N
nemo12
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2012
- Odpowiedzi
- 3
Witam,
jakiś czas temu złapała mnie kontrola w tramwaju - miałam ważny bilet miesięczny, ale nie miałam podstemplowanej legitymacji. Nie przejęłam się tym, ponieważ lada dzień miałam tę legitymację podstemplować. Kontroler powiedzial, że mam 14 dni na okazanie dokumentu. Uwierzylam mu na słowo, wiem, mój błąd, ponieważ regulamin stanowi zaledwie siedem dni. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że jedyna konkretna informacja, jaką uzyskałam od kontrolera - skądinąd wyjątkowo "sympatycznego", jak na kanarów - mogła być tak oszukańcza. Nie wpadłam więc na pomysł przeczytania regulaminu, bo też nie pierwszy raz bylam złapana. Wiem, mój błąd.
Legitymację podstęplowałam, zaniosłam, powiedziano mi, że przekroczyłam termin. Napisałam więc podanie, które zostało rozpatrzone negatywnie, bo też nie miałam żadnych dowodów na to, że kontroler udzielił mi mylnych informacji, a i pewnie samo to nie byłoby wystarczające. Niemniej biorąc pod uwagę logikę, nie regulamin - skoro kilka dni po tym wydarzeniu byłam w stanie okazać podstemplowany dokument zaświadczający o byciu studentem, a także mam możliwość otrzymania dokumentu na piśmie, poświadczającego, że danego dnia RÓWNIEŻ de facto bylam studentem - to czy jest sens dalej się kłócić?
Nadmieniam, iż w liście odmownym przedstawiono mi możliwość zwrócenia się do Sądu Rejonowego, ale w związku z tym, że z prawem miałam niewiele do czynienia i nie mam zbyt wielkiej wiedzy o konsekwencjach ani opłatach, nie wiem czy jest sens się na to porywać mimo wszystko.
Co radzicie? Zapłacić z odsetkami (nie wiem z czego, jestem w trudnościach finansowych, ale to inna sprawa...) czy brawurowo ciągnąć to dalej?
Wiem, że źle zrobiłam - ta sytuacja nauczyla mnie, że nie można sobie pozwolić nawet na automatyczne zaufanie wypowiedzianemu słowu; tak więc proszę nie pouczać mnie w tej kwestii bo mam już tego świadomość. Niemniej usiłuję się jeszcze jakoś wybronić i chyba mam do tego prawo.
Pozdrawiam serdecznie
jakiś czas temu złapała mnie kontrola w tramwaju - miałam ważny bilet miesięczny, ale nie miałam podstemplowanej legitymacji. Nie przejęłam się tym, ponieważ lada dzień miałam tę legitymację podstemplować. Kontroler powiedzial, że mam 14 dni na okazanie dokumentu. Uwierzylam mu na słowo, wiem, mój błąd, ponieważ regulamin stanowi zaledwie siedem dni. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że jedyna konkretna informacja, jaką uzyskałam od kontrolera - skądinąd wyjątkowo "sympatycznego", jak na kanarów - mogła być tak oszukańcza. Nie wpadłam więc na pomysł przeczytania regulaminu, bo też nie pierwszy raz bylam złapana. Wiem, mój błąd.
Legitymację podstęplowałam, zaniosłam, powiedziano mi, że przekroczyłam termin. Napisałam więc podanie, które zostało rozpatrzone negatywnie, bo też nie miałam żadnych dowodów na to, że kontroler udzielił mi mylnych informacji, a i pewnie samo to nie byłoby wystarczające. Niemniej biorąc pod uwagę logikę, nie regulamin - skoro kilka dni po tym wydarzeniu byłam w stanie okazać podstemplowany dokument zaświadczający o byciu studentem, a także mam możliwość otrzymania dokumentu na piśmie, poświadczającego, że danego dnia RÓWNIEŻ de facto bylam studentem - to czy jest sens dalej się kłócić?
Nadmieniam, iż w liście odmownym przedstawiono mi możliwość zwrócenia się do Sądu Rejonowego, ale w związku z tym, że z prawem miałam niewiele do czynienia i nie mam zbyt wielkiej wiedzy o konsekwencjach ani opłatach, nie wiem czy jest sens się na to porywać mimo wszystko.
Co radzicie? Zapłacić z odsetkami (nie wiem z czego, jestem w trudnościach finansowych, ale to inna sprawa...) czy brawurowo ciągnąć to dalej?
Wiem, że źle zrobiłam - ta sytuacja nauczyla mnie, że nie można sobie pozwolić nawet na automatyczne zaufanie wypowiedzianemu słowu; tak więc proszę nie pouczać mnie w tej kwestii bo mam już tego świadomość. Niemniej usiłuję się jeszcze jakoś wybronić i chyba mam do tego prawo.
Pozdrawiam serdecznie