S
Szyman97
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2016
- Odpowiedzi
- 4
Witam. Pracuje jako trener personalny. W grudniu ubiegłego roku, w trakcie prowadzenia treningu miałem nieszczęśliwy wypadek z podopiecznym, z którym współpracowałem na co dzień zdalnie (gdyż na co dzień mieszka w Anglii), który w okresie świątecznym był na miejscu i zrobiliśmy jednorazowo trening.
W trakcie treningu, sztanga upadła mu na twarz, podczas wyciskania. Efektem wypadku jest pęknięcie kości twarzoczaszki. Po zdarzeniu, cały czas pytałem się poszkodowanego jak samopoczucie itp. Około 4-5 dni po zdarzeniu, napisał mi, że chce się dogadać w sprawie odszkodowania ze strat czysto finansowych.
Odpisałem mu "Jasne, czego oczekujesz?" - Bo byłem w stanie się dogadać
Po czym kontakt się urwał, gdyż nawet na to nie odpisał. Z tego co się dowiedziałem był już w tym czasie w trakcie powrotu do Anglii
Dziś, napisał do mnie, że dziś był u ostatniego specjalisty bo na głupią kolejke czekał 3 miesiace i jest zdrowy w 90%, że po powrocie do UK, udał się odrazu na pogotwie i tam nie przyjęli jego zgłoszenia z Polski, więc zrobili mu nowe badania, na ktorych został niby naruszony krąg szyjny, że niby ze wzrokiem wszystko ok, ale dostał SPP czyli zwolnienie na 12 tyg aby jednak siedział w domu i dalej się leczy,., bo przez uszkodzenie kręgu szyjnego jest brak miejsca do specjalisty którego musiał czekać kolejne pół roku.
Zapytałem wtedy jak jego samopoczucie po czym odpisał mi że "Samopoczucie jest dobre, ale najgorsze są straty finansowe, bo był przez 3 miesiące na lekarskim a to jest 116 funtów tygodniowo ze później firma w której pracuje mu pomogła bo wysłali go na szkolenia miał normalnie płacone, a obecnie jest już od 2 miesięcy w pracy i ma 100% płacone, ale przez cały styczeń jest 1000 Funtów na minus i na tyle wycenia swoją szkodę.
Sytuacja z mojej strony wygląda w ten sposób, że wina leży po obu stronach. Podopieczny nie słuchał moich wytycznych, od samego początku (Które, zresztą dostawał w wiadomościach zwrotnych w trakcie trwania współpracy), podczas jednostki treningowej, również się do nich nie stosował. Tutaj wyszedł brak mojego doświadczenia, w którym zamiast zaprzestać wykonywania ćwiczenia, po prostu pozwoliłem mu dalej wykonywać. On oczywiście usilnie próbuje całą winę zrzucić na mnie.
Pytanie brzmi, czy poszkodowany ma prawo dalej zażądać jakiegokolwiek odszkodowania, po pół roku od wypadku, gdzie wrócił do UK, i nie odpisał mi na ostatnią wiadomość w grudniu po wypadku gdzie zapytałem "Czego oczekujesz?" ?
W trakcie treningu, sztanga upadła mu na twarz, podczas wyciskania. Efektem wypadku jest pęknięcie kości twarzoczaszki. Po zdarzeniu, cały czas pytałem się poszkodowanego jak samopoczucie itp. Około 4-5 dni po zdarzeniu, napisał mi, że chce się dogadać w sprawie odszkodowania ze strat czysto finansowych.
Odpisałem mu "Jasne, czego oczekujesz?" - Bo byłem w stanie się dogadać
Po czym kontakt się urwał, gdyż nawet na to nie odpisał. Z tego co się dowiedziałem był już w tym czasie w trakcie powrotu do Anglii
Dziś, napisał do mnie, że dziś był u ostatniego specjalisty bo na głupią kolejke czekał 3 miesiace i jest zdrowy w 90%, że po powrocie do UK, udał się odrazu na pogotwie i tam nie przyjęli jego zgłoszenia z Polski, więc zrobili mu nowe badania, na ktorych został niby naruszony krąg szyjny, że niby ze wzrokiem wszystko ok, ale dostał SPP czyli zwolnienie na 12 tyg aby jednak siedział w domu i dalej się leczy,., bo przez uszkodzenie kręgu szyjnego jest brak miejsca do specjalisty którego musiał czekać kolejne pół roku.
Zapytałem wtedy jak jego samopoczucie po czym odpisał mi że "Samopoczucie jest dobre, ale najgorsze są straty finansowe, bo był przez 3 miesiące na lekarskim a to jest 116 funtów tygodniowo ze później firma w której pracuje mu pomogła bo wysłali go na szkolenia miał normalnie płacone, a obecnie jest już od 2 miesięcy w pracy i ma 100% płacone, ale przez cały styczeń jest 1000 Funtów na minus i na tyle wycenia swoją szkodę.
Sytuacja z mojej strony wygląda w ten sposób, że wina leży po obu stronach. Podopieczny nie słuchał moich wytycznych, od samego początku (Które, zresztą dostawał w wiadomościach zwrotnych w trakcie trwania współpracy), podczas jednostki treningowej, również się do nich nie stosował. Tutaj wyszedł brak mojego doświadczenia, w którym zamiast zaprzestać wykonywania ćwiczenia, po prostu pozwoliłem mu dalej wykonywać. On oczywiście usilnie próbuje całą winę zrzucić na mnie.
Pytanie brzmi, czy poszkodowany ma prawo dalej zażądać jakiegokolwiek odszkodowania, po pół roku od wypadku, gdzie wrócił do UK, i nie odpisał mi na ostatnią wiadomość w grudniu po wypadku gdzie zapytałem "Czego oczekujesz?" ?