M
Majkel69
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2016
- Odpowiedzi
- 6
By odzyskać pożyczone komuś pieniądze.
W dużym skrócie miałem kiedyś na fejsbuku koleżankę (znajoma znajomych, ale kontakt nam się urwał). Odnowiliśmy go w tym roku, jak się okazało osoba o której mówiłem wracała do mojej (i swojej) rodzinnej miejscowości po prawie 10 latach mieszkania poza nią (Słupsk, Leszno, ostatnio Wrocław). Nie miała tutaj żadnych znajomości po powrocie więc próbowałem ją wspierać.
Kilkukrotnie pożyczałem jej drobne (tzn. zależy jak dla kogo) kwoty pieniędzy. 50 do 100 zł. Gdy dług wynosił ok. 300 zł i planowałem przestać ją wspomagać aż zacznie oddawać zaczęły się jej problemy z najmowanym mieszkaniem. Właściciel chciał ją wyrzucić a ona szukała zastępczego lokalu. W dniu w którym musiała porzucić mieszkanie (w sumie już na parę dni wcześniej) szukaliśmy jakiejś alternatywy, ale ciężko o wynajem poza agencyjny w naszej miejscowości, a przez agencję koszt był za duży. Udało jej się znaleźć mieszkanie, ale potrzebowała 600 zł zaliczki. Miała malutkiego syna i chorą matkę więc wbrew sobie (ja nie lubię pożyczać ludziom pieniędzy bo zwykle zapominają o człowieku gdy muszą je oddać). Pożyczyłem jej na zaliczkę i do 1000 zł (łącznie z poprzednimi pożyczkami) na życie do wypłaty.
Nie poganiałem jej ze spłatą długu, sama wybierała kiedy i ile będzie mogła oddać ale nawet w terminach gdzie dla świętego spokoju obiecywała przelać całość nie oddała ani złotówki. Mało tego stopniowo przestała odbierać telefony i coraz rzadziej odpisywała na wiadomości (typowe zachowanie nieuczciwych dłużników). Doszło do tego, że bez mojej wiedzy przeprowadziła się do innego mieszkania (do poprzednich 2 często mnie zapraszała, do tego na które jej pożyczyłem kasę nawet pomagałem jej rzeczy przenosić) do dziś nie wiem gdzie mieszka, zmieniła nr telefonu (nawet więcej niz raz chyba) i najpierw usunęła mnie ze znajomych a potem zablokowała na fejsbuku i od 2 tygodni nie mamy kontaktu.
Chcę założyć sprawę w sądzie, mam na dowód tylko korespondencję z fejsbuka i smsową, ale lepsze to niż nic, podobno są szanse, że sąd te dowody uzna. Nie mamy umowy spisanej niestety żadnej. Mało tego podobno lepiej byłoby wysłać jej pismo przedsądowe z wezwaniem do spłaty, ale nie mam jej adresu
Ostatnio dowiedziałem się, że jeden z moich kolegów pożyczył jej 100 zł na jedzenie dla dziecka i też się pogodził, że nie odzyska. Wiem też, że w przeszłości miała kłopoty z prawem przy jednej ze swoich działalności gospodarczych (wspomniała o tym, ale określała to mianem zemsty partnerów w biznesie i twierdziła, że nie stawiła się na rozprawie bo ktoś ją poinformował, że musi być uniewinniona a została przez to zaocznie skazana - o czym dowiedziała się dopiero przy okazji załatwiania formalności w trakcie przeprowadzki do naszego miasta).
W związku z tą długą (i przykrą dla mnie, bo ja naprawdę chciałem tylko pomóc komuś w potrzebie, nie jestem bogaty, dla mnie 1000zł to 1i1/4 pensji
) historią mam parę pytań o swoje możliwości.
Czy mogę zawiadomić policję i/lub prokuraturę o popełnieniu przestępstwa bądź jego podejrzeniu? Wydaje się jasne, że wyłudzała pieniądze bez zamiaru oddania w dodatku nie tylko ode mnie - ofiar może być więcej a liczba może rosnąć póki ona czuje się bezkarna. Czy mogę ze swoją historią zgłosić się do mediów z ostrzeżeniem przed oszustką? a przede wszystkim czy mogę zwrócić się w jakikolwiek sposób do jej domniemanego pracodawcy (mówiła, że tam pracuje jeszcze jak mieliśmy dobry kontakt - czyli z tydzień przed upływem pierwszego terminu spłaty) z zapytaniem o to czy pracuje i czy mogę uzyskać jej adres by wysłać jej to pismo przedsądowe z wezwaniem do spłaty? Albo zostawić to pismo u pracodawcy gdyby tam pracowała?
Bo znam tylko jej imię i nazwisko i mam namiar tylko na fejsbuku (jestem zablokowany). Jedyna pewna informacja to w jakiej szkole uczył się (a zapewne nadal uczy) jej synek
W dużym skrócie miałem kiedyś na fejsbuku koleżankę (znajoma znajomych, ale kontakt nam się urwał). Odnowiliśmy go w tym roku, jak się okazało osoba o której mówiłem wracała do mojej (i swojej) rodzinnej miejscowości po prawie 10 latach mieszkania poza nią (Słupsk, Leszno, ostatnio Wrocław). Nie miała tutaj żadnych znajomości po powrocie więc próbowałem ją wspierać.
Kilkukrotnie pożyczałem jej drobne (tzn. zależy jak dla kogo) kwoty pieniędzy. 50 do 100 zł. Gdy dług wynosił ok. 300 zł i planowałem przestać ją wspomagać aż zacznie oddawać zaczęły się jej problemy z najmowanym mieszkaniem. Właściciel chciał ją wyrzucić a ona szukała zastępczego lokalu. W dniu w którym musiała porzucić mieszkanie (w sumie już na parę dni wcześniej) szukaliśmy jakiejś alternatywy, ale ciężko o wynajem poza agencyjny w naszej miejscowości, a przez agencję koszt był za duży. Udało jej się znaleźć mieszkanie, ale potrzebowała 600 zł zaliczki. Miała malutkiego syna i chorą matkę więc wbrew sobie (ja nie lubię pożyczać ludziom pieniędzy bo zwykle zapominają o człowieku gdy muszą je oddać). Pożyczyłem jej na zaliczkę i do 1000 zł (łącznie z poprzednimi pożyczkami) na życie do wypłaty.
Nie poganiałem jej ze spłatą długu, sama wybierała kiedy i ile będzie mogła oddać ale nawet w terminach gdzie dla świętego spokoju obiecywała przelać całość nie oddała ani złotówki. Mało tego stopniowo przestała odbierać telefony i coraz rzadziej odpisywała na wiadomości (typowe zachowanie nieuczciwych dłużników). Doszło do tego, że bez mojej wiedzy przeprowadziła się do innego mieszkania (do poprzednich 2 często mnie zapraszała, do tego na które jej pożyczyłem kasę nawet pomagałem jej rzeczy przenosić) do dziś nie wiem gdzie mieszka, zmieniła nr telefonu (nawet więcej niz raz chyba) i najpierw usunęła mnie ze znajomych a potem zablokowała na fejsbuku i od 2 tygodni nie mamy kontaktu.
Chcę założyć sprawę w sądzie, mam na dowód tylko korespondencję z fejsbuka i smsową, ale lepsze to niż nic, podobno są szanse, że sąd te dowody uzna. Nie mamy umowy spisanej niestety żadnej. Mało tego podobno lepiej byłoby wysłać jej pismo przedsądowe z wezwaniem do spłaty, ale nie mam jej adresu
W związku z tą długą (i przykrą dla mnie, bo ja naprawdę chciałem tylko pomóc komuś w potrzebie, nie jestem bogaty, dla mnie 1000zł to 1i1/4 pensji
Czy mogę zawiadomić policję i/lub prokuraturę o popełnieniu przestępstwa bądź jego podejrzeniu? Wydaje się jasne, że wyłudzała pieniądze bez zamiaru oddania w dodatku nie tylko ode mnie - ofiar może być więcej a liczba może rosnąć póki ona czuje się bezkarna. Czy mogę ze swoją historią zgłosić się do mediów z ostrzeżeniem przed oszustką? a przede wszystkim czy mogę zwrócić się w jakikolwiek sposób do jej domniemanego pracodawcy (mówiła, że tam pracuje jeszcze jak mieliśmy dobry kontakt - czyli z tydzień przed upływem pierwszego terminu spłaty) z zapytaniem o to czy pracuje i czy mogę uzyskać jej adres by wysłać jej to pismo przedsądowe z wezwaniem do spłaty? Albo zostawić to pismo u pracodawcy gdyby tam pracowała?
Bo znam tylko jej imię i nazwisko i mam namiar tylko na fejsbuku (jestem zablokowany). Jedyna pewna informacja to w jakiej szkole uczył się (a zapewne nadal uczy) jej synek