Kolego, sprawa jest bardzo prosta. Niech siostra obejrzy swoje faktury (pisałeś, że ma). Zsumuje niezapłacone należności, obliczy odsetki (to łatwe, w sieci są odpowiednie kalkulatory) i w ten sposób otrzyma dokładną kwotę swojego długu na dzień dzisiejszy. Tyle właśnie ma zapłacić (jeśli wierzyciel mówi o jakiś dodatkowych kosztach, zignoruj to). Następnie niech siostra spłaci to zadłużenie w możliwie najszybszy sposób (jeśli w ratach, to jak najwyższych). Niech siostry nie interesuje, czy wierzyciel zgadza się na raty, czy nie. Po prostu niech spłaca ile może. Oczywiście w tytule każdej wpłaty wskazuje na co płaci (np. należność z faktury tej i tej). Pamiętaj też, że każda wpłata zaliczana będzie w pierwszej kolejności na poczet odsetek, potem dopiero na należność główną, więc im mniejsze będą raty i dłuższy czas spłaty całości, tym bardziej dług będzie rósł.
I teraz najważniejsze. W żadnym razie, pomimo głupich porad jakie tu otrzymujesz (od ludzi walczących ze spłacaniem długów, czyli nie od mędrców), nie wolno siostrze dopuścić do postępowania sądowego. Jak wynika z przedstawionych przez Ciebie informacji, wierzyciel ma stuprocentową pewność wygranej (faktury, uznanie długu). Nie licz na żadną zabawę z art. 101 kpc. (ogólnie trudna rzecz, a w przypadku udokumentowanej próby ugodowej, znów to siostrzane uznanie długu, absolutnie nierealne - sympatyczny kol. który Ci to rozwiązanie proponował, nie jest prawnikiem). Postępowanie sądowe to dodatkowe koszty. Spore. Jednak jeszcze nie to jest najgorsze. Po otrzymaniu tytułu wykonawczego, wierzyciel złoży wniosek do komornika. I tu już niemal studnia bez dna. Napisałeś, w którymś poście, że z komornikiem łatwiej się dogadać. Kolego, nie bądź debilem. W postępowaniu egzekucyjnym (oby do niego nie doszło), nadal o wszystkim decyduje wierzyciel. Komornik jest wykonawcą jego poleceń.