Witam.
Na wstepie chcialbym bardzo podziekowac za wczesniejsze odpowiedzi.
123abcd napisał:
Z HMRC mozna sie sadzic - potrwa to ale mozna. Jak masz dowody to powalcz troche. Zreszta skoro masz nadplate to tym bardziej bym walczyl.
A z Councilem sie dogadasz - jesli jeszcze nie bylo rozprawy to caly czas mozesz sie dogadac nawet na niskie kwoty. Jak dojdzie do rozprawy to musialbys sie na niej stawic aby cos wskorac - rozlozyc na raty.
A w PL beda Cie scigac ale na polskich warunkach (kwoty, zasady) i nie unikniesz tej egzekucji.
Z HMRC to byla taka sytuacja, ze ja ich poinformowalem o spoznieniu okolo tygodnia z rozliczeniem za dzialalnosc i poprosilem o przyslanie nowych danych poczta. I tak chyba z 8 razy. Nigdy nic z ich strony nie dotarlo do mnie. Tylko kolejne kary za niby spoznienia.
Urzad skarbowy w mojej miejscowosci zlikwidowano wtedy. Kontakt pozostal jedynie chyba droga telefoniczna. Wiec dzwonilem. A oni byli zdziwieni, ze nic nei dostalem jeszcze i twierdzili, ze wysylaja nastepne. Ja przyznam sie szczerze nei jestem najlepszy w prowadzeniu roznego typu dokumentacji czy rachunkowosci. Aby sie dodzwonic do HMRC to trzeba z 30 minut "wisiec" na linii i czekac az laskawie ktos tam sie zglosi. Po jakims czasie bardzo zaczelo mnie to irytowac.
To nie jest tak, ze ja jestem dluzny panstwu pieniadze bo sie wymigiwalem od zaplaty podatku. Ze zarabialem kolosalne kwoty i nie chcialem podzielic sie z fiskusem. Absolutnie.
Zarabialem ulamki tego ile wynosi kwota wolna od podatku.
Pieniadze, ktore wedlug nich jestem im winny sa tylko za to, ze doszlo chyba miedzy nami do jakiegos nieporozumienia. Ja ich prosilem o nowy PIN i haslo poczta, a urzad mi nic nie wysylam tylko nabijal kary. Absurd. I oni dobrze o tym wiedza, gdyz rozmowy byly monitorowane. Ze dzwonilem, ze sie denerwowalem.
Nie jestem panstwu nic winny. Nie ukrywalem sie. Nie oszukiwalem. Ja sie tylko spoznilem tydzien czasu. A oni...Mieli cos zrobic, ale nei zrobili. Dziwne troche.
Suma sumarum kiedy rozstalem sie z juz ze swoja partnerka, odkrylem pochowana korespondencje.
Tam bylo cos takiego jak Gataway czy cos w tym stylu. Znajomi zwrocili mi na to uwage, ze jezeli mam cos takiego to moge dostac sie na swoje konto online i rozliczyc z podatkiem za dzialanosc. Zadeklarowac wszystko.
Calosc zrobilem poprawnie online moze w 5 minut.
I po krzyku.
Sadzilem, ze powinienem dostac z ich strony PIN i haslo pocztaw odstepach kilku dniowych jako poufne dane tylko do mojego wgladu.
Wiec tak to konkretnie wyglada.
Podkreslam - nie zarabialem ogromnych kwot. Nie ukrywalem sie. Nie naciagalem. I to nie bylo tak, ze nie chcialem zaplacic podatku badz naciagnac jakos fiskusa. Nic z tych rzeczy.
Ta kara to jakies nieporozumienie moim zdaniem.
Inaczej kwestia przedstawia sie z Council Taxem.
Tutaj juz zglosilem sie do nich droga meilowa ( nie chce im podawac zadnego adresu do korespondencji ).
Na ta chwile nie jestem w Polsce nigdzie zameldowany. Nie mam konta w banku ani oficjalnie nic co by do mnei nalezalo. Takze zatrudnienia.
Zadeklarowalem,ze jestem gotowy powoli splacac wszystko. Ze nie mieszkam juz w UK. I nie wroce do Anglii. Na razie cisza i bez odzewu.
Ale nie ma problemu. Ja to bede splacal sobie powoli i tyle.
Troche to nie fair, ze moja ex nie bedzie musiala zaplacic nic i sie smieje jak zwykle pewnie...Bo Council Tax byl przepisany na mnie...Ale co tam. Jak sie ma miekkie serce to trzeba miec twarde cos innego.
Uwazam, ze najwazniejsze, iz zglosilem sie do Council Taxu. Ze jest kontakt.
Pragne jednak uzyc pewnej dygresji.
Mianowicie jakis czas temu pracowalem w UK w biurze. Moim szefem i na tamte czasy zaufanym kolega i przyjacielem byl jednoczesnie pewien landlord.
Jeden z wynajmujacych od tego Pana mieszkanie takze keidys nei zaplacil Councili. Wyprowadzil sie i zniknal. Moj szef dostal pismo, ze taka kwota z Councilem istnieje do zaplacenia. I podobno sprawa byla taka, ze Council wymagal zaplaty tej kwoty od landlorda. Nie od osoby, ktora tam mieszkala. Na tej zasadzie, ze jezeli delikwenta juz nie ma to Council ma zaplacic landlord.
Tak to rzeczywiscie funkcjonuje?
Nie chce byc zle zrozumiany, ale wiele osob opowiadalo mi z zycia wziete historie o tym, ze tak naprawde tego typu zadluzenia nie sa w ogole przez Anglikow poszukiwane. Sam bylem swiadkiem listow widmo do wczesniej wynajmujacych mieszkanie ludzi, ktorych de facto nei bylo juz tam od dawna - z prosba o zaplate.
Ktos mial rachunek za prad pamietam blisko 6 tysiecy funtow. Szok.
A oni dalej wysylali sobie spokojnie listy z prosba o zaplate itd itp
Rozumiem, ze zobowiazania urzedowe sa inaczej troszke traktowane.
Jednak wiele osob i znajomych mowilo mi, ze jezeli nie zamierzam wrocic do UK to nie mam sie o co martwic. Bo nikt tego sciagal ze mnie tak naprawde nie bedzie. Bo sa to za male kwoty. Bo nikomu sie nie bedzie chcialo itp.
Ze takich osob jak ja jest wiele.
Ze inaczej kwestia by sie przedstawiala gdybym byl dluzny dziesiatki tysiecy funtow, dziesiec tysiecy itd - powazne kwoty.
Nie wiem. Nie znam sie.
Dlatego pytam poniewaz pierwszy raz jestem w takiej sytuacji.
Zwyczajnie jestem ciekawy jak to wyglada realnie a nie tylko na papierze.
No i nie ukrywam, ze martwie sie.
Poniewaz nie lubie meic takich zobowiazan nigdzie za plecami.
Chcialbym posprzatac swoja przeszlosc.
A juz napewno trzymac swoje serce na wodzy by juz nigdy wiecej nie wiazac sie z kims takim z kim bylem i bardziej troszczyc sie o siebie niz innych.
Moge zapytac jak realnie dziala owy Europejski Tytul Egzekucyjny?
Zapewne sa jakies bariery, kwoty. Naprawde nie wierze aby wydawano taki dokument za kims kto nie zaplacil 200 funtow Councilu.
Ludzie co rusz wprowadzaja sie gdzies, wyprowadzaja, migruja...
Oraz jak dlugo trwaja takie procedury?
DZiekuje serdecznie za poswiecony mi czas.
Bardzo to doceniam.
Jeszcze jedno - czy ktos realnie, ale naprawde realnie byl w takiej sytuacji jak moja? To znaczy wyprowadzil sie powiedzmy z Anglii, Francji do innego kraju...Mija miesiac, rok, nawet 4 lata...Az tu nagle poczta przychodzi do niego wczesniej wspomniany Europejski Tytul Egzekucji?