LUDZIE CHOLERA JASNA.
Sama go wychowywałam praktycznie. Czasem podpuszczałam męża, żeby chociażby umył mu nóżkę przy kąpieli, czy popatrzył jak się bawi w wodzie, czy zmienił pampersa ( dziecko ma półtora roku, ojciec zmienił mu pampersa ok 5 razy i to tylko wtedy gdy byli swiadkowie i bylo glupio odmowic). Karmiłam piersią syna do 9 miesiąca życia, od 5 miesiąca życia codziennie miał ugotowaną świeżą zupkę. Mąż dawał mi czasem 50 zł na tydzień i miał pretensje jak zrobiłam zakupy do domu, w efekcie moja mama (mimo bardzo złej sytuacji finansowej) finansowała większość. Zaszłam w ciążę w wieku 17 lat. Teraz mam 18. Bił mnie, szarpał nawet w ciąży, poniżał, wyzywał od najgorszych. Nigdy nie przepraszał, potem chcial się "bzykać". Brzydziło mnie to po pewnym czasie, bo nie jestem zwierzęciem i nie potrafię tego robić po uprzednim wysłuchaniu jakim ja jestem ścierwem najgorszym. Czekałam aż to się skończy. Prosiłam, zeby tego nie robił, bo mnie to boli, tłumaczyłam, że to jest gwałt, że czuję się źle. Jak odmawiałam stanowczo były awantury i wyzywanie mnie od najgorszych...niekobiet, "antyseksualnych". Teraz mieszkam u mamy z małym. Wniosłam pozew. Przyjezdza do dziecka, ale zawsze tylko na chwilkę, bo zawsze jest milion innych spraw i może dziecku poświęcić tylko parę minut dosłownie. Powiedział, że nie będzie dawał pieniędzy na niego, pytał,czy złożyłam pozew. W końcu to zrobiłam. Ale widać,że synek za nim tęskni. Nie chcę, by poprzez naszą różnicę charakterów, niemożność wytrzymania z drugą osobą i na jej warunkach, dziecko cierpiało i nie widziało taty. Bo jest w więzieniu. Nie będziemy razem, jestem pewna, że jego życie i moje wróci do normy. Wystarczy?...