R
rozny
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2013
- Odpowiedzi
- 17
Witam serdecznie,
odebrałem dziś przed egzekucyjne wezwanie do zapłaty z ZTM. Sprawa z 2006 roku. Byłem na uczelni na zajęciach, pech chciał że zapomniałem z domu legitymacji. Studiowałem zaocznie, do Warszawy dojeżdżałem ponad 400km. Oczywiście niemożliwym było dostarczenie legitymacji w terminie 7 dni do ZTM celem udowodnienia, że studiuję, bo nie miałoby to żadnego ekonomicznego uzasadnienia. Napisałem pismo z kserokopią legitymacji, ale oczywiście ZTM to olał.
Sprawa poszła do sądu, sąd wydał nakaz zapłaty od którego się odwołałem i sprawa ucichła. Dostałem zwrotkę, że sąd odebrał pismo ale nic się nie zadziało.
Po latach stwierdzam, że pewnie ktoś w sądzie olał temat, miał burdel w papierach, albo nie wiem co, ale sprawa zapewne nie została ponownie rozpatrzona. Adresu nie zmieniałem, awizo jeżeli by było to na 100% bym je podjął w terminie, więc zgaduję że po prostu sąd tym odwołaniem się nie zajął (na pewno złożyłem je w terminie).
ZTM naliczył sobie jakieś tam kwoty wynikające w sumie nie wiadomo z czego. Koszty sądowe, odsetki w sumie ponad 4 stówy, oczywiście nie rozpisane co dokładnie się składa na tę kwotę. Równie dobrze mogli napisać milion pięćset, bo kto to wie co tam sobie naliczyli.
No i teraz pytanie - co z tym zrobić?
Pewnie zaraz mnie ktoś zruga, że mogłem zainteresować się czemu sąd nic nie robi, ale 10 lat temu to ja miałem 20 lat i nieduże pojęcie o tym wszystkim. Da się jeszcze coś z tym zrobić? Zwrotki z sądu o podjęciu odwołania od nakazu zapłaty już na bank nie odgrzebię...
odebrałem dziś przed egzekucyjne wezwanie do zapłaty z ZTM. Sprawa z 2006 roku. Byłem na uczelni na zajęciach, pech chciał że zapomniałem z domu legitymacji. Studiowałem zaocznie, do Warszawy dojeżdżałem ponad 400km. Oczywiście niemożliwym było dostarczenie legitymacji w terminie 7 dni do ZTM celem udowodnienia, że studiuję, bo nie miałoby to żadnego ekonomicznego uzasadnienia. Napisałem pismo z kserokopią legitymacji, ale oczywiście ZTM to olał.
Sprawa poszła do sądu, sąd wydał nakaz zapłaty od którego się odwołałem i sprawa ucichła. Dostałem zwrotkę, że sąd odebrał pismo ale nic się nie zadziało.
Po latach stwierdzam, że pewnie ktoś w sądzie olał temat, miał burdel w papierach, albo nie wiem co, ale sprawa zapewne nie została ponownie rozpatrzona. Adresu nie zmieniałem, awizo jeżeli by było to na 100% bym je podjął w terminie, więc zgaduję że po prostu sąd tym odwołaniem się nie zajął (na pewno złożyłem je w terminie).
ZTM naliczył sobie jakieś tam kwoty wynikające w sumie nie wiadomo z czego. Koszty sądowe, odsetki w sumie ponad 4 stówy, oczywiście nie rozpisane co dokładnie się składa na tę kwotę. Równie dobrze mogli napisać milion pięćset, bo kto to wie co tam sobie naliczyli.
No i teraz pytanie - co z tym zrobić?
Pewnie zaraz mnie ktoś zruga, że mogłem zainteresować się czemu sąd nic nie robi, ale 10 lat temu to ja miałem 20 lat i nieduże pojęcie o tym wszystkim. Da się jeszcze coś z tym zrobić? Zwrotki z sądu o podjęciu odwołania od nakazu zapłaty już na bank nie odgrzebię...