodniu gościu (prowadzi jakiś komis samochodowy) dzwoni do mnie z krzykiem, że urząd skarbowy nie bierze pod uwagę wraków i wycenia podatek na podstawie ceny rynkowej sprawnego samochodu, chyba że przedstawi się papiery od rzeczoznawcy. ALE - facet nie chce papierów od mojego rzeczoznawcy, nie chce powoływać swojego. Chce, żebym podpisał się pod kwotą 30 tysięcy złotych, chociaż dał mi faktycznie 9 tysięcy.

sam więc sobie przeczy bo przecież niezależnie od tego co ma w umowie powinien wg niego zaplacic pcc od 30tys.

Tłumaczy to zamieszaniem, które chce uniknąć, niewiarą w wypłacanie różnic przez ubezpieczalnię na podstawie umowy (sprawdzałem, ubezpieczalnia mojego sprawcy tak akurat robi). Wiem, że facet pojechał z wrakiem do blacharza, chociaż ubezpieczalnia uznała auto za szkodę całkowitą. Po naprawie pewnie sprzeda naiwnym klientom komisu (sam takim kiedyś byłem). Teraz moje pytanie:

1. Co ten facet kombinuje? Czy przypadkiem nie potrzebuje papierku z ceną rynkową, żeby klientom komisu wcisnąć w przyszłości kit, że auto jest bezwypadkowe?

Oczywiście, powiedziałem, że pod niczym się nie podpisuję.

Gość chce ewidentnie uniknąć zapłacenia podatku dochodowego. Kupił za 9 dołoży zapewne 10 a sprzeda za 31. A chciałby mieć w papierach że kupił za 30 a sprzedaje za 31.

Zastanawiam się czy nie pójść do urzędu skarbowego i samemu zapłacić podatek - mina kombinatora będzie pewnie bezcenna.

od jakiegoś czasu pcc płaci tylko kupujący , dawniej mogla płacić każda ze stron i dodatkowo jak kupujący nie zapłacił to sprzedający był tym obciążany

mereko
 
jezeli wpiszesz mu na umowie, ze kupiles za 30 tys. to narazisz siebie na odpowiedzialnosc karną za poswiadzenie nieprawdy
zastanow sie co dla ciebie lepsze - zrobić dobrze nie milemu, wrzeszczącemu wlasciwielowi komisu czy być w zgodzie z prawem.
 
Powrót
Góra