Dwa pytania czysto teoretyczne dotyczące piractwa

  • Autor wątku Autor wątku rotmistrz
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
R

rotmistrz

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2008
Odpowiedzi
15
Mam dwa teoretyczne pytania dotyczące piractwa i kontroli policji.
1) Załóżmy, że Policja jest wezwana w sprawie awantury domowej. Policjanci wchodzą do domu w celu interwencji i na odtwarzaczu DVD/obok laptopa widzą jakieś nagrane płyty. Co w takiej sytuacji mogą zrobić? Czy mogą je skontrolować?
2) Policja przeszukuje mieszkanie w celu innym niż poszukiwanie pirackiego oprogramowania. Okazuje się, że nie znajdują tego co szukają. W trakcie przeszukania znajdują jednak prawdopodobnie nielegalne oprogramowanie. Co wtedy?
 
Na obydwa pytania odpowiem Ci w taki sposób:
Wyobraź sobie, że do domu na interwencję (w nieokreślonym celu) przychodzą Policjanci i w trakcie "inspekcji" pomieszczeń widzą torebeczki foliowe z białym proszkiem, albo na pulce pistolet, twoim zdaniem nie powinni tego skontrolować tylko dlatego, że do domu przyszli w innym celu?
Każde podejrzenie popełnienia czynu zabronionego musi być przez funkcjonariuszy sprawdzone, inaczej narażają się na odpowiedzialność, przynajmniej, dyscyplinarną.
 
Zgoda, ale nie oszukujmy się, piractwo na własny użytek to zupełnie inna skala czynu zabronionego w porównaniu do posiadania narkotyków i broni bez zezwolenia... W Polsce istnieje zarówno przyzwolenie społeczne na tego typu czyny, jak i często przyzwolenie samych stróżów prawa. Nie ukrywajmy, że większość funkcjonariuszy Policji sama ma w domu pirackie oprogramowanie, znam nawet 2 takie przypadki. :? Trzeba być strasznym skurczybykiem, żeby np. podczas interwencji w domu z powodu awantury doczepić się do leżących na półce dwóch nagranych płyt.
 
Jeden zobaczy, uśmiechnie się i wyjdzie, inny zabezpieczy i zrobi aferę.
Używanie pirata, to taka sama kradzież jak każda inna.
 
Jeśli chodzi o piractwo to przypuszczam, że dyskusje były na tym forum wielokrotnie na ten temat poruszane, ale nie zgodzę się, że jest to kradzież jak każda inna. W przypadku normalnej kradzieży ofiara TRACI mienie, które jest przejęte przez złodzieja. W przypadku piractwa, polegającego chociażby na skopiowaniu gry od znajomego, twórca nie traci fizycznie nic, dalej dysponuje swoim produktem i dalej go sprzedaje. Nie traci również pieniędzy. Gigantyczne straty na piractwie wyliczane przez wytwórnie fonograficzne i komputerowe są tak naprawdę nic nie warte, bo nie ma gwarancji, że osoba, która skopiowała grę, jeśli nie miałaby takiej możliwości, to by ją kupiła. Powiem nawet, że pewnie w 95% przypadków do zakupu oryginału by nie doszło, także te wyliczenia są wzięte z sufitu. Założenie, że jeśli nie byłoby możliwości skopiowania/ściągnięcia z internetu, to na pewno osoba by ten produkt kupiła jest logicznie błędne. Nie mówiąc już o tym, że np. rynek komputerowy rozwija się dzięki piractwu. Gdyby nie ono i nie łatwy dostęp do oprogramowania, to do dzisiaj siedzielibyśmy w najlepszym wypadku na Pentium'ach III, bo sprzęt komputerowy nie byłby tak popularny przez co spirala by się nie nakręcała, nie mówiąc już o poziomie rozwoju nauki i wysokich technologii. A więc i Microsoft nie zarobiłby na nowym systemie i tak kółko by się kręciło. Inny przykład dotyczy gier. Jeśli gra jest dobra, to m.in. dzięki piractwu zyskuje popularność i wiele osób, które ściągnie grę z internetu, później zakupi oryginał, bo np. będzie chciała grać przez sieć. To reakcja łańcuchowa - gra pojawia się w sieci P2P, jest dobra, pojawiają się recenzje, ludzie zaczynają ściągać z sieci i mówić znajomym o tym tytule, część zainteresowanych oczywiście ściągnie, część kupi oryginał. Ostatecznie producent wychodzi na swoje. Piractwo oczywiście jest moralnie, prawnie i społecznie naganne, jednak trzeba też spojrzeć na nie z innej strony. Wbrew pozorom piractwo jest korzystne także dla twórców, choć jest to głównie działanie długofalowe.
 
[cytat="rotmistrz":3aheix3w]Jeśli chodzi o piractwo to przypuszczam, że dyskusje były na tym forum wielokrotnie na ten temat poruszane, ale nie zgodzę się, że jest to kradzież jak każda inna. W przypadku normalnej kradzieży ofiara TRACI mienie, które jest przejęte przez złodzieja. W przypadku piractwa, polegającego chociażby na skopiowaniu gry od znajomego, twórca nie traci fizycznie nic, dalej dysponuje swoim produktem i dalej go sprzedaje. Nie traci również pieniędzy. Gigantyczne straty na piractwie wyliczane przez wytwórnie fonograficzne i komputerowe są tak naprawdę nic nie warte, bo nie ma gwarancji, że osoba, która skopiowała grę, jeśli nie miałaby takiej możliwości, to by ją kupiła. [/cytat:3aheix3w]

Ale mnie ubawiłeś tym postem :P .
 
Kodeks Karny jasno definiuje czym jest kradzież. Piractwo do tej definicji nie pasuje. Używanie tego terminu w odniesieniu do piractwa jest semantycznym nadużyciem wynikającym z niewiedzy/złej woli
 
[cytat="rotmistrz":11xjpupi]Kodeks Karny jasno definiuje czym jest kradzież. Piractwo do tej definicji nie pasuje. Używanie tego terminu w odniesieniu do piractwa jest semantycznym nadużyciem wynikającym z niewiedzy/złej woli[/cytat:11xjpupi] narazie to niewiedzą ty się wykazujesz... przeczytaj jednak ten kodeks karny ,a nie wypisujesz bzdury mające się nijak do obowiazującego prawa
 
z postu kolegi "rotmistrza" wynika ze Microsoft powinien chyba dziękowac ludziom którzy nielegalnie rozprowadzają oprogramowanie..... :D
 
:) i dzięki temu Windows przecież jest tak powszechny... :D
 
Tak, śmiejcie się, bo fakty nie docierają. Gdyby nie piractwo, to 50% ludzi siedziałoby teraz na systemach OpenSource i korzystało z takiego, darmowego oprogramowania, a Microsoft musiałby zadowolić się 40% a nie tak jak obecnie jakimiś 85% rynku, a najlepszym procesorem byłby Pentium III. Nie mówiąc już o innych producentach. Nie rozumiecie, że piractwo nakręca ten biznes? Na popularny system powstaje więcej oprogramowania, więcej osób go ściąga, ale też i więcej kupuje. Podobnie z innym oprogramowaniem jak i ze sprzętem. Łatwy dostęp do oprogramowania powoduje, że więcej ludzi stać na sprzęt komputerowy, dzięki czemu producenci mogą inwestować w lepsze technologie, bo jest popyt. Ostatecznie producent wychodzi na swoim. Wie o tym każdy kto w tej branży siedzi. I żeby nie było, nie mówię tego, żeby się usprawiedliwić, bo sam mam tylko oryginalny soft, ale rozumiem ludzi, którzy ściągają go z sieci. Co jednak zrobić, gdy chce się obejrzeć jakieś anime, którego nie ma w telewizji ani na DVD? Po prostu nie ma go w Polsce? Sprowadzać je z Japonii? Ile osób się na to zdecyduje, jedna na sto?
 
Gdyby nie piraci to kupowałbym dziś Windowsa za 100 zł , a nie 500 kolego.
 
Nie przeczę. Konkurencja (szczególnie ze strony OpenSource) byłaby wtedy większa i Microsoft musiałby obniżyć cenę, żeby ktoś się jego systemem zainteresował. To m.in. piractwo wytworzyło monopol Microsoftu na rynku informatycznym. Jakoś systemy OpenSource są rozprowadzane za darmo, a producenci tacy jak np. Novell potrafią na tym zarobić, wypuszczając po prostu płatne edycje dla firm, z nowymi funkcjami i z profesjonalnym wsparciem technicznym. Zapewniam Cię, że gdyby Microsoft chciał, to mógłby sprzedawać system po 200 zł i na tym zarobił. Niestety jak już mówiłem mają monopol na rynku systemów operacyjnych, bo w szkołach uczą głownie pracy na Windowsie, a inni gracze wśród użytkowników domowych się raczej nie liczą, więc mogą sobie pozwolić na zawyżanie ceny... W związku z tym uważam, że piractwo ma zarówno swoje plusy jak i minusy, dlatego nie można tego zjawiska tak bardzo demonizować, ale też przesadnie wychwalać.
 
Powrót
Góra