Jak bez aplikacji zostać adwokatem i radcą prawnym

  • Autor wątku Autor wątku annaszowa
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

annaszowa

Użytkownik
Dołączył
04.2009
Odpowiedzi
109
Witam , dowiedziałam się, ze jest mozliwosc ominąc długotrwałe aplikacje poprzez praktykę w instytucjach sądowych lub kancelariach w tracie studiów. Czy ktoś mógłby mi pomoc?? Jak to dokłądnie wygląda? Bardzo prosze o pomoc i z góry dziękuję za porade!!!
 
A co do tego pytania ma prawo autorskie? Przenoszę. Boże, broń nas przed takimi adwokatami.
 
Ostatnia edycja:
Polecam lekturę przepisów...

Do egzaminu adwokackiego składanego przed komisją, o której mowa w art. 78, bez odbycia aplikacji adwokackiej, mogą przystąpić:
1) doktorzy nauk prawnych,
2) osoby, które przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 8 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu zatrudnione były na stanowisku referendarza sądowego, starszego referendarza sądowego, asystenta sędziego lub asystenta prokuratora,
3) osoby, które po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 10 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego w kancelarii adwokackiej, zespole adwokackim, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej, komandytowej, o których mowa w art. 4a ust. 1, lub kancelarii radcy prawnego, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej, komandytowej, o których mowa w art. 8 ust. 1 ustawy z dnia 6 lipca 1982 r. o radcach prawnych, na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej,
4) osoby, które po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 10 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu były zatrudnione w urzędach organów władzy publicznej i wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej na rzecz tych urzędów,
5) osoby, które zdały egzamin sędziowski, prokuratorski lub notarialny,
6) osoby, które zajmują stanowisko radcy lub starszego radcy Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa.
 
No, czyli jest metoda. Studia doktoranckie a potem egzamin i już, prościzna.
 
Taaa...

Tylko jakoś zdawalność osób, którzy na tej zasadzie podchodzą do egzaminu radcowskiego/adwokackiego jest sporo niższa niż ludzi po aplikacji normalnej.

Bo co komu i habilitacja da, jeśli specjalizuje się np. w historii czy teorii prawa - a w życiu nie był na sali rozpraw, nie umie napisać apelacji itp?
 
Spokojnie, obstawiam że zanim skończą te studia doktoranckie to zasady dopuszczania do zawodu zmienią się jeszcze z 5 razy. Albo w tę, albo we wtę.
 
dokładnie Tomu. jak dla mnie te drogi "dookoła" to porażka. Pomijając już kwestię zdawalności egzaminu, to jakim można być adwokatem jeśli w życiu nie było się na rozprawie jako pełnomocnik? Nie bardzo rozumiem dlaczego ktoś się decyduje na taką drogę. Pieniądze pieniędzmi, ale to się zupełnie mija z celem....
 
Tomu napisał:
Taaa...

Tylko jakoś zdawalność osób, którzy na tej zasadzie podchodzą do egzaminu radcowskiego/adwokackiego jest sporo niższa niż ludzi po aplikacji normalnej.

Bo co komu i habilitacja da, jeśli specjalizuje się np. w historii czy teorii prawa - a w życiu nie był na sali rozpraw, nie umie napisać apelacji itp?

hmm, a uważasz, że więszość obecnych aplikantów adw/radcowskich tak się nachodzi po tych salach rozpraw i tak wiele tych apelacji napisze ? patrząc na ludzi z grupy aplikacyjnej widzę, że większość pracuje w miejscach gdzie w ogóle nie ma okazji się z tymi rzeczami zetknąć (jakieś spółki, urzędy ale działy nieprawne) nie wspominając o tych (całkiem licznych) którzy nawet i takiego zatrudnienia nie podjęli. Wg mnie taka aplikacja jest dla nich fikcją i nie przygotowuje jakoś szczególnie do egaminu, a w każdym razie nie uważam, że daje większe szanse niż podchodzenie z doktoratem do egzaminu...
 
porzeczka napisał:
dokładnie Tomu. jak dla mnie te drogi "dookoła" to porażka. Pomijając już kwestię zdawalności egzaminu, to jakim można być adwokatem jeśli w życiu nie było się na rozprawie jako pełnomocnik? Nie bardzo rozumiem dlaczego ktoś się decyduje na taką drogę. Pieniądze pieniędzmi, ale to się zupełnie mija z celem....

Można być bardzo dobrym adwokatem, nie będąc uprzednio ani razu na rozprawie jako pełnomocnik. :) Na co wskazuje cała masa byłych sędziów i prokuratorów, którzy w momencie kiedy zostali adwokatami, nie mieli za sobą ani razu występu w roli pełnomocnika. To samo dotyczy również dużej ilości osób, które wpisały się na listę adwokacką po aplikacji sądowej albo prokuratorskiej. Warto też zwrócić uwagę na prof. Z. Ćwiąkalskiego, który na listę adwokatów wpisał się jako dr hab. nauk prawnych, bez żadnych uprzednich doświadczeń praktycznych i został jednym z najbardziej wziętych polskich adwokatów karnistów (zanim został ministrem sprawiedliwości). Niestety, z chwilą pojawienia się po raz pierwszy na rozprawie na człowieka nie spływa żadna tajemna wiedza, a niektórzy adwokaci, choć wykonują zawód od 30 lat to nadal na rozprawach i w pismach procesowych mówią/piszą takie rzeczy, że jedyne nad czym można się zastanawiać, to to, jakim cudem zdobyli oni uprawnienia zawodowe.
 
rewt napisał:
No, czyli jest metoda. Studia doktoranckie a potem egzamin i już, prościzna.


albo doktorat + 3 lata praktyki i wpis (bez zadnych egzaminów) :-) Znam 1 osobę, która to zrobila.
 
smaczny kotlet napisał:
Można być bardzo dobrym adwokatem, nie będąc uprzednio ani razu na rozprawie jako pełnomocnik. :) Na co wskazuje cała masa byłych sędziów i prokuratorów, którzy w momencie kiedy zostali adwokatami, nie mieli za sobą ani razu występu w roli pełnomocnika. To samo dotyczy również dużej ilości osób, które wpisały się na listę adwokacką po aplikacji sądowej albo prokuratorskiej. Warto też zwrócić uwagę na prof. Z. Ćwiąkalskiego, który na listę adwokatów wpisał się jako dr hab. nauk prawnych, bez żadnych uprzednich doświadczeń praktycznych i został jednym z najbardziej wziętych polskich adwokatów karnistów (zanim został ministrem sprawiedliwości). Niestety, z chwilą pojawienia się po raz pierwszy na rozprawie na człowieka nie spływa żadna tajemna wiedza, a niektórzy adwokaci, choć wykonują zawód od 30 lat to nadal na rozprawach i w pismach procesowych mówią/piszą takie rzeczy, że jedyne nad czym można się zastanawiać, to to, jakim cudem zdobyli oni uprawnienia zawodowe.

nie porównywałabym sędziów i prokuratorów (którzy jednak występują na rozprawach) do osób których praca ma taki związek z prawem że np. opierają się na kpa i tyle. Zresztą wyjątek potwierdza regułę.
i ja nie twierdzę, że z chwilą gdy się stanęło pierwszy raz przed sądem to nagle spływa na człowieka tajemna wiedza. Ja jedynie twierdzę, iż regularne występowanie przed sądami, a także załatwianie w nich różnych spraw (co w olbrzymiej mierze zapewnia praca w kancelarii jako aplikant) daje obycie, zwiększa doświadczenie życiowe (w końcu każda sprawa inna i w każdej można czegoś innego się dowiedzieć), daje umiejętność dobrej pracy z aktami i "wyciągania" z nich tego co istotne, a najważniejsze powoduje że ciągle trzeba czytać, ciągle się dokształcać w procedurach. A jak zapewne wiesz, bardzo dobra znajomość kpc i umiejętność zastosowania jej w praktyce zapewniła wygraną w niejednej "przegranej" sprawie. Co zaś się tyczy osób, które po 30 latach rady sobie nie dają - no cóż, nie dla każdego ten zawód:)
 
haker, polecam Twojej uwadze art. 66 ust. 1 pkt. 5 Ustawy prawo o adwokaturze...
 
o dziwo doktor nauk prawnych z praktyką może wpisać się nawet na listę notariuszy. Ale to już zniewaga, żeby do tak zacnego i skomplikowanego fachu - korony zawodów prawniczych dopuszczać byle kogo, tylko z racji posiadania doktoratu... :)
 
geronimo22 napisał:
o dziwo doktor nauk prawnych z praktyką może wpisać się nawet na listę notariuszy. Ale to już zniewaga, żeby do tak zacnego i skomplikowanego fachu - korony zawodów prawniczych dopuszczać byle kogo, tylko z racji posiadania doktoratu... :)

Który to zawód jako jedyny zna w dodatku magiczne sformułowania dzięki którym nastąi przeniesienie własności nieruchomości :beer:
 
geronimo22 napisał:
hmm, a uważasz, że więszość obecnych aplikantów adw/radcowskich tak się nachodzi po tych salach rozpraw i tak wiele tych apelacji napisze ? patrząc na ludzi z grupy aplikacyjnej widzę, że większość pracuje w miejscach gdzie w ogóle nie ma okazji się z tymi rzeczami zetknąć (jakieś spółki, urzędy ale działy nieprawne) nie wspominając o tych (całkiem licznych) którzy nawet i takiego zatrudnienia nie podjęli. Wg mnie taka aplikacja jest dla nich fikcją i nie przygotowuje jakoś szczególnie do egaminu, a w każdym razie nie uważam, że daje większe szanse niż podchodzenie z doktoratem do egzaminu...
Nie wiem, czy się nachodzi i napisze - ale na pewno otrze się o to bardziej i jednak więcej zobaczy/napisze, niż człowieczek z doktoratem, któremu coś tam się o uszy obiło na studiach w ramach KPC, co pewnie należy do jego prehistorii.

Niestety - prawda. Sytuacja jest taka, a nie inna - z pracą w kancelariach jest słabo albo wcale, nie sposób się tam dostać inaczej raczej niż w charakterze praktykanta, ew. kogoś robiącego za darmo, na co pozwolić może sobie zdecydowanie nieliczne grono.
 
Tomu napisał:
Niestety - prawda. Sytuacja jest taka, a nie inna - z pracą w kancelariach jest słabo albo wcale, nie sposób się tam dostać inaczej raczej niż w charakterze praktykanta, ew. kogoś robiącego za darmo, na co pozwolić może sobie zdecydowanie nieliczne grono.

no więc o to chodzi. Aplikacja jako przygotowanie do zawodu to pewien mit, słowo - wytrych. Chodzi o to, że podczas aplikacji człowiek pracuje pod okiem patrona i powoli wdraża się w czynności, które jako zawodowiec będzie przez najbliższe kilkadziesiąt lat robił. Same zajęcia w radach to taka namiastka edukacji centralnej, ale jak ona wygląda to każdy, kto już się zetknął z tą machiną przez lata, wie aż za dobrze :)
Czyli de facto różnicy między doktorem a np. bezrobotnym lub zatrudnionym nie w zawodzie aplikantem wielkiej nie ma... Obaj poznali praktykę w podobnym stopniu.
 
Wdraża - albo nie wdraża. Wdraża się, moim zdaniem, ten kto na aplikacji minimalnie w dziale prawnym jakieś firmy robi - o tyle, że wtedy specjalizuje się w jakimś węższym zagadnieniu, zgodnym ze specyfiką firmy - a na aplikacji teoretycznie jak w kancelarii jesteś, to powinieneś wszechstronnie poznać różne dziedziny prawa, nauczyć się pisać pisma w różnego rodzaju postępowaniach (cywil, gospodarcze, karne, administracyjne) no i połazić na zasadzie upoważnień i spróbować sił jako pełnomocnik.
 
geronimo22 napisał:
o dziwo doktor nauk prawnych z praktyką może wpisać się nawet na listę notariuszy. Ale to już zniewaga, żeby do tak zacnego i skomplikowanego fachu - korony zawodów prawniczych dopuszczać byle kogo, tylko z racji posiadania doktoratu... :)

:o a możesz podać podstawe prawną takiego zabiegu?;)
 
Mam wrażenie, że większość wypowiadających się nie zrozumiała tematu tego wątku.
Tematem jest, jak zostać adwokatem bez APLIKACJI, a nie bez PRAKTYKI. Z resztą pierwszy post precyzuje, że chodzi o "praktykę w instytucjach sądowych lub kancelariach", a nie o jakiś doktorat.
Wobec tego wypowiedzi o "człowieczku z doktoratem" są równie trafne co wypowiedzi o "człowieczku z aplikacją" lecz bez praktyki.
 
Powrót
Góra