H
Husti
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 05.2008
- Odpowiedzi
- 7
Witam,
Mieszkam w czteropiętrowym bloku. Kilka miesięcy temu pojawił się problem. Syn sąsiadów z piętra wyżej wrócił zza granicy i okazało się, że jest alkoholikiem. Nie pracuje, zaczął terroryzować rodzinę, żebrze i pije. Ojciec (jest właścicielem mieszkania) od dawna nie pracuje (zbiera puszki) również pije.
Jedynym żywicielem rodziny jest matka, z poborami 800 zł. Jakiś czas temu nie mogąc dojść do porozumienia z mężem, poprosiła go o opuszczenie mieszkania. Zaczął wegetować w piwnicy (załatwia tam swoje potrzeby fizjologiczne), gdzie nierzadko sprowadza osiedlowych żuli. W piwnicy - mówiąc kolokwialnie - śmierdzi.
W kwestii syna: matka zabrała go do zakładu leczniczego, gdzie nie podpisał zgody na leczenie. Jako, że matka boi się go wpuszczać czasem do domu w stanie upojenia, syn "tłucze się" nocami po klatce schodowej, gdzie rozbija butelki, sika, robi kupę i wymiotuje (wczoraj obsikał mi drzwi, na klatce schodowej była kałuża moczu). Potrafi w środku nocy dzwonić domofonem do wszystkich sąsiadów, licząc na to, że któryś dla świętego spokoju go wpuści do środka. Nie myli się. Policja wzywana przez matkę oraz przez sąsiadów nie reaguje. Jej działanie sprowadza się do wyprowadzenie "delikwenta" z budynku i porzucenia go na trawniku.
Będąc wpuszczonym do mieszkania przez matkę, syn załatwia swoje potrzeby w łóżku, na balkonie, na środku pokoju. Zdarza mu się wymiotować przez sen. W mieszkaniu - mimo otwartych okien - czuć potworny smród.
Zdarza się również, że obaj (ojciec i syn) w ciągu dnia wchodzą jakoś do mieszkania (kiedy żona/matka jest w pracy), gdzie czasem zdarza się im nie zapalić gazu pod czajnikiem. Że już nie wspomnę o tym, że będąc w mieszkaniu opróżniają do czysta lodówkę.
Co można zrobić w tej sytuacji? W jaki sposób pozbyć się uciążliwych lokatorów? Czy zanim dojdzie do jakiejś tragedii ktoś ma jakiś pomysł?
Mieszkam w czteropiętrowym bloku. Kilka miesięcy temu pojawił się problem. Syn sąsiadów z piętra wyżej wrócił zza granicy i okazało się, że jest alkoholikiem. Nie pracuje, zaczął terroryzować rodzinę, żebrze i pije. Ojciec (jest właścicielem mieszkania) od dawna nie pracuje (zbiera puszki) również pije.
Jedynym żywicielem rodziny jest matka, z poborami 800 zł. Jakiś czas temu nie mogąc dojść do porozumienia z mężem, poprosiła go o opuszczenie mieszkania. Zaczął wegetować w piwnicy (załatwia tam swoje potrzeby fizjologiczne), gdzie nierzadko sprowadza osiedlowych żuli. W piwnicy - mówiąc kolokwialnie - śmierdzi.
W kwestii syna: matka zabrała go do zakładu leczniczego, gdzie nie podpisał zgody na leczenie. Jako, że matka boi się go wpuszczać czasem do domu w stanie upojenia, syn "tłucze się" nocami po klatce schodowej, gdzie rozbija butelki, sika, robi kupę i wymiotuje (wczoraj obsikał mi drzwi, na klatce schodowej była kałuża moczu). Potrafi w środku nocy dzwonić domofonem do wszystkich sąsiadów, licząc na to, że któryś dla świętego spokoju go wpuści do środka. Nie myli się. Policja wzywana przez matkę oraz przez sąsiadów nie reaguje. Jej działanie sprowadza się do wyprowadzenie "delikwenta" z budynku i porzucenia go na trawniku.
Będąc wpuszczonym do mieszkania przez matkę, syn załatwia swoje potrzeby w łóżku, na balkonie, na środku pokoju. Zdarza mu się wymiotować przez sen. W mieszkaniu - mimo otwartych okien - czuć potworny smród.
Zdarza się również, że obaj (ojciec i syn) w ciągu dnia wchodzą jakoś do mieszkania (kiedy żona/matka jest w pracy), gdzie czasem zdarza się im nie zapalić gazu pod czajnikiem. Że już nie wspomnę o tym, że będąc w mieszkaniu opróżniają do czysta lodówkę.
Co można zrobić w tej sytuacji? W jaki sposób pozbyć się uciążliwych lokatorów? Czy zanim dojdzie do jakiejś tragedii ktoś ma jakiś pomysł?