K
Kyokushin4
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2012
- Odpowiedzi
- 6
Bardzo ciekawy temat, pozwólcie że odświerzę, sam chcę się zając filmowaniem z drona. Sportowo, rekreacyjnie, takie tam odwieczne marzenie człowieka o lataniu, oraz zarobkowo, jakiś kinderbal, ślub, przelot nad okolicą.
Moje intencje akurat nie są mroczne, , nie interesuje mnie co ludzie robią pod kołdrą, nie mam zamiaru podglądać ich na działkach, jak się opalają, bzykają etc. Cenię czyjąś (i swoją) prywatność, nawet gdybym 'nagrał' niechcący, to bym skasował. Żyję w zgodzie z zasadą 'nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe'
Ale nie w tym rzecz.
Pytanie jest takie, gdzie jest granica, jakie ramy prawne ją określają, przy której ktoś ma prawo mi powiedzieć żebym spadał i nie bzyczał mu nad głową, nie zarzucał że naruszam jego prywatność (mimo że dron jest 200m od jego domu i filmuję zupełnie coś innego), a kiedy ja mogę mu powiedzieć żeby wracał do siebie, bo mogę filmować to i tamto i kompletnie mnie nie obchodzi ani jego istnienie, ani co robi, ani gdzie, bo nie nagrywam go i nie chcę oglądać, ani bezprzedmiotowej dyskusji prowadzić.
Dobre by były konkretne paragrafy, w momencie jak Henio przyjdzie z łapami, żeby powiedzieć że jest się 'na prawie'. Oraz żeby wiedzieć kiedy przeprosić Henia i wyjść, bo ma rację.
Nie chodzi o ludzkie podejście, bo normalni ludzie to się dogadają, ktoś przyjdzie, zapyta, poprosi, powie że mu przeszkadza, drugi powie ok, no problem to idę gdzie indziej.
Chodzi o moment gdy prawie na noże idzie, może zostać wezwana policja, bo tak naprawdę tylko to ma znaczenie i tu możemy mówić o tym kto ma rację i kiedy. Sprowadzenie odpowiedzi do możliwej sytuacji 0/1.
Moje intencje akurat nie są mroczne, , nie interesuje mnie co ludzie robią pod kołdrą, nie mam zamiaru podglądać ich na działkach, jak się opalają, bzykają etc. Cenię czyjąś (i swoją) prywatność, nawet gdybym 'nagrał' niechcący, to bym skasował. Żyję w zgodzie z zasadą 'nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe'
Ale nie w tym rzecz.
Pytanie jest takie, gdzie jest granica, jakie ramy prawne ją określają, przy której ktoś ma prawo mi powiedzieć żebym spadał i nie bzyczał mu nad głową, nie zarzucał że naruszam jego prywatność (mimo że dron jest 200m od jego domu i filmuję zupełnie coś innego), a kiedy ja mogę mu powiedzieć żeby wracał do siebie, bo mogę filmować to i tamto i kompletnie mnie nie obchodzi ani jego istnienie, ani co robi, ani gdzie, bo nie nagrywam go i nie chcę oglądać, ani bezprzedmiotowej dyskusji prowadzić.
Dobre by były konkretne paragrafy, w momencie jak Henio przyjdzie z łapami, żeby powiedzieć że jest się 'na prawie'. Oraz żeby wiedzieć kiedy przeprosić Henia i wyjść, bo ma rację.
Nie chodzi o ludzkie podejście, bo normalni ludzie to się dogadają, ktoś przyjdzie, zapyta, poprosi, powie że mu przeszkadza, drugi powie ok, no problem to idę gdzie indziej.
Chodzi o moment gdy prawie na noże idzie, może zostać wezwana policja, bo tak naprawdę tylko to ma znaczenie i tu możemy mówić o tym kto ma rację i kiedy. Sprowadzenie odpowiedzi do możliwej sytuacji 0/1.
Ostatnia edycja: