B
babsy
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2012
- Odpowiedzi
- 2
Witam i od razu uprzejmie proszę o pomoc. Oto moja sprawa:
Między 2008 a 2009 rokiem prowadziłam działalność gosp. 15 marca 2008 r. podpisałam umowę z firmą X na pozycjonowanie strony www. Jakoś w połowie roku 2009 zamknęłam działalność, ale firma X nieco wcześniej wysłała mi pismo (nie pamiętam dokładnie kiedy), że zrywa umowę z racji nieterminowego opłacania należności za pozycjonowanie. Fakt, z firmą szło mi słabo, często nie płaciłam firmie X, ale starałam się raz na jakiś czas spłacać dług. Wraz z wnioskiem o rozwiązanie umowy dostałam wezwanie do zapłaty należności, co- według mojej pamięci- uczyniłam. Ale nie mam na to dowodu- sprawa jest stara, konta firmowe dawno pozamykane, nie jestem w stanie tego zweryfikować.
W czerwcu br (2012) dostałam pierwszy telefon od działu windykacji firmy X z informacją, że jestem im winna blisko 500 zł z tytułu niezapłaconych faktur. Dług miał jakoby powstać w czasie, gdy byliśmy związani umową. Wyraziłam zdziwienie, że zgłaszają się do mnie w takiej sprawie po tylu latach, a przecież nie zmieniłam adresu zameldowania ani nr tel, mogli mnie molestować wcześniej. Stwierdziłam, że nie przypominam sobie, żebym dostała jakiekolwiek pismo czy wezwanie do zapłaty, z wyjątkiem tego, które dostałam po zerwaniu umowy. Według mojej pamięci dług spłaciłam.
Sytuacja jest taka: windykacja firmy X twierdzi, że mam dług do spłacenia. Ja twierdzę, że nie, ale nie dam sobie za to głowy uciąć, więc proszę o przesłanie dokumentów, z których wynika, że dług jest. Na co pani z windykacji mówi, że to nie ona ma obowiązek udowadniać mi dług, tylko ja mam obowiązek udowodnić, że go nie mam. To jakoby wynika z prawa. I tu moje pierwsze pytanie- czy naprawdę tak jest? Wydaje mi się bowiem, że takie podejście jest charakterystyczne raczej dla Korei PŁN, a nie dla demokratycznego państwa, ale może jestem w błędzie. Koniec końców pani stwierdziła, że ona "nie ma obowiązku niczego mi wysyłać". Obowiązku moze i nie ma, ale ja ją grzecznie proszę o to, bo z jakiej racji mam płacić rzekomy dług, który jakoby powstał blisko 3 lata temu,a którego ja nie pamiętam? Chyba muszą mi przesłać jakieś faktury, albo chociaż podać ich numery, żeby wytłumaczyć, że właśnie na tej podstawie obliczyli dług?
Dostałam jedynie wezwanie do zapłaty z tytułu zadłużenia za świadczone usługi z 7dniowym terminem płatności. Odwołałam się od niego, poprosiłam o przesłanie dokumentów poświadczających powstanie długu i zwróciłam się do banku o przesłanie wyciągu z firmowego konta (które od dawna jest już zamknięte, nawiasem mówiąc nie wiem, czy w ogóle stworzenie takiego wyciągu jest możliwe). Bank milczy, a pani z windykacji straszy mnie sądem. Co robić w tej sytuacji?
Między 2008 a 2009 rokiem prowadziłam działalność gosp. 15 marca 2008 r. podpisałam umowę z firmą X na pozycjonowanie strony www. Jakoś w połowie roku 2009 zamknęłam działalność, ale firma X nieco wcześniej wysłała mi pismo (nie pamiętam dokładnie kiedy), że zrywa umowę z racji nieterminowego opłacania należności za pozycjonowanie. Fakt, z firmą szło mi słabo, często nie płaciłam firmie X, ale starałam się raz na jakiś czas spłacać dług. Wraz z wnioskiem o rozwiązanie umowy dostałam wezwanie do zapłaty należności, co- według mojej pamięci- uczyniłam. Ale nie mam na to dowodu- sprawa jest stara, konta firmowe dawno pozamykane, nie jestem w stanie tego zweryfikować.
W czerwcu br (2012) dostałam pierwszy telefon od działu windykacji firmy X z informacją, że jestem im winna blisko 500 zł z tytułu niezapłaconych faktur. Dług miał jakoby powstać w czasie, gdy byliśmy związani umową. Wyraziłam zdziwienie, że zgłaszają się do mnie w takiej sprawie po tylu latach, a przecież nie zmieniłam adresu zameldowania ani nr tel, mogli mnie molestować wcześniej. Stwierdziłam, że nie przypominam sobie, żebym dostała jakiekolwiek pismo czy wezwanie do zapłaty, z wyjątkiem tego, które dostałam po zerwaniu umowy. Według mojej pamięci dług spłaciłam.
Sytuacja jest taka: windykacja firmy X twierdzi, że mam dług do spłacenia. Ja twierdzę, że nie, ale nie dam sobie za to głowy uciąć, więc proszę o przesłanie dokumentów, z których wynika, że dług jest. Na co pani z windykacji mówi, że to nie ona ma obowiązek udowadniać mi dług, tylko ja mam obowiązek udowodnić, że go nie mam. To jakoby wynika z prawa. I tu moje pierwsze pytanie- czy naprawdę tak jest? Wydaje mi się bowiem, że takie podejście jest charakterystyczne raczej dla Korei PŁN, a nie dla demokratycznego państwa, ale może jestem w błędzie. Koniec końców pani stwierdziła, że ona "nie ma obowiązku niczego mi wysyłać". Obowiązku moze i nie ma, ale ja ją grzecznie proszę o to, bo z jakiej racji mam płacić rzekomy dług, który jakoby powstał blisko 3 lata temu,a którego ja nie pamiętam? Chyba muszą mi przesłać jakieś faktury, albo chociaż podać ich numery, żeby wytłumaczyć, że właśnie na tej podstawie obliczyli dług?
Dostałam jedynie wezwanie do zapłaty z tytułu zadłużenia za świadczone usługi z 7dniowym terminem płatności. Odwołałam się od niego, poprosiłam o przesłanie dokumentów poświadczających powstanie długu i zwróciłam się do banku o przesłanie wyciągu z firmowego konta (które od dawna jest już zamknięte, nawiasem mówiąc nie wiem, czy w ogóle stworzenie takiego wyciągu jest możliwe). Bank milczy, a pani z windykacji straszy mnie sądem. Co robić w tej sytuacji?