J
john19
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2009
- Odpowiedzi
- 1
Witam. Pewna sprawa nie daje mi spać od kilku dni. Mianowicie byłem świadkiem kolizji dwóch samochodów (pasażerem jednego z nich). Po około 2 miesiącach zostałem wezwany na policję na przesłuchanie. Zdarzenie wyglądało tak, że jadąc lewym pasem zajechana została nam droga , czego konsekwencją była kolizja z jadącym przed pojazdem, który nam tą drogę zajechał, samochodem na prawym pasie. Jako, że siedziałem z tyłu za pasażerem nie widziałem wszystkiego od początku, gdyż nie zwracałem uwagi na to co się dzieje z przodu, dopiero gdy ktoś krzyknął zobaczyłem, że samochód przed nami jest w połowie na naszym pasie i trzeba uciekać. Tak też zeznałem przed sądem kilka dni temu. Sędzina zapytała mnie czy widziałem te pojazdy wcześniej i odpowiedziałem, że nie. Na końcu przeczytała moje zeznania z policji, gdzie było "widziałem pojazdy, nagle jeden z nich zajechał nam drogę" i zapytała czy podtrzymuję zeznania (które?), na co bez chwili namysłu odpowiedziałem, że tak. Zeznania były tak zapisane, gdyż, jak na policji zacząłem opowiadać to wszystko (że siedziałem z tyłu i dokładnie nie widziałem bla bla ), pani, która mnie przesłuchiwała przerwała mi w połowie zdania, mówiąc, że nie chce słyszeć tego co ktoś mi powiedział, tylko to co widziałem. Powiedziałem, więc, że jechał samochód, drugi jechał przed nim i ten z tyłu zajechał nam drogę, bo to był fakt. Zostało to tak napisane i oczywiście podpisałem to, gdyż nie myślałem, że ma to jakieś większe znaczenie. Cała reszta, którą powiedziałem się zgadzała, przynajmniej tak jak wszystko zapamiętałem, bo było to prawie rok temu. Czy jest duże prawdopodobieństwo, że zostaną przedstawione mi zarzuty składania fałszywych zeznań ? Żałuję bardzo, że nie powiedziałem tego przed sądem, ale pierwszy raz występowałem w takiej roli i byłem trochę zdenerwowany i kompletnie o tym nie pomyślałem.