L
lupinefairy
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2015
- Odpowiedzi
- 17
Cześć, będzie długo i pogmatwanie, ale postaram się opisać wszystko.
Piszę z pytaniami dotyczącymi nowych jak i starych zasad w pracy, które są ustalane słownie.
Zacznę od tego, że pracuję w zwykłym sklepie ogólnospożywczym, prawie że osiedlowym. Nie jest to żadna wielka sieć, mamy tylko kilka sklepów w całej Polsce. Nie wiem czy to ma znaczenie, ale no dobra.
W pracy panuje zasada, że "NIE MAMY PRAWA" mieć telefonów przy sobie. Nie mogą leżeć przy kasie, nie można mieć ich w kieszeni, mają być schowane w szafce. Ja rozumiem takie zasady w jakichś urzędach gdzie się pracuje z danymi czy czymś chronionym, bądź przy maszynach, których działanie telefon mógłby zakłócić, ale w sklepie? W każdej żabce, piekarni czy nawet aptece osoby obsługujące mają telefony i ba, nawet z nich korzystają podczas obsługiwania! Ja nie chcę grać na telefonie w pracy. Potrzebuję go przy sobie w razie W. Mam bardzo chorego psa, który niedawno miał operację, ma chore serduszko i czasem mu płuca zalewa i trzeba jechać na cito do weta.
Moja mama jest niepełnosprawna i sama sobie nie da rady, więc w nagłej sytuacji musiałabym "rzucić wszystko" i biec. Mówiłam o tym kierownikowi, ale on mówi, że "telefon w biurze istnieje i mama może dzwonić na niego". No ok, ale dochodzi też sytuacja, że mojej mamie się coś stanie – kilka dni temu zmarła mi ciocia i głównie stało się to przez taki brak kontaktu. Nikt nie będzie szukał numeru do "pracy córki" tylko ICE. Ale kierownik "to nie ty decydujesz czy masz telefon."
Czy mogę się temu przeciwstawić? Byłam teraz na zwolnieniu przez te sytuacje i koleżanka ze zmiany powiedziała, że podobno teraz mają kontrolować czy mamy telefon czy nie. Będą nas obszukuwać, czy co? Prawie każdy ma telefon przy sobie i go nie używa, ale ja zostałam "przyłapana", bo nie miałam kieszeni i położyłam telefon na półce, głęboko. I od tego się cała afera zaczęła.
Druga sprawa, która wydaje się o wiele bardziej absurdalna, to "zakaz picia". Trzeba koniecznie zejść z kasy i iść na dół na zaplecze. Wcześniej było przyzwolenie żebyśmy mieli butelki/termosy na zapleczu za kasami i przy kasach stojących, ale teraz podobno nie można. Pić można tylko na przerwie. To chyba się kłóci z prawami człowieka, bo picie to normalna potrzeba fizjologiczna! Dodatkowo ja jestem chora i muszę co 2 godziny coś przegryźć, żeby nie zemdleć i zawsze na zapleczu miałam jakąś bułkę czy coś, żeby ugryźć, a teraz "kategoryczny zakaz".
Nie ma tego nigdzie napisanego (bo pewnie i to i to jest niezgodne z prawem pracy), kierownik tylko mówi i dostajemy ochrzan. Czy mogę coś z tym zrobić, nie stosować się i nie zostać dyscyplinarnie zwolniona? I tak będę gadać z kierownikiem i upierać się przy swoim ale wolę zapytać osób które mogą mieć większe doświadczenie w podobnych tematach.
Piszę z pytaniami dotyczącymi nowych jak i starych zasad w pracy, które są ustalane słownie.
Zacznę od tego, że pracuję w zwykłym sklepie ogólnospożywczym, prawie że osiedlowym. Nie jest to żadna wielka sieć, mamy tylko kilka sklepów w całej Polsce. Nie wiem czy to ma znaczenie, ale no dobra.
W pracy panuje zasada, że "NIE MAMY PRAWA" mieć telefonów przy sobie. Nie mogą leżeć przy kasie, nie można mieć ich w kieszeni, mają być schowane w szafce. Ja rozumiem takie zasady w jakichś urzędach gdzie się pracuje z danymi czy czymś chronionym, bądź przy maszynach, których działanie telefon mógłby zakłócić, ale w sklepie? W każdej żabce, piekarni czy nawet aptece osoby obsługujące mają telefony i ba, nawet z nich korzystają podczas obsługiwania! Ja nie chcę grać na telefonie w pracy. Potrzebuję go przy sobie w razie W. Mam bardzo chorego psa, który niedawno miał operację, ma chore serduszko i czasem mu płuca zalewa i trzeba jechać na cito do weta.
Moja mama jest niepełnosprawna i sama sobie nie da rady, więc w nagłej sytuacji musiałabym "rzucić wszystko" i biec. Mówiłam o tym kierownikowi, ale on mówi, że "telefon w biurze istnieje i mama może dzwonić na niego". No ok, ale dochodzi też sytuacja, że mojej mamie się coś stanie – kilka dni temu zmarła mi ciocia i głównie stało się to przez taki brak kontaktu. Nikt nie będzie szukał numeru do "pracy córki" tylko ICE. Ale kierownik "to nie ty decydujesz czy masz telefon."
Czy mogę się temu przeciwstawić? Byłam teraz na zwolnieniu przez te sytuacje i koleżanka ze zmiany powiedziała, że podobno teraz mają kontrolować czy mamy telefon czy nie. Będą nas obszukuwać, czy co? Prawie każdy ma telefon przy sobie i go nie używa, ale ja zostałam "przyłapana", bo nie miałam kieszeni i położyłam telefon na półce, głęboko. I od tego się cała afera zaczęła.
Druga sprawa, która wydaje się o wiele bardziej absurdalna, to "zakaz picia". Trzeba koniecznie zejść z kasy i iść na dół na zaplecze. Wcześniej było przyzwolenie żebyśmy mieli butelki/termosy na zapleczu za kasami i przy kasach stojących, ale teraz podobno nie można. Pić można tylko na przerwie. To chyba się kłóci z prawami człowieka, bo picie to normalna potrzeba fizjologiczna! Dodatkowo ja jestem chora i muszę co 2 godziny coś przegryźć, żeby nie zemdleć i zawsze na zapleczu miałam jakąś bułkę czy coś, żeby ugryźć, a teraz "kategoryczny zakaz".
Nie ma tego nigdzie napisanego (bo pewnie i to i to jest niezgodne z prawem pracy), kierownik tylko mówi i dostajemy ochrzan. Czy mogę coś z tym zrobić, nie stosować się i nie zostać dyscyplinarnie zwolniona? I tak będę gadać z kierownikiem i upierać się przy swoim ale wolę zapytać osób które mogą mieć większe doświadczenie w podobnych tematach.