Dziwne zachowanie kupującego samochód

  • Autor wątku Autor wątku Pgoroo
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

Pgoroo

Użytkownik
Dołączył
02.2015
Odpowiedzi
82
Witam,

jakiś czas temu sprzedałem samochód. Kupujący oglądał, odbyliśmy jazdę próbną. Nie zgłaszał zastrzeżeń. Samochód był w naprawdę dobrym stanie, dodatkowo na niektóre rzeczy, które były robione, dostał nawet jeszcze ważne karty gwarancyjne. Niedługo po zakupie zadzwonił i powiedział że uszkodziła się turbosprężarka. Akurat była jeszcze pół roku na gwarancji. Ja kiedy odbierał auto nie miałem żadnych obiekcji co do jej działania. Pech chciał, że warsztat który ją robił już nie istnieje i z gwarancji nici. I teraz co mówi mi kupujący. Wymienił ją sobie sam (1400zł) do tego zmienił olej odmę i jeszcze coś tam (wszystko 700 zł) i teraz to 2100 zł chce żeby podzielić na pół pomiędzy mnie a niego. Moje pytanie brzmi czy powinienem się zgodzić? Właściwie nie miałem okazji nawet zweryfikować zasadności tej naprawy turbiny, do tego niby dlaczego mam płacić połowę za pozostałe rzeczy? czy powinienem jakoś z nim negocjować czy zupełnie zbyć temat? a może zapłacić i mieć problemy z głowy?
 
Pgoroo - kupujący ma jakieś faktury za wymianę ?
Osobiście bym się nie godził tym bardziej że dałeś mu dokumentację. Za pół roku będzie chciał opony zmienić to też na pół ? ;) odnośnie praw wypowiedzą się znawcy z forum - pozdrawiam
 
Pgoroo napisał:
Wymienił ją sobie sam (1400zł) do tego zmienił olej odmę i jeszcze coś tam (wszystko 700 zł) i teraz to 2100 zł chce żeby podzielić na pół pomiędzy mnie a niego. Moje pytanie brzmi czy powinienem się zgodzić?
Nie. W końcu auto nie posiada wad, zatem nie ma powodów do dyskusji o odpowiedzialności sprzedającego.

Kupujący mógł się z Tobą skontaktować informując o wadzie, a Ty oceniłbyś, czy jest to wada, za którą ponosisz odpowiedzialność lub nie - czy wynikła z przyczyny tkwiącej w rzeczy podczas sprzedaży. Nie zrobił tego, nie reklamował auta, nie mogłeś ocenić wady, a obecnie auto jest sprawne.


(Piszę powyższe zakładając, że była to transakcja pomiędzy osobami fizycznymi, a Ty nie wyłączyłeś w umowie odpowiedzialności z tytułu rękojmi)
 
Ostatnia edycja:
Jeszcze nie ma faktury bo jeszcze nie odebrała auta z warsztatu. Jedyne czego się boje to to że sprawa trafi później do sądu bo rzekome rozsypanie się turbiny nastąpiło krótko po zakupie. A ja przecież zapewniałem że jest dobra. Była na gwarancji i nie było żadnych objawów złego działania więc niby dlaczego miałbym powiedzieć że nie jest. I teraz się zastanawiam czy może mnie jakoś ciągać po sądach za wadę ukrytą. Z jednej strony awaria zaraz po zakupie, a z drugiej strony brak wezwania do naprawy czy jakiegokolwiek przedstawienia samochodu do oceny tylko naprawa i postawienie przed faktem. Jak niby sąd (lub biegły) sprawdzi co się tak naprawdę uszkodziło i czy to nie jest jakaś fanaberia. Do tego te pozostałe koszty. Przecież to już jego sprawa że chciał zmienić olej czy odmę.
 
Już Ci napisałem. Kupujący musiałby udowodnić, że wada wystąpiła z przyczyny tkwiącej uprzednio w rzeczy sprzedanej. Za inne, po przejściu niebezpieczeństwa na kupującego - nie odpowiadasz.

Art. 559 kodeksu cywilnego.
 
Może nie sprecyzowałem jednej rzeczy. Kupujący poinformował mnie telefonicznie o usterce przed naprawą. O dziwo nie zadzwonił do mnie z awanturą tylko spokojnie i nawet powiedział że nie ma do mnie pretensji, nie zgłaszał żadnych roszczeń, a dzwoni po to żebym polecił mu jakiś warsztat bo on nie jest zbytnio zorientowany. Teraz zadzwonił z wyliczeniem tych wszystkich kosztów i powiedział że auto już zaraz będzie skończone i że wcześniej myślał że nie wyjdzie tak dużo a teraz jak się okazało ile to chce ode mnie połowę. Nie chce wyjść na jakiegoś oszusta bo wszystko robiłem w dobrej wierze ale zwrot 1000 zł to nie mało szczególnie że samochód był 13 letni. Dodatkowo powiem że rozmawiałem ze znajomym który zajmuje się naprawą aut i stwierdził że przebieg usterki opisany przez kupującego niezbyt trzyma się kupy. I możliwe że auto po prostu było katowane i nie wytrzymało. Trudno to właściwie teraz stwierdzić.
 
Nadal nie widzę możliwości, by zmusić Cię prawnie do zwrotu pieniędzy za ową naprawę.
 
Nie zgadzaj się na takie rozwiązanie. Jeśli podczas zakupu nie było żadnych podstaw do twierdzeń, że z turbiną jest coś nie tak, to nie ma podstaw aby zmusić Cię do zapłaty.
 
Tak pomyślałem że jak bym mu nawet cokolwiek oddał, żeby mieć to z głowy, to by było tak jak bym się przyznał że to moja wina a tak zupełnie nie jest. Później by mu się coś za pół roku zrobiło i znowu by przyszedł, bo z tego co dowiedziałem się w warsztacie to rzeczywiście turbina była uszkodzona i została naprawiona, koszty tak jak podał. Ale istnieje możliwość że przy tej awarii mógł przytrzeć trochę silnik i właściwie o nie wiadomo jak on się będzie zachowywał np. za pół roku. :-o

W ogóle to już zaczyna się robić parodia. Facet jest z poza miasta, nie może odebrać auta, tak jak miał to zrobić, jutro tylko chce w weekend i jeszcze chciał żebym to ja za niego je odebrał a on odbierze ode mnie. Wychodzi na to że jak się zaoferuje jakąkolwiek pomoc z życzliwości to później ludzie już jadą po bandzie. Dasz palec to chcą całą rękę. Musze w jakiś sposób mu powiedzieć że moja rola to się już w całej tej historii skończyła i niech radzi sobie sam. Boje się tylko że będzie do mnie wydzwaniał, albo pisał maile i mnie nękał, do tego wie gdzie mieszkam. To było 2 auto które sprzedawałem w życiu i szczerze mówiąc to nie myślałem że sprawa może być uciążliwa.
 
Historii ciąg dalszy...

Kupujący przesłał mi swoje roszczenie. Chce zwrotu jakiś pieniędzy za wykonaną przez siebie naprawę. Pomijając fakt który ustaliliśmy już wcześniej że to bezzasadnie, to czy forma przesłania roszczenia jako email, nie skan pisma w załączniku tylko zwykły email, jest w ogóle skuteczna? To znaczy czy mam w ogóle na to odpowiadać? A jeśli tak to w jakim czasie? Oczywiście jeśli ja mu odpowiem to tylko pocztą ZPO.
 
Skasuj maila, a jak przyjdzie list to do kosza i ignoruj pajaca bo nic nie musisz odpowiadac.

Jak ma jakis problem i mysli, ze ma szanse to niech sobie idzie do sądu. Wszelkie inne pisma olewaj. Prawo jest po twojej stronie i nie wdawaj sie z nim w jakies dyskusje czy pertraktacje w kosztach itd.
 
wybacz, że się podpinam pod twoją odpowiedź i post, ale widzę ze znasz się na prawie konsumenta, dlatego wybacz ale szybko zapytam o coś zgoła innego, czy ja, jako sprzedawca pracujący w sklepie w którym nie ma zwrotów (sklep w galerii handlowej) muszę podawać swoje nazwisko, klientom którym odmówiłam zwrotu towaru (zgodnie z polityką firmy??) a którzy chcą składać zażalenie do rzecznika praw konsumenta (i czy na 100% mogę tego zwrotu towaru odmówić na podstawie tej ustawy) Bardzo proszę o odpowiedź
 
Regand napisał:
Skasuj maila, a jak przyjdzie list to do kosza i ignoruj pajaca bo nic nie musisz odpowiadac.

Jak ma jakis problem i mysli, ze ma szanse to niech sobie idzie do sądu. Wszelkie inne pisma olewaj. Prawo jest po twojej stronie i nie wdawaj sie z nim w jakies dyskusje czy pertraktacje w kosztach itd.

Regand a czy jesteś pewien? nie chce żeby w razie czego zostało to potraktowane jako brak odpowiedzi i powód do samodzielnej naprawy (chociaż to troche nie taka kolejność bo naprawa już była). A jeśli odpowiadać to w razie czego ile w takich sytuacjach mam czasu na to czasu?
 
ja również jestem pewien. Zignoruj pajaca.
 
Powrót
Góra