N
niki2117
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2014
- Odpowiedzi
- 5
Witam.
Od kliku lat zmagam się z sytuacją uciążliwego sąsiedztwa.
Jest to o tyle uciążliwe, że ciągłe imprezy alkoholowe, krzyki, walki i bijatyki, rzucanie przedmiotami, sprowadzanie wątpliwej reputacji towarzystwa, głośna muzyka są praktycznie codzienne i nie pozwalają często spać po nocach.
Petycje do spółdzielni podpisywane przez pozostałych mieszkańców, ciągłe wzywanie policji itp. nie przyniosły żadnego skutku. Uciążliwi sąsiedzi nadal mają status członka spółdzielni ( mieszkanie mają lokatorskie i zadłużone), a są tylko upominani jak ktoś ze spółdzielni nie boi się sam przyjść. Dodam, że w klatce po za mną - osobą ledwo po 30-stce mieszkają same małżeństwa w wieku 55-65 lat, już bez dzieci. Zatem nikt z nich nie jest w stanie nic więcej zrobić, bo i co? Ja sama nie będę nadstawiać karku za obcych ludzi, bo po pewnym incydencie wiem, że nie warto. O rozmowach mowy nie ma, bo próby spełzły na niczym, a osoby te chodzą odurzone alkoholem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Ewentualne próby polubowne kończyły się ich agresją. Do sądu żadne z nas nie pójdzie, bo wszyscy się po prostu boją i czekają, aż zrobię coś ja i nadstawię głowę za całą klatkę
Mam mieszkanie własnościowe, choruję na kręgosłup, ale muszę też pracować i jestem już u kresu wytrzymałości psychicznej.
Męczarnia z sąsiadami od 8 lat. Moje mieszkanie znajduje się bezpośrednio pod ich mieszkaniem. Chodzę jak cień, nie sypiam dobrze, każdy hałas to stoję na równych nogach, wpadłam w nerwicę potwierdzoną zaświadczeniem lekarskim. Chciałabym je sprzedać, ale biję się z myślami, że komuś przysporzę takich sąsiadów i nie wiem co dalej robić? Wiem jednak, że sama już nie mam siły tu mieszkać.
Nurtuje mnie na tą chwilę kilka pytań:
1. Czy mogę sprzedać to mieszkanie?
Wiem, że to sprzedaż mieszkania nie sąsiadów, jednak nie chciałabym, by ktoś mnie później ciągał po sądach czy ścigał po moim mieście.
2. Czy muszę mówić nabywcom o sąsiedztwie?
3.Czy ewentualny przyszły nabywca ma możliwość zerwania umowy kupna-sprzedaży nieruchomości po tym jak już się wprowadzi?
4. Jeśli zdecyduję się na sprzedaż przez Agencję Nieruchomości - czy muszę ich o tym sąsiedztwie informować?
5. Jakie ewentualne prawa po zawarciu umowy ma nowy nabywca?
Być może zmiana sąsiedztwa na młodych ludzi, mieszkających tu we dwójkę lub więcej wniesie coś innego. Może ktoś inny poradzi sobie z nimi, bo ja nie mam już siły.
Mam swoje mieszkanie, a jest czymś w rodzaju ciężaru...gdzie w obecnych czasach połowa społeczeństwa o takowym marzy, o swoim własnym "M".
Pozdrawiam i z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi.
Od kliku lat zmagam się z sytuacją uciążliwego sąsiedztwa.
Jest to o tyle uciążliwe, że ciągłe imprezy alkoholowe, krzyki, walki i bijatyki, rzucanie przedmiotami, sprowadzanie wątpliwej reputacji towarzystwa, głośna muzyka są praktycznie codzienne i nie pozwalają często spać po nocach.
Petycje do spółdzielni podpisywane przez pozostałych mieszkańców, ciągłe wzywanie policji itp. nie przyniosły żadnego skutku. Uciążliwi sąsiedzi nadal mają status członka spółdzielni ( mieszkanie mają lokatorskie i zadłużone), a są tylko upominani jak ktoś ze spółdzielni nie boi się sam przyjść. Dodam, że w klatce po za mną - osobą ledwo po 30-stce mieszkają same małżeństwa w wieku 55-65 lat, już bez dzieci. Zatem nikt z nich nie jest w stanie nic więcej zrobić, bo i co? Ja sama nie będę nadstawiać karku za obcych ludzi, bo po pewnym incydencie wiem, że nie warto. O rozmowach mowy nie ma, bo próby spełzły na niczym, a osoby te chodzą odurzone alkoholem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Ewentualne próby polubowne kończyły się ich agresją. Do sądu żadne z nas nie pójdzie, bo wszyscy się po prostu boją i czekają, aż zrobię coś ja i nadstawię głowę za całą klatkę
Mam mieszkanie własnościowe, choruję na kręgosłup, ale muszę też pracować i jestem już u kresu wytrzymałości psychicznej.
Męczarnia z sąsiadami od 8 lat. Moje mieszkanie znajduje się bezpośrednio pod ich mieszkaniem. Chodzę jak cień, nie sypiam dobrze, każdy hałas to stoję na równych nogach, wpadłam w nerwicę potwierdzoną zaświadczeniem lekarskim. Chciałabym je sprzedać, ale biję się z myślami, że komuś przysporzę takich sąsiadów i nie wiem co dalej robić? Wiem jednak, że sama już nie mam siły tu mieszkać.
Nurtuje mnie na tą chwilę kilka pytań:
1. Czy mogę sprzedać to mieszkanie?
Wiem, że to sprzedaż mieszkania nie sąsiadów, jednak nie chciałabym, by ktoś mnie później ciągał po sądach czy ścigał po moim mieście.
2. Czy muszę mówić nabywcom o sąsiedztwie?
3.Czy ewentualny przyszły nabywca ma możliwość zerwania umowy kupna-sprzedaży nieruchomości po tym jak już się wprowadzi?
4. Jeśli zdecyduję się na sprzedaż przez Agencję Nieruchomości - czy muszę ich o tym sąsiedztwie informować?
5. Jakie ewentualne prawa po zawarciu umowy ma nowy nabywca?
Być może zmiana sąsiedztwa na młodych ludzi, mieszkających tu we dwójkę lub więcej wniesie coś innego. Może ktoś inny poradzi sobie z nimi, bo ja nie mam już siły.
Mam swoje mieszkanie, a jest czymś w rodzaju ciężaru...gdzie w obecnych czasach połowa społeczeństwa o takowym marzy, o swoim własnym "M".
Pozdrawiam i z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi.
Ostatnia edycja: