Jest już po fakcie,
ale ze względu na to, że różne sytuacje o podobnym charakterze mogą się nadal zdarzyć w szkole/miejscu pracy/jakimkolwiek innym miejscu gdzie ktoś może wymuszać na nas zachowanie niezgodne z naszymi poglądami i w jakikolwiek sposób karać nas za niezastosowanie się do owych wymogów,
moja prosta rada:
Nie protestuję w żaden sposób, ale zwyczajnie nie stosuję się do tych wymogów i czekam na "reakcję drugiej strony". W momencie kiedy nastąpi jakiekolwiek "ukaranie mnie" za niezastosowanie się do owych wymogów - wtedy JA mam prawo wytoczyć drugiej stronie proces i żądać odszkodowania. A czasy mamy obecnie takie(moda na wszelkie sprawy o znęcanie się/dyskryminację/molestowanie/itp), że w większości przypadków sądy przychylnie taką sprawę rozpatrują. Zwłaszcza, że najczęściej w takich sprawach mam twarde dowody.
Oczywiście należy w takich przypadkach kierować się zdrowym rozsądkiem, bo przecież nie pozwę szefa o obcięcie mi pensji/zwolnienie w związku z niezastosowaniem się np. do zakazu noszenia symbnolu mojej religii na szyi. Logicznym chyba jest, że w takiej sytuacji mój szef owszem, może zapłacić odszkodowanie lub nawet przyjąć mnie z powrotem do pracy, ale będę mieć już przysłowiowo prze$#### i najpewniej obejmie mnie najbliższa redukcja zatrudnienia, która odbędzie się już ostrożnie-zgodnie z prawem.
Za to jak najbardziej sprawdza się to w szkole, która jako placówka państwowa dyskryminować w żaden sposób nie powinna.