G
gwizdak
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2008
- Odpowiedzi
- 4
Witam!
Mam taki problem: jechały dwa samochody jeden za drugim, teren niezabudowany, odpowiednia odległośc, pora nocna, ale warunki ok. Nagle ten pierwszy zaczał hamowac, drugi sie wpakował mimo hamowania. Przyczyna był pieszy, który wtargnął w niedozowlonym miejscu - jemu nic sie nie stało, poszedł dalej do sklepu. Policja ustaliła, ze winę ponosi ten co przechodził przez jezdnie.
i tu się zaczyna problem.
facet z pierwszego samochou wnosi powodztwo solidarne przeciwko facetowi z drugiego i ubezpieczycielowi. Skoro wyłaczna winę ponosi ten pieszy to z jakiej racji ma odpowiadac ten z drugiego samochodu? a jesli juz to czy ta odpowiedzailniośc nie spoczywa na ubezpieczycielu?
A moze to powództwo w ogole jest bezzasadne? dlaczego pozwanym nie jest tu przechodzień?
wiec kto tu jest odpowiedzailny za szkode?
Mam taki problem: jechały dwa samochody jeden za drugim, teren niezabudowany, odpowiednia odległośc, pora nocna, ale warunki ok. Nagle ten pierwszy zaczał hamowac, drugi sie wpakował mimo hamowania. Przyczyna był pieszy, który wtargnął w niedozowlonym miejscu - jemu nic sie nie stało, poszedł dalej do sklepu. Policja ustaliła, ze winę ponosi ten co przechodził przez jezdnie.
i tu się zaczyna problem.
facet z pierwszego samochou wnosi powodztwo solidarne przeciwko facetowi z drugiego i ubezpieczycielowi. Skoro wyłaczna winę ponosi ten pieszy to z jakiej racji ma odpowiadac ten z drugiego samochodu? a jesli juz to czy ta odpowiedzailniośc nie spoczywa na ubezpieczycielu?
A moze to powództwo w ogole jest bezzasadne? dlaczego pozwanym nie jest tu przechodzień?
wiec kto tu jest odpowiedzailny za szkode?