Dług finansowy powstały w trakcie niepoczytalności

  • Autor wątku Autor wątku Myopic
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Myopic

Myopic

Użytkownik
Dołączył
01.2013
Odpowiedzi
153
W roku 1999 rozpoczął się trudniejszy okres w moim życiu - rozwód, depresja, walka sądowa o dziecko, mieszkanie, no i w końcu choroba psychiczna. W okresie 2000-2001 zawarłem kilka umów finansowych na zakup towarów AGD na raty lub umowę o debet do konta bankowego. Było to w okresie, gdy byłem niepoczytalny. Posiadam opinie psychiatryczne, w których biegli psychiatrzy sądowi stwierdzili moją niepoczytalność w pewnych postępowaniach sądowych, które jednak nie dotyczyły spraw finansowych. Następnie straciłem pracę, moje umowy kredytowe i debetowe zostały wypowiedziane. Skrzynka pocztowa przepełniała się od korespondencji od firm windykacyjnych, a ja kompletnie nad tym nie panowałem. Minęło trochę lat, opanowałem chorobę i gdy już nieco bardziej twardo stąpam po ziemi, chciałbym wyprostować swoje finanse w taki sposób, aby stwierdzić w postępowaniach sądowych, że długi moje, które zostały zawarte w okresie, gdy byłem niepoczytalny, nie istnieją. Kilka lat temu, gdy dwie firmy windykacyjne z powodu dwóch różnych długów próbowały egzekwować ode mnie te długi, przywróciłem terminy do złożenia sprzeciwu od nakazu zapłaty, przedstawiłem dowody z opinii psychiatrycznych i oba postępowania zostały umorzone. W jednym obecny wierzyciel cofnął pozew, ale bez zrzeczenia się roszczenia, a w drugim postępowaniu obecny wierzyciel wezwany do usunięcia braków formalnych pisma nie zrobił tego w wyznaczonym terminie. Postępowania zostały umorzone, co mnie ucieszyło, sądy uchyliły w jednym przypadku klauzulę wykonalności na nakazie zapłaty, a w drugim przypadku stwierdziły utratę mocy nakazu zapłaty w całości.
Jednak długi te chyba nadal istnieją - czy tak?

Chciałbym to wreszcie wyprostować, aby mój stan długów był zerowy, aby żadna kolejna firma windykacyjna nie mogła dochodzić ode mnie należności za długi powstałe w latach 2000-2001, czyli mojej niepoczytalności. Proszę o rady jak to zrobić po kolei w sądzie?
 
Ostatnia edycja:
Te dwie umorzone sprawy oznaczają, że te roszczenia są obecnie przedawnione. Zapewne i bezzasadne.
 
Tylko, że mnie nie chodzi o to, aby zadowolić się, że długi są przedawnione, tak jak to ma miejsce ze zwykłymi długami. Chodzi mi o to, aby otrzymać postanowienie z sądu, że z powodu niepoczytalności długi te są bezzasadne i niewymagalne. Czy jest to możliwe w polskim prawie?
No bo jednak w jednym z tych dwóch długów aktualny wierzyciel zastrzegł sobie, że cofa pozew, ale bez zrzeczenia się roszczenia.
 
Myopic napisał:
No bo jednak w jednym z tych dwóch długów aktualny wierzyciel zastrzegł sobie, że cofa pozew, ale bez zrzeczenia się roszczenia.
I co z tego? Skoro cofnął, znaczy że nie potrafił udowodnić. Czyli że bezzasadne. Szukasz dziury w całym, żyj sobie spokojnie zamiast bujać się z powództwami z art. 189 k.p.c.
 
Czyli jest takie narzędzie w polskim prawie w postaci art. 189 k.p.c.
Dzięki.

Tych różnych długów z lat 2000-2001 mam w sumie 8 sztuk. Chciałbym na początek spróbować na podstawie w/w przepisu prawa stwierdzić nieistnienie jednego zobowiązania (z tych wszystkich ośmiu), aby zorientować się jak taki proces przebiega i czy ma sens wdrażać taką procedurę do pozostałych długów.
Tylko kto będzie stroną pozwaną, jak ją zidentyfikować, skoro bank, który udzielił kredytu na sprzedaż towaru na raty już nie istnieje? Znam wierzyciela, który kupił ten dług kilka lat temu, ale nie wiem, czy on nie sprzedał tego długu nowemu wierzycielowi. Jeśli jednak jest to ciągle ten sam wierzyciel, to czy to właśnie on będzie stroną pozwaną?
 
Ostatnia edycja:
Ściągnij sobie raporty z KRD, ERIF i BIG Infomonitor. Z treści będzie można mniej więcej wywnioskować czy jest sens w ogóle to zaczynać, by nie stracić pieniędzy na sądowe zabawy
 
Dzięki za radę, możliwe, że sprawdzę siebie w tych trzech bazach dłużników. Jednak nie jest to dla mnie takie ważne, czy się tam znajduję, gdyż nie potrzebuję i nie będę potrzebował zaciągać kredytów. Nauczyłem się żyć za to co zarobię, a nawet oszczędzać. Sprawy o nieistnienie moich zobowiązań finansowych z lat 2000-2001 chciałbym przeprowadzić głównie dlatego, aby nie otrzymywać korespondencji od firm windykacyjnych oraz, aby firmy te nie wydzwaniały do mnie, co ma miejsce. Chcę to zrobić także dlatego, bo lubię mieć porządek w życiu we wszystkim, a te sprawy mącą mi ten ład. Chciałbym otrzymać postanowienia z sądu, w których będzie wprost napisane, że długi te nie istnieją.
Postępowania z art. 189 k.p.c. mógłbym sobie sam przeprowadzić w sądzie, aby nie ponosić kosztów adwokackich - niejeden proces już sam prowadziłem w sądzie i wygrałem. Tylko zastanawia mnie z jakimi poza adwokackimi kosztami mam się liczyć w tego typu postępowaniach? Ile wynosi wpis - czy jest obliczany na podstawie zawartej umowy kredytu ratalnego w wysokości z roku 2000-2001, czy na podstawie jego bieżącego zadłużenia?
 
Myopic napisał:
Postępowania z art. 189 k.p.c. mógłbym sobie sam przeprowadzić w sądzie, aby nie ponosić kosztów adwokackich - niejeden proces już sam prowadziłem w sądzie i wygrałem.
Nie chodzi o koszty jeśli wygrasz - bo płaci przegrany. Chodzi o koszty jakie zapłacisz windykacji jeśli wtopisz. A samemu to obawiam się że polegniesz nawet na teoretycznie wygranej sprawie
 
Dlaczego tak uważasz? Sam prowadziłem choćby sprawę o podział majątku, w której nie byłem stroną inicjującą ten nieproces, przeciwko mnie byli adwokaci z rzekomo poważnej kancelarii, była żona (matka z małym dzieckiem) chciała zagarnąć mieszkanie i spłacić mnie kwotą kilku tysięcy złotych. Tak poprowadziłem postępowanie sam, że sędzia mieszkanie przyznała mnie z kwotą do spłaty byłej żony.
Prowadziłem samodzielnie inne ważne sprawy sądowe w moim życiu jak np. o uregulowanie kontaktów z dzieckiem oraz egzekucję kontaktów z dzieckiem, które wygrywałem - matka dziecka była karana grzywną za utrudnianie spotkań z synem.

Tutaj znalazłem artykuł, który nieco rozjaśnia:
http://www.eporady24.pl/pozew_o_ustalenie_stosunku_prawnego,pytania,4,193,7259.html
 
Ostatnia edycja:
Czy art. 189 k.p.c. to jedyne narzędzie w tym przypadku w polskim prawie, czy są jeszcze jakieś inne możliwości?
 
Myopic napisał:
Dlaczego tak uważasz? Sam prowadziłem choćby sprawę o podział majątku, w której nie byłem stroną inicjującą ten nieproces
Jak przegrasz to może zrozumiesz dlaczego.
Na pewno łatwiej jest się bronić niż pozywać, a 189 k.p.c. to nie takie hop siup jak ci się wydaje.
 
Ponawiam moje pytanie:
Czy art. 189 k.p.c. to jedyne narzędzie w tym przypadku w polskim prawie, czy są jeszcze jakieś inne możliwości?
 
Powrót
Góra