Tak to wygląda według prawa polskiego.


Jeżeli zirytowała Cię pani lub pan w urzędzie masz prawo rozmowę zarejestrować i dalej taką "miłą" rozmowę przedstawić komuś bardziej kompetentnemu.
Wszystko co nie jest przez prawo zakazane, jest dopuszczalne. Ponieważ zaś nie ma przepisów, które zakazywałyby nagrywania urzędników publicznych, należy przyjąć, że jest to prawnie dopuszczalne, pod warunkiem oczywiście, że nagrywana rozmowa związana jest z wykonywaniem przez urzędnika jego zawodowych obowiązków. Nagrywanie prywatne (tzn. nie przeznaczone np. do celów komercyjnych) jest legalne, ponieważ rejestruje ono wiadomości, do uzyskania których uprawniona jest osoba nagrywająca.
Urzędnik nie ma prawa odmówić udzielenia informacji, nawet w sytuacji gdy jest przez Ciebie nagrywany. Tym samym odmawiałby przecież wykonywania swoich obowiązków. Jeśli tak postępuje, należy o tym fakcie poinformować jego przełożonego, a od urzędnika zażądać decyzji administracyjnej, w której organ odmawia np. udzielenia informacji albo dokonania innej czynności. W takiej decyzji musiałaby zostać wskazana odpowiednia podstawa prawna. Decyzję taką oczywiście można zaskarżyć.
Nie masz także obowiązku informowania urzędnika o tym, że jest on przez Ciebie nagrywany, bez względu na to, czy rozmowa jest prowadzona bezpośrednio czy też telefonicznie. Z tego też względu składane przez Ciebie zapewnienie i nienagrywaniu nie ma żadnej mocy. Jeślibyś nawet okłamał nagrywanego urzędnika (czego oczywiście nie zalecam), nie wyklucza to wykorzystania nagranych informacji i powołania się na nie np. w toczącym się postępowaniu administracyjnym.
