Oczywiście. Wszyscy uwzięli się na biednych pokrzywdzonych, a w ogóle wszyscy urzędnicy są w mafii mającej na celu zniszczenie i ograbienie rodziny, o czym swiadczy chociazby ciągłe odsyłanie kolejnych pism do tych wrednych spiskowców. Za co pewnie biorą gigantyczne łapówki.
Typowy przykład paranoi z obłędem pieniaczym. Nieleczona będzie się dalej rozwijać i pogłębiać, aż któregoś pięknego dnia w końcu przyjadą panowie pielęgniarze i zapakują z kaftan z długimi rękawami. Co będzie najlepszym dowodem ogólnoswiatowego spisku.
1200 pism w ciągu czterech lat to wychodzi średnio 1 pismo na dzień (roboczy). Do rekordu jeszcze wiele brakuje, znam lepszych "pisarzy". Jedna pani w ciągu ostatnich 15 lat założyła ponad 1000 (słownie: tysiąc) spraw sądowych i prokuratorskich przeciwko swoim "przesladowcom". Nie licząc oczywiście administracyjnych oraz innych pism. Kto da więcej?

(Skala "kaftanowa" - 3 przymusowe pobyty na zamkniętym leczeniu psychiatrycznym, po wyjściu i odstawieniu leków kolejne nawroty choroby). Czytając zalinkowany artykuł, w szczególności wypowiedzi jego "bohaterki" - jakbym ją słyszał i czytał. Jak dla mnie - ta sama jednostka chorobowa.
Niestety, przepisy mamy takie, że każde, nawet najbardziej idiotyczne pismo od osoby chorej psychicznie musi zostać rozpoznane. W Ministerstwie Sprawiedliwości jest kilka osób, które zajmują się tylko przesyłaniem według własciwości pism takich klientów. Zresztą ciągle powtarzają się te same nazwiska. Takiego pisma, choćby było najbardziej absurdalne, nie mozna wyrzucić do kosza, tylko należy przekazać wg własciwości, przeprowadzić stosowne postepowanie, udzielić odpowiedzi.
Uważam, że takich wariatów należałoby obciążać wszelkimi kosztami wynikającymi z rozpoznawania ich pism. Gdyby taki jeden z drugim dostał rachunek na 100.000 zł, to może by na jakiś czas powstrzymało jego zapędy literackie.