Intrum Justitia wyrasta jak spod ziemi i informuje, że zapadł wyrok

  • Autor wątku Autor wątku Xakiz
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Xakiz

Xakiz

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2011
Odpowiedzi
7
Witam,

Od sześciu lat siedzę za granicą, w Polsce jestem krótko jak mam wolne. Od wielu lat ktoś podaje się za mnie w środkach komunikacji miejskiej i swojego czasu miałem w domu kilka mandatów. Przy którymś pobycie w Polsce postanowiłem sprawę załatwić - udałem się do firmy, która kontroluje bilety u mnie w mieście ale tam potraktowano mnie z góry i lekceważąco, więc poszedłem z tym do gazety. nie pamiętam już gdzie (chyba w redakcji gazety) poradzono mi, żebym poszedł do wydziały komunikacji i powiedział jak wygląda sprawa. Tak zrobiłem i wyglądało na to, że mandaty zostały anulowane. Niedługo po powrocie za granicę w gazecie ukazał się artykuł opisujący wszystko. To było ze cztery lata temu.

Wczoraj rozmawiałem z dziadkiem, który powiedział mi, że jest do mnie list (mieszkanie stoi puste od lat i zajmuje się nim rodzina, nie jestem tam nawet zameldowany, tak jak nigdzie w Polsce). Poprosiłem go żeby otworzył i zobaczył co to. Okazało się, że to list z intrum justitia - do zapłaty 700zł plus ponad 400zł odsetek. Wziąłem od dziadka numer sprawy i dane kontaktowe i dziś zadzwoniłem żeby dowiedzieć się o co chodzi.

Telefon odebrał pan, któremu wyjaśniłem, że ktoś się za mnie podaje w środkach komunikacji miejskiej, że kiedyś już to wyjaśniałem i skończyło się na artykule w gazecie. Wytłumaczyłem też, że nie mam zamiaru płacić i żeby przestali wysyłać takie listy, bo tu nie chodzi o mnie, że nawet nie jestem zameldowany w Polsce i mieszkanie stoi puste, a ze środków komunikacji nie korzystam a kiedy korzystałem, zawsze kupowałem bilet. Mój rozmówca rozmawiał ze mną w sposób drwiący i opryskliwy. Powiedział, że moje wyjaśnienia są nieistotne, bo w mojej sprawie zapadł wyrok. Ja na to "jak to zapadł wyrok?" A on, że normalnie, była sprawa w sądzie i zapadł wyrok i że nic nie wiem, bo pewnie nie odbierałem poleconych. Ja na to że nie, bo od lat mnie nie ma w Polsce. Bezczelny typ poinformował mnie, że w takim razie wystąpią o europejski nakaz czy coś takiego i jeśli pracuję legalnie to mnie znajdą i wejdą mi na pensję. To niewiarygodne! W jakim świecie my żyjemy?! Czy to możliwe, czy on blefował?! Co mogę zrobić w tej sprawie i czy w ogóle muszę coś robić? Nie zamierzam latać do Polski i w ogóle się tym zajmować, bo to mnie po prostu nie dotyczy! Ktoś się za mnie podał i tyle. Proszę o poradę, bo cały dzień dziś w nerwach chodzę. Może jest jakaś instytucja, która mogłaby się tym zająć? Z góry dziękuję.
 
Mógł mówić prawdę - pewnie podali poprzedni adres, listonosz zostawił awizo, nikt go nie odebrał i sąd uznał pozew i nakaz za doręczone, a po 14 dniach za prawomocne. Należy dowiedzieć się o numer sprawy i wysłać do sądu pismo, że się pod danym adresem nie mieszka (podając najlepiej dowody np. wymeldowanie bądź zameldowanie za granicą - względnie umowę najmu itp.). Należy jednak podać adres do doręczeń w Polsce (sądy za granicę poza pierwszym pismem nie doręczają). Należy wówczas wnieść, żeby sąd doręczył pozew na podany adres, bo pierwsze doręczenie było nieskuteczne. Jeśli nakaz ma już klauzulę wykonalności, trzeba będzie ją zaskarżyć zażaleniem.
 
Żaden wyrok jednak nie zapadł... Mam już ten list. To przedsądowe wezwanie do zapłaty, które nie mówi za co jest zadłużenie i kiedy powstało.
 
Powrót
Góra